Mieszkańcy wsi stoją na granicy działki jaką wskazał Stanisław
Chojnacki i Feliks Duszyński, która kiedyś rozgraniczała działkę Bąka i
szkolną posesję. Na zdjęciu Ferdynand Myszkowski, Tadeusz Duszyński,
Jan Strzelecki, Szczepan Walkowiak i Krzysztof Specjał.
fot. Sylwia
Wysocka
Mieszkańcy Wybranowa tracą wiarę w prawo
Walkę o świetlicę
- "My nie mamy zamiaru oddać świetlicy, budynku szkoły ani obejścia,
skoro udowodniono przed sądem, że to nie stanowi prywatnej działki, a
należy do Skarbu Państwa" - zapowiadają mieszkańcy Wybranowa.
Mieszkańcy Wybranowa nie godzą się z tym co stało się z budynkiem szkoły. Nie potrafią zrozumieć, jak własność Skarbu Państwa mogła zostać darowana przez Zdzisława Bąka Waldemarowi B. Trudno im uwierzyć w prawo, skoro po opinii sądu, że szkoła nie była nigdy własnością Zdzisława Bąka i nią nie jest, on mógł ją podarować innej osobie.
Mieszkańcy wierzą, że Urzędowi Miejskiemu i radcy prawnemu Januszowi Szaniawskiemu uda się jeszcze odwrócić tę sytuację i odzyskać budynek na rzecz wsi.
Mieszkańcy zdecydowani są napisać do programu "Sprawa dla reportera" Elżbiety Jaworowicz, przedstawić jej sytuację i zaprosić do Wybranowa. Liczą, że w ten sposób może dojdą swego.
- "Zaprosimy Elżbietę Jaworowicz, a przy świetlicy stanie cała wieś. Niech się dowiedzą ludzie jak dysponuje się tu mieniem Skarbu Państwa" - mówili zgodnie mieszkańcy Wybranowa.
Mieszkańcy mówią też o próbie zmylenia ich przez Zdzisława Bąka, który przeniósł granicę działki o dwa ary. - "Z 2.500 m2 zrobiło się 2700 m2" - mówią. Teren szkolnej działki zwiększył się o 2 ary. - "Kiedyś granica była na wprost starej wierzby, a na swej działce Bąk posadził drzewa. Wiadomo, że nie sadziłby ich na szkolnej działce. Przesunął granice w głąb swojego młodego lasku, by zmylić mieszkańców. U nas był Stanisław Chojnacki, były nauczyciel tej szkoły, który wspólnie z Feliksem Duszyńskim, mieszkańcem tej wsi, odtworzyli przebieg granicy pomiędzy działką pani Tomaszewskiej, babki Bąka, a szkolna działką" - mówi sołtys Jan Strzelecki, pokazując zdjęcia, na których sędziwi już panowie odtwarzają przebieg dawnych granic.
- "Przy szkole był dziedziniec, na którym bawiły się dzieci oraz obejście gospodarcze wraz z budynkami" - mówi były mieszkaniec Wybranowa Ferdynand Myszkowski.
- "Rzeczywiście można otwarcie powiedzieć, że bez świetlicy nie ma dla młodzieży i pozostałych mieszkańców wsi życia. Gdzie ci młodzi ludzie mają się spotkać, zabawić, zorganizować jakiś wieczorek. Bąk nie był nigdy właścicielem tego budynku, nigdy nie mieszkał tu, ani też nikt z jego rodziny, jak więc dziś może tym zarządzać i darować dalej. Budynki gospodarcze jakie stoją za szkołą użytkowali nauczyciele. Pamiętam jak stała tam krowa z cielakiem i dwie świnie" - mówi Ferdynand Myszkowski.
Tadeusz Duszyński przyznaje, że do tej szkoły chodził on do II, III i IV klasy jak i wcześniej jego ojciec.
- "Kiedyś w świetlicy tej odbywały się zabawy, spotkania, a teraz nie ma nic od sześciu czy siedmiu lat, kiedy Zdzisław Bąk zamknął świetlicę" - mówi Tadeusz Duszyński.
- "W korytarzu szkoły wisiały liczniki. Bąk nakazał je zdjąć, odłączając w ten sposób prąd ze świetlicy i strażnicy. Teraz nawet syrena nie wyje w razie pożaru, bo nie ma prądu w strażnicy" - mówi Szczepan Walkowiak. - "Przecieka dach świetlicy, który od lat nie jest smołowany, okna się sypią, żadnej konserwacji. Sala świetlicy nadaje się do gruntownego remontu, a z roku na rok jest gorzej" - dodaje.
Teraz mieszkańcy Wybranowa mówią, że liczą na wsparcie Urzędu Miejskiego, że ten odwoła się do wojewody i uda się uratować świetlicę wiejską, a co ważniejsze dowieść prawdy.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 682 (10/2005)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze