Pomimo tragicznej sytuacji szpitala personel oddziału chirurgii pracuje na pełnych obrotach
fot. Arkadiusz Majszak
Żnin, szpital, ZEC, ciepło, starosta, dożynki
W swetrach i pod dwoma kocami
W miniony piątek żniński Zakład Energetyki Cieplnej postanowił odciąć dopływ ciepła dla szpitala. Niebawem szpital może nie mieć dopływu ciepłej wody. Nie ma pieniędzy na paliwo dla karetek. Pacjentów jest coraz mniej, a pracownicy szpitala nie mogą uwierzyć w to co się dzieje. Mają żal do starosty, że w tym czasie bawi na dożynkach na Litwie.
W miniony piątek żniński szpital ograniczył przyjmowanie pacjentów do nagłych przypadków zagrażających zdrowiu i życiu. Powód to brak pieniędzy na normalne funkcjonowanie.
BIAŁA FLAGA
Jak się okazało, był to dopiero początek lawiny nieszczęść, która spadła na żnińską lecznicę. Również w miniony piątek Zakład Energetyki Cieplnej w Żninie postanowił odciąć szpitalowi dopływ ciepła.
Likwidator szpitala Edward Wolnik powiedział nam, że prowadził rozmowy z prezesem ZEC Leszkiem Falkowskim, lecz nie przyniosły one pozytywnego dla szpitala rezultatu.
- "Pan prezes złożył propozycję, żeby zapłacić w formie przedpłaty połowę miesięcznego zobowiązania, a pozostałą część do 15 każdego miesiąca. Jest skłonny podpisać porozumienie, jeśli organ założycielski zadeklaruje pisemnie, że w przypadku niemożności pokrycia należności przez szpital, starostwo pokryje te koszty. Ja nie mogłem prezesowi ZEC nic proponować, bo nie dysponuję żadną złotówką, a tym samym żadną szansą porozumienia. Pan prezes zablokował ciepło i zaplombował grzejniki. Czuję jednak w jego wypowiedziach dobrą wolę" - uważa Edward Wolnik.
W okresie grzewczym miesięczny rachunek za dostarczone ciepło, jaki szpital powinien zapłacić ciepłowni, wynosi około 50.000 zł. Prezes Leszek Falkowski chce, by 23.000 zł szpital płacił zaliczkowo, a resztę do 15 dnia każdego miesiąca.
Likwidator nie ukrywa, że sytuacja w szpitalu jest tak dramatyczna, że może zostać zamknięty w każdej chwili, a Edwardowi Wolnikowi pozostanie tylko wywiesić białą flagę.
ODDZIAŁ BEZ DZIECI
Obecnie na oddziale dziecięcym przebywa zaledwie kilkoro dzieci. Na oddział przyjmowane są jedynie dzieci w stanach zagrożenia życia.
- "Jak długo będzie można, to w taki sposób będziemy leczyć" - powiedział ordynator oddziału dziecięcego dr Tomasz Zwolenkiewicz.
Pielęgniarki z oddziału dziecięcego nie ukrywają, że jest im bardzo przykro, że po wielu latach pracy nie wiedzą co je w przyszłości czeka. Wspominają, że od października do grudnia i wczesną wiosną na oddziale przebywało 43 dzieci. Dochodziło nawet do sytuacji, że mali pacjenci przebywali na chirurgii urazowej i ogólnej, bo na oddziale brakowało dla nich miejsc.
- "Ta specyfika pracy teraz się zupełnie zmieniła. Kiedyś było bardzo dużo pracy przy małych pacjentach. Oddział jest przecież piękny. Wyposażenie jest dobre. Pozyskaliśmy dużo sprzętu od fundacji "Polsat" oraz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a mimo to nie mamy pieniędzy, więc nie mamy możliwości pracować" - opowiada jedna z pielęgniarek. Na oddział przyjmuje się tylko dzieci z zagrożeniami, które mogłyby spowodować uszczerbek na zdrowiu lub śmierć. Leżą też maluchy, które trafiły na oddział przed decyzją o ograniczeniu przyjęć.
Ordynator oddziału chirurgii Wojciech Hoffmann będzie pierwszą osobą, która będzie przekonywać pacjentów - w przypadku powikłań spowodowanych odcięciem odpływu ciepła do szpitala - by kierowali pozwy przeciw Leszkowi Falkowskiemu i staroście Zbigniewowi Jaszczukowi
fot. Arkadiusz Majszak
Inne pielęgniarki dodają, że na oddział dziecięcy przyjeżdżało wiele matek z dziećmi z województwa wielkopolskiego i z Bydgoszczy, gdyż bardzo im się podobała - niemalże rodzinna - atmosfera panująca na oddziale. Teraz - jak mówią - jest tylko martwa cisza. Nie słychać gwaru, pisków, śmiechów dzieciaków.
- "Przykro nam, że po tylu latach w takiej sytuacji jesteśmy. Nie wiemy, jak mogło do takiej sytuacji dojść. Może potrzebna byłaby jakaś pikieta, żeby zwrócić wreszcie uwagę staroście na problem lecznicy. Przecież każdy ma prawo do darmowego leczenia. Ludzi biednych nie stać na to, żeby jeździć leczyć się do Bydgoszczy. Jedna pani to szła nawet do naszego szpitala do dziecka 24 km pieszo, bo nie ma samochodu i nie stać jej na autobus. Teraz podsyłamy dzieci Szubinowi, ale oni też mają limity, a Inowrocław również przyjmuje tylko stany zagrożenia życia i zdrowia. Mamy nadzieję, że ta sytuacja się poprawi. Zawsze trzeba mieć nadzieję" - mówią pielęgniarki.
BEZ ZAPLANOWANYCH ZABIEGÓW
Na oddziale wewnętrznym przebywa 25 pacjentów, którzy w szpitalu znaleźli się już przed podjęciem decyzji o ograniczeniu przyjęć.
Czekający na wizytę u lekarza na oddziale wewnętrznym, proszący o anonimowość pacjenci twierdzą, że jest już bardzo źle, że do takiej sytuacji w szpitalu doszło.
- "Gdzie teraz przyjmą męża, który jest po zawale? Przyszliśmy na EKG wysiłkowe serca. Czekamy, bo mamy termin na dziś o 1100. Myśmy w życiu się nie leczyli, bo nie zachorowaliśmy. A gdy teraz mąż zachorował, to okazuje się, że nie będzie miał się gdzie leczyć" - nie kryje oburzenia kobieta.
Na oddziale chirurgii ogólnej leży 15 pacjentów. Dotychczas przebywało tutaj 30 chorych. Jak nas poinformowała pielęgniarka oddziałowa Teresa Charzewska na oddział nie są przyjmowani pacjenci do planowanych zabiegów. Zabiegi, które były planowane w październiku zostaną wykonane w późniejszym terminie.
- "Prosimy pacjentów, by kontaktowali się z nami w terminie późniejszym" - dodała Teresa Charzewska.
Pacjent oddziału chirurgii ogólnej Włodzimierz Skonieczny jest z powiatu bydgoskiego. Do żnińskiego szpitala trafił przypadkowo. Podczas pobytu w grodzie Śniadeckich przewrócił się i rozciął sobie głowę.
- "Jestem na zasiłku przedemerytalnym. To jest normalnie parodia, co się dzieje z tym wszystkim. Pieniędzy nie ma na nic. ZUS-y stawiają sobie za pieniądze podatników pałace, a nie ma pieniędzy na wypłaty dla pielęgniarek i służbę zdrowia w ogóle. Na obsługę i na personel tego oddziału nie narzekam. Taki szpital powinien istnieć!" - stwierdza kategorycznie Włodzimierz Skonieczny.
DWA KOCE
Obok Włodzimierza Skoniecznego leży pacjent z Łabiszyna, proszący nas o anonimowość. Siedzi przy nim żona. Kobieta uważa, że żaden szpital nie powinien być zamykany. Zapytaliśmy chorego jak pacjenci wytrzymują w szpitalu w nocy, gdy spada temperatura, a kaloryfer jest zimny.
- "Przynieśli po dwa koce. Leżymy w swetrach. Zaczyna też brakować ciepłej wody. To paranoja" - opowiada mężczyzna.
POZWY PRZECIW STAROŚCIE I PREZESOWI ZEC
18 chorych przebywa na oddziale ortopedii. Trafiają tu pacjenci z wypadków, a planowane zabiegi uległy zawieszeniu. Ordynator oddziału ortopedii Wojciech Hoffmann powiedział nam, że liczba pacjentów na tym oddziale zależy właśnie od wypadków i w związku z tym większość zabiegów nie jest planowana. Ordynator nie ukrywa, że jest bardzo niezadowolony z decyzji o odcięciu w szpitalu dopływu ciepła.
- "Jestem oburzony tą postawą, bo są w szpitalu noworodki, ludzie po ciężkich złamaniach, po zabiegach wszczepienia endoprotez stawów biodrowych. Są sytuacje, że ci chorzy gorączkują. Są poprzeziębiani. I jeśli będą jakieś powikłania, które źle się skończą, to będę pierwszym, który będzie przekonywał pacjentów, żeby oddali sprawę do sądu przeciwko panu, który to odłączył oraz staroście za brak jakichkolwiek działań" - powiedział ordynator.
Wojciech Hoffmann nie ukrywa, że w momencie, gdy skończą się leki i opatrunki będzie zmuszony zamknąć oddział. Oddział ortopedii jest zabezpieczony w leki, opatrunki i płyny infuzyjne (kroplówki) na okres od miesiąca do 6 tygodni.
MIMO WSZYSTKO...
RODZI SIĘ NOWE ŻYCIE
Wydaje się, że w żnińskim szpitalu tak jak dotychczas funkcjonują jedynie oddziały: ginekologiczno-położniczy oraz noworodków. Wynika to z tego, że szpital nie odmawia pomocy żadnej ciężarnej kobiecie. Oddziały działają bez ograniczeń. Te oddziały - podobnie jak cały szpital - borykają się jednak z problemami.
- "Są porody, działa więc oddział noworodków. W ostatnim czasie na oddziale jest sporo porodów" - mówi ordynator oddziału noworodków Maria Hillemann.
Pani ordynator dodaje, że obecnie oddział dysponuje śladową ilością antybiotyków. Na oddziale rodzą się najczęściej dzieci zdrowe, dzięki czemu leki nie są w znacznym stopniu konieczne. Brak ogrzewania w szpitalu nie wpływa negatywnie na pobyt noworodków. Ciepło dla najmłodszych pacjentów żnińskiej lecznicy dostarczane jest ze specjalnych urządzeń znajdujących się tylko na oddziale noworodków.
- "Mamy przynoszą pieluszki. Szczepionki otrzymujemy z sanepidu. Jakoś sobie radzimy. Jeśli rodzą się dzieci wymagające specjalistycznego leczenia, to są one odsyłane do Bydgoszczy na zasadzie wieloletniego porozumienia" - wyjaśnia Maria Hillemann.
Pani ordynator nie ukrywa, że jeśli na oddziale zabraknie cewników, igieł i strzykawek, wówczas zostanie on prawdopodobnie zamknięty. Jeśli będą rodzić się tylko zdrowe dzieci, to oddział powinien funkcjonować jeszcze przez 2 miesiące.
- "Wszyscy ubolewamy nad tym, że doszło w szpitalu do tak tragicznej sytuacji" - konkluduje Maria Hillemann.
WINNE WŁADZE POWIATU
To, że szpital ograniczył liczbę przyjmowania pacjentów jest najmniej zauważalne w zakładzie diagnostyki laboratoryjnej. Kierownik tegoż zakładu Jolanta Marosz mówi, że przez pierwsze trzy dni po ograniczeniu przyjęć dało się zauważyć, że laboratorium ma mniej pracy. Przedwczoraj analiz zlecanych przez szpital było już tyle co dotychczas.
- "Dużo jest badań ambulatoryjnych zlecanych przez POZ-ety. Jest ich nawet więcej niż w poprzednich miesiącach. Może to się bierze z tego, że ludzie myślą, żeby się przebadać, póki szpitala jeszcze nie zamknęli? Pacjenci kierowani przez lekarzy POZ są przyjmowani normalnie" - dodała Jolanta Marosz.
Laboratorium wykonuje badania bezpłatnie. Jeśli ktoś jednak chce wykonać badania płatne (bez skierowania) również może to zrobić w każdej chwili.
Brak dopływu ciepła nie stanowi w pracy laborantek większego problemu. Pani kierownik nie ukrywa jednak, że - poza jedną pracownią - w pozostałych temperatury są niskie. Problemem może stać się brak dopływu ciepłej wody. Spowoduje to niższą skuteczność mycia probówek i kubków do badania moczu.
- "Do takiej sytuacji absolutnie nie powinno dojść, a że doszło, to winne są władze powiatu, bo to narastało przez ileś lat. Wiadomo, że sytuacja służby zdrowia w kraju jest zła, ale nie aż tak jak w Żninie. O tym, że sytuacja jest zła było wiadomo, bo praktycznie szpital nie schodził z łam gazet od lat, a ci, którzy powinni podjąć jakieś działania doskonale się bawili" - uważa Jolanta Marosz.
40 GODZIN SZPITALA
Likwidator szpitala Edward Wolnik zapewnił nas, że uzgodnił z prezesem ZEC, iż na czas negocjacji nie zamknie dopływu ciepłej wody. W tym tygodniu na pewno w kranach szpitala będzie jeszcze ciepła woda. Zdaniem Edwarda Wolnika Leszek Falkowski przyjął to przez aklamację. Czy szpitalowi nie grozi odcięcie prądu?
- "Prowadziliśmy rozmowy z Zakładem Energetycznym, by za 1 miesiąc zapłacić. Wypada to nieco poniżej 10.000 zł. Było to 3 tygodnie temu i wydawało mi się, że będzie to realne, ale sytuacja się zmieniła. Dziś już nie dysponuję środkami. Dyrektor Zakładu Energetyki powiedział, że on też choruje i nie jest za tym, by pozbawiać szpital szansy. Jeżeli jednak przez dłuższy czas nie będziemy w stanie zapłacić, to nie wiem, czy nie będzie musiał odciąć prądu" - mówi likwidator.
Szpital nie ma również pieniędzy na zakup paliwa dla karetek. Umowa na dostarczanie paliwa wygasła. Był przetarg na dostawę paliwa, lecz nikt się nie zgłosił. Zdaniem Edwarda Wolnika szpital został na lodzie. Jednakże w ogóle nie dziwi się takiej sytuacji. Edward Wolnik rozmawiał z dotychczasowym dostawcą paliwa, który zgodził się jeszcze zaopatrywać karetki w benzynę. Jeżeli szpital zapłaci dostawcy paliwa za poprzedni i bieżący miesiąc, to będzie on skłonny w dalszym ciągu je dostarczać.
Likwidator zapytany jak długo może jeszcze funkcjonować szpital, odpowiedział: - "Człowiek może żyć bez oddychania 8 minut. Niech pan sobie pomnoży to razy liczbę pracowników, będzie pan miał odpowiedź".
Przedwczoraj likwidator spotkał się z członkami Zarządu Powiatu. Przed posiedzeniem powiedział nam, że przedstawi jedynie sytuację taką, że szpital w każdej chwili może przestać żyć, bo nie ma ani złotówki na prowadzenie jakiejkolwiek działalności.
Także przedwczoraj na alarm uderzyły związki zawodowe szpitala: pielęgniarek i położnych, techników analityki medycznej i techników medycznych elektroradiologii, które wystosowały pismo do starosty Zbigniewa Jaszczuka. Związkowcy żądają natychmiastowego podjęcia przez starostwo radykalnych kroków do przywrócenia normalnej sytuacji w szpitalu, by pacjent był bezpieczny.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 660 (41/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze