Reklama

W orkiestrach i zespołach

Artysta z Janowca
     W orkiestrach i zespołach
     Wokół muzyki kręci się całe moje życie, muzyka jest jak narkotyk, wiele zespołów, wiele miast, wszędzie gdzie mieszkałem była muzyka i zespoły. Sam piszę i tworzę muzykę, bo ona jest ze mną wszędzie - mówi Wacław Cholewiński.

     Wacława Cholewińskiego w Janowcu zna każdy i niemal wszyscy wiążą go z Janowiecką Orkiestrą Dętą, której jest członkiem i kapelmistrzem. Muzykowanie rozpoczął w 1956 roku, kiedy jako nastoletni chłopak wybrał się na próbę Janowieckiej Orkiestry Dętej do Stanisława Rozmarynowskiego, który był wówczas jej kapelmistrzem.
     - Poszedłem na próbę i już zostałem. Grałem na alcie, później już na trąbce, po kilku miesiącach we wrześniu 1956 roku poszedłem do Szkoły Muzycznej do Gniezna, gdzie moim nauczycielem był słynny muzyk Henryk Beimcik, wspaniały człowiek i wielka sława muzyki - wspomina Wacław Cholewiński.
     W szkole muzycznej dzisiejszy kapelmistrz janowieckiej orkiestry kontynuował swoją przygodę z trąbką, a w II klasie dodatkowo rozpoczął grę na fortepianie. Już w 1957 roku Wacław Cholewiński z Jackiem Małeckim, który uczył się w Liceum Plastycznym w Poznaniu, stali się rozrywaną grupą muzykującą.

Wacław Cholewiński pisał okolicznościowe utwory, między innymi z okazji 700-lecia Janowca napisał piosenkę „Miasteczko nad Wełną”
                   fot. Syliwa Wysocka

     - Jacek grał na akordeonie, ja na perkusji. Z Poznania Jacek przywoził największe szlagiery, śpiewaliśmy po angielsku, przyjeżdżali po nas bryczkami, graliśmy na weselach i rodzinnych imprezach - opowiada janowiecki kapelmistrz.
     Rok później z kolegami w Gnieźnie założył zespół jazzowy Black Boys, działający przy Powiatowym Domu Kultury. Po niespełna roku funkcjonowania jazzowej kapeli wyjechali do Warszawy na II Festiwal Zespołów Jazzowych i Tanecznych, który organizował Sztandar Młodych.
     - Tam nam doradzili, byśmy przeszli na polsko brzmiącą nazwę i „Black Boys” zamieniliśmy na „Czarnych Chłopców”. Tam wystąpiliśmy w tak doborowym towarzystwie jak „Vistula Stompers” czy Bogusław Wyrobek, polski Elvis Presley. Pokazali nas na antenie w „Kronice filmowej”. Kiedy wróciliśmy z Warszawy, zostaliśmy zawieszeni w prawach ucznia, co prawda na krótko, ale taki incydent miał miejsce. Graliśmy jazz, a uczniom szkoły muzycznej nie wolno było grać tego rodzaju muzyki. Kiedy zostaliśmy zawieszeni, wstawił się za nami profesor Kiełbasiewicz, który sam bardzo lubił jazzową nutę. Jako „Czarni Chłopcy” graliśmy na wielu festiwalach - w Koszalinie, Poznaniu, Wrocławiu, w Gnieźnie graliśmy w klubie młodzieżowym i wielu innych miejscach  - opowiada Wacław Cholewiński.
     Szkołę muzyczną przerwało wojsko, Wacław Cholewiński wcielony został do armii w listopadzie 1959 roku. Trafił do Koszalina do Bałtyckiej Brygady WOPR. Tam już przed przysięgą znalazł się w składzie orkiestry wojskowej. Jej kapelmistrzem był podporucznik Wojciech Rembiś, z którym janowiecki muzyk do dziś utrzymuje kontakt.
     Po służbie wojskowej powrócił do szkoły muzycznej. - Wtedy graliśmy z muzykami z Poznania, było wówczas duże zapotrzebowanie na muzyków, graliśmy jazz i muzykę improwizowaną, głównie na imprezach studenckich - wspomina.
     - Od 1957 do 1959 roku byłem instruktorem w Domu Kultury w Żninie. Pamiętam, jakim splendorem dla nas było wystąpić na akademii z okazji nadania „Żefamowi” sztandaru w 1957 roku, gdzie graliśmy typowy jazz. Jako instruktor w Żninie pracowałem do 1963 roku. Po wygraniu konkursu na trębacza w bydgoskiej operze zostałem członkiem Bydgoskiej Opery i Operetki, która mieściła się w Teatrze Polskim, a na miejscu dzisiejszej Opery „Nova” był pusty plac. W czerwcu 1964 pojechałem w odwiedziny do Koszalina, gdzie odbywałem służbę wojskową. Tam zostałem. Akurat potrzebowali trębacza i - jak mówili - byłem jeszcze za młody na muzykę symfoniczną. Graliśmy w Słupsku, Białogardzie, Szczecinie, Koszalinie. Pracowałem też jako instruktor w Białogardzie w tamtejszym Domu Kultury. W 1965 roku poszedłem grać do kawiarni „Kolorowa” w Szczecinku, a rok później miałem już swój zespół i graliśmy na dansingach w restauracji „Gryf” aż do 1974, kiedy wróciłem do Janowca - opowiada Wacław Cholewiński.
     Po powrocie został zatrudniony jako instruktor muzyki w Ognisku Pracy Pozaszkolnej. Wspólnie z Zenonem Kotem w Cerekwicy w Państwowym Gospodarstwie Rolnym założyli placówkę kulturalną, gdzie - jak wspomina Wacław Cholewiński - jako pierwsi w okolicy mieli aparaturę 1000 W i kamerę pogłosową.
     - Kiedy zmarł Stanisław Rozmarynowski we wrześniu 1990 roku postanowiliśmy, że orkiestra powinna zagrać na jego pogrzebie. Wtedy zaraz zapadła też decyzja, że szkoda, by taki dorobek się zmarnował. Wspólnie z Beniem Kochańskim podźwignęliśmy to dalej i skleiliśmy naszą orkiestrę. Kapelmistrzem wybrano mnie rok później, bo w marcu 1991 roku. I zaraz wstąpiliśmy do Związku Chórów i Orkiestr, byśmy byli zrzeszeni i zaraz zaczęły się wyjazdy, konkursy. Dwa razy zdobyliśmy Puchar Marszałka oraz wiele innych tytułów. Jednak naszym największym sukcesem było to, że mogliśmy zagrać dla Papieża w 1999 roku podczas jego pielgrzymki do Bydgoszczy. To nasz wielki sukces i ogromne, niepowtarzalne przeżycie, grało nas tam ponad 560 muzyków pod hasłem Zjednoczonej Orkiestry - opowiada ze wzruszeniem kapelmistrz z Janowca.
     Oprócz tego orkiestra gra co roku na Starym Rynku w Bydgoszczy, uświetnia uroczystości dożynkowe, jubileuszowe, patriotyczne, na terenie naszego województwa i Wielkopolski. Co dwa lata Janowiecka Orkiestra Dęta bierze udział w Ogólnopolskim Przeglądzie Hejnałów i Intrad Maryjnych w Kórniku.
     - Tam gramy Hejnał Matki Boskiej Gościeszyńskiej, który napisałem i który grany jest też w Gościeszynie oraz intradę do Matki Boskiej Janowieckiej, którą napisałem na prośbę naszego ówczesnego proboszcza ks. kanonika Ignacego Mączyńskiego - mówi twórca intrady.
Z uwagi na jubileusz 60-lecia Janowieckiej Orkiestry Dętej muzycy wyjechali do Lichenia, gdzie grali na mszy, a po niej dali w bazylice koncert.
     - Uznaliśmy, że będzie to nasza podzięka za opiekę nad nami i naszymi rodzinami - mówi Cholewiński.
     Wacław Cholewiński mówi, że całe jego życie kręci się wokół muzyki i trochę też wokół polityki, gdyż znalazł się w grupie 200 mieszkańców województwa uhonorowanych Medalem XX -lecia Solidarności.
     - Muzyka jest jak narkotyk, towarzyszy mi i mojej rodzinie wszędzie. W domu mam klawisze i często siadam, by pobrzdękać, bo z muzyką jak z nałogiem, trzeba jej słuchać, trzeba ją grać i tworzyć. Od kilku miesięcy jestem też akompaniatorem w kabarecie „Retro”. Ubolewam nad tym, że nasza orkiestra się starzeje. Młodzież ma inne aspiracje, kiedyś nawet chodziliśmy po szkole szukaliśmy chętnych, jednak nie dało to rezultatów. Orkiestra gra tyle lat i mam nadzieję, że nie umrze wraz z nami, dlatego wszystkich chętnych, którzy mają nutkę do muzyki w sobie zapraszamy - opowiada Wacław Cholewiński.
     Wacław Cholewiński wydał z Markiem Zarębą płytę Dawnych wspomnień czar, na której znalazły się takie utwory jak Miasteczko nad Wełną, Spotkanie przy Baszcie czy Piosenka o Gąsawie, do których słowa i muzykę napisał Wacław Cholewiński.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 890 (9/2009)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości