Plany otworzenia królikarni na ulicy Polnej
Uciążliwe sąsiedztwo królików
Ryszard Lis, były mieszkaniec ulicy Polnej w Barcinie wydzierżawił działkę z byłym kurnikiem Andrzejowi Dombkowi. Teraz ma tam powstać królikarnia, jednak sąsiedzi robią wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Boją się niemiłych zapachów i szczurów.
O inwestycji pisaliśmy już w zeszłym roku w czerwcu. Wtedy to Ryszard Lis, dzierżawca, opowiadał o planach otwarcia ekologicznej, wysokoprodukcyjnej fermy królików brojlerowych. Zapewniał wówczas, że hodowla będzie całkowicie przyjazna środowisku. Przekonywał także, że podobna hodowla jest w Białych Błotach i sąsiedzi się nie skarżą. Ale mieszkańcy Polnej byli sprawdzić, jak to dokładnie wygląda.
- Pan Lis rozmawiał z nami, przekonywał – mówi Beata Kwaśniewska, która od Ryszarda Lisa cztery lata temu kupiła dom. – Proponował, żeby pojechać do Białych Błot. Tam też jest królikarnia. Mówił, że zobaczymy, jak to wygląda i że nie ma czego się tam obawiać. Ja tam pojechałam z mężem i nikt nas tam do środka nie wpuścił. Ale porozmawialiśmy z sąsiadami i oni też się skarżą. Mówią, że jak włączą wentylatory, to nie można wytrzymać. Może gdybyśmy pojechali z panem Lisem, to oni mogliby się przygotować, wyczyścić wszystko, wyłączyć wentylatory, a jak ich zaskoczyliśmy, to nie byli przygotowani i nas nie wpuścili.
W latach osiemdziesiątych w tym miejscu była hodowla kur, która została zamknięta w latach dziewięćdziesiątych. Jeszcze rok temu Ryszard Lis mówił o hodowli, dla której bazą byłoby 600 samiczek królików. Teraz sąsiedzi mówią, że ma być ich 560. Szczegółów dotyczących technologii hodowli w zeszłym roku nie chciał zdradzić Andrzej Dombek. Niestety teraz nie udało nam się skontaktować także z Ryszardem Lisem, ponieważ ani sąsiedzi, ani jego znajomi nie mają do niego kontaktu lub nie chcą go ujawnić. Nieobecność Andrzeja Dombka podczas większości rozmów też są dla mieszkańców ulicy Polnej zastanawiające. Wielu z nich nawet nie widziało inwestora, a rozmowy prowadzone są głównie z Ryszardem Lisem.
- To w ogóle jest dziwne, bo cały czas to pan Lis chodzi i załatwia, a Dombka tu nie ma, a to jemu powinno przecież bardziej zależeć – zaznacza Jan Antoniak.
Wszyscy są już zdeterminowani, wyliczają, co zrobili do tej pory i co zrobią, żeby zapobiec powstaniu królikarni.
- Byliśmy już u byłej burmistrz, byliśmy u obecnego burmistrza i oni mówią, że urbanista i „sanepid” decydują - mówi Danuta Safian, jedna z mieszkanek. - Jeśli nikt się tym nie zainteresuje, to kolejnym naszym krokiem będzie sprowadzenie telewizji, bo to tak nie może być. Tu jest przecież zwarta zabudowa, a oni będą pod moim domem wywozić obornik, gnojowicę. Mnie kiedyś obaj byli przekonywać. Ale ja kiedyś miałam króliki, dwadzieścia sztuk, a fetor był ogromny. To są cztery mioty w roku, u niego by to w tysiące przeszło. Tu ma być tuczarnia, więc będzie masa tego. Oni nam tłumaczą (Ryszard Lis i Andrzej Dombek – przyp. mk), że teraz są nowe technologie, a co oni będą te wyziewy w brykiety robić?
Jan Antoniak dodaje: - A jak będą króliki, to i plaga szczurów będzie. A oni tu nie będą mieszkać przecież, więc się nie przejmują. Niech oni to sobie zrobią w Inowrocławiu, a nie tutaj.
Poza tym mieszkańcy są oburzeni, ponieważ plany, na których bazuje Ryszard Lis i Andrzej Dombek opierają się o drogę, której fizycznie nie ma. Nie dość tego, miejsce, gdzie powinna przebiegać, jest już całkowicie zagospodarowane przez mieszkańców, którzy ustawili na niej kojce dla psów, szklarnie, a nawet garaż. Gmina zapewnia, że według planu ta droga istnieje, więc jeśli zajdzie taka potrzeba, to się ją odnowi.
- Z punktu widzenia gminy nie ma żadnych przeciwwskazań – tłumaczy Karolina Orzechowska, inspektor do spraw budownictwa. – Dopuszczalne jest prowadzenie hodowli królików na terenie gminy. Tam była kiedyś ferma drobiu, a ten pan wystąpił o zamianę sposobu użytkowania i ma powstać królikarnia. Sąsiedzi mogą to jedynie skutecznie przeciągnąć w czasie.
Beata Kwaśniewska opowiada, że przez cały czas wspólnie piszą odwołania. W zeszłym roku protest podpisało aż 50 osób, ale obawia się, że w końcu to przestanie skutkować.
- Pan Lis cały czas jest na dobrej drodze, żeby otworzyć tę królikarnię. Ale my nie wiemy, co tam tak naprawdę będzie. Pisaliśmy odwołania.
- I pewnie dlatego do tej pory jeszcze tej królikarni nie ma, bo ta inwestycja miała być już dwa lata temu. Nie rozumiem, dlaczego tu jest przekwalifikowanie z kurnika na królikarnię, skoro kur tu już od wielu lat nie ma – skarży się najbliższa sąsiadka byłego kurnika.
Poza tym mieszkańcy szukają pomocy u Stowarzyszenia Ekologicznego.
- Takie fermy mogą być, ale nie między domkami, nie tam, gdzie jest pełno ludzi – mówi Janina Drążek, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie. – Nie ma takiej fermy, która nie wydziela złowonnych zapachów. Można to robić przecież z dala od ulicy, z dala od miasta, a nie w takim miejscu. Przestrzeń na taką ilość królików jest za mała, ten zapach się nie rozcieńczy. Nie można sąsiadom robić takiego pasztetu.
O tym, że będzie to niewygodne sąsiedztwo są przekonani mieszkańcy ulicy Polnej w Barcinie. Nie zamierzają się poddawać, nadal będą się odwoływać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze