Reklama

Wczoraj, dziś, jutro

    Wczoraj, dziś, jutro

    Aktor Teatru im. Alberta Tison ze Żnina - rozmawia z reżyserem tego najlepszego w Polsce teatru alternatywnego

    Paweł Hałaburdzin - Teatr im. Alberta Tison a teatr alternatywny. Jak długa to historia?
    Jerzy Lach: - Po raz pierwszy mieliśmy okazję spotkać się z prawdziwym teatrem alternatywnym w roku 1988. Kontakt zawdzięczamy uczestnictwu w festiwalu teatralnym "Start", na który zostaliśmy zaproszeni z "Wahazarem". Jako goście występowali wówczas "Teatr 8 dnia" (jeszcze przebywający na emigracji we Włoszech) oraz Akademia Ruchu. Zwłaszcza ten drugi wywarł na nas wrażenie. To było bardzo odmienne od tego, co robiliśmy w Teatrze im. A. Tison. My graliśmy "Wahazara". Był to spektakl o bardzo literackim i konkretnym pochodzeniu. Mimo że bazował on na dramacie Witkacego trafnie komentował ówczesną rzeczywistość polityczną. Bardziej jednak głosem samego Stanisława Ignacego niż naszym własnym.
    W następnym spektaklu "Marat-Sade" naszego głosu było więcej. Dołączył do niego oryginalny, a wypracowany powoli sposób obrazowania. Własny rozpoznawalny język teatralny. Cały czas jednak trwaliśmy przy konkretnym źródle - tym razem był to dramat Petera Weissa. Nam pozostawała jego bardzo osobista i aktualna interpretacja.
     Był rok 1989. Kończyła się pewna era. Także w teatrze alternatywnym. Rozpływał się etos walki z systemem, zostawała mocno zużyta już przez lata forma. Powielane w nieskończoność miski w naszym "Idem per idem" ironicznie demaskowały tę groźbę, jaka zawisła nad ruchem teatralnym. My zaś świadomie stawaliśmy tym spektaklem na alternatywie do alternatywy. Prawie się na nas zresztą obrażono.
    - Trudno zapomnieć tę trwogę w oczach przerażonej publiczności oblewanej obficie wodą i posypywanej mąką.
    - Forma doprowadzona do absurdu...
    - ...a publiczność do ucieczki, jak to miało kiedyś miejsce w Żninie podczas festiwalu Witkacowskiego.
    - Dlatego w "Har-Magedonie" (1991) zwróciliśmy się w stronę człowieka. Sięgnęliśmy po teksty biblijne z Apokalipsy wg św. Jana. Archetyp.
    - Tymczasem kryzys w teatrze alternatywnym stał się faktem. Wobec braku muru, w który by można twórczo walić głową, większość stanęła dość bezradnie.
    - My zaś konsekwentnie penetrowaliśmy wnętrze człowieka w naszym spektaklu "Spotkaliśmy się tu tylko na chwilę" (1992). To jeden z bardziej osobistych i egzystencjalnych spektakli w naszej historii. Świadomie tradycyjny w swej formie.
    Wkrótce jednak (1993) zdecydowaliśmy się na powrót do "Marata". Rzeczywistość to na nas wymogła. Spektakl ten znowu brzmiał przerażająco aktualnie.
    - Dochodziło nawet do ataków histerii wśród widowni, jak to miało miejsce w Płocku.
    - Nic dziwnego skoro spektakl ten oferuje teatralne katharsis dla widza. Dlatego chcemy go utrzymać w naszym repertuarze jak najdłużej.
    - W tym czasie toczą się cały czas prace nad najnowszym przedstawieniem "Ratujcie nasze dusze".
    - Zastosowaliśmy wciąż dla nas atrakcyjną metodę pracy polegającą na zespołowym tworzeniu. Najpierw był pomysł na przestrzeń - klatka. Teksty znaleziono wspólnymi siłami, a improwizowane sytuacje na scenie wkrótce zadecydowały o jego konstrukcji. W momencie kiedy uznaliśmy, że nie można już więcej zrobić na próbach, zdecydowaliśmy się na premierę.
    Premiera oczywiście nie oznacza końca pracy nad spektaklem, jak to ma miejsce w tzw. teatrze repertuarowym.
    - Raczej jej początek...
    - Po premierze uzyskuje się dystans, jaki na próbach trudno osiągnąć. Każdy występ przed publicznością, rozmowy po spektaklu dużo dają. Sprawia to, że spektakl cały czas podlega formowaniu, zmienia się, jest żywy. Publiczność zaś ma jedyną w swoim rodzaju okazję uczestniczenia w tym procesie.
    - Ile się zmieniło od czasu premiery w Żninie na przełomie lutego i marca do głośnego występu w Łodzi?
    - Sporo. Na początku było dużo patosu. Patos jest dobry dla starych ciotek, więc postaraliśmy się go świadomie unikać. Usunęliśmy też film z zakończenia, co pozwoliło nam na zachowanie większej czystości gatunkowej. Dopracowaliśmy teksty i sposób gry.
    Pomocne w tym były dyskusje z młodymi ludźmi-uczniami szkół średnich z województwa bydgoskiego. Bez nich spektakl nigdy nie byłby tak autentyczny i nie zasługiwałby na miano głosu pokolenia. Przed samym wyjazdem do Łodzi dużo pracowaliśmy nad precyzją wykonania. Intensywna praca dała swoje efekty.
    - Czy byliście na to przygotowani?
    - Liczyliśmy po cichu na jakąś nagrodę...
    - Krótkie podsumowanie roku 1994?
    - Do przodu. Jestem zadowolony. Udało się nam uczestniczyć w szeregu znaczących festiwalu teatralnych - Malta"94 w Poznaniu, Off biennale bis (Poznań), Pobocza teatru (Toruń), Klamra (Toruń), Festiwal Teatrów Poszukujących (Płock), Korczak - dzisiaj (Warszawa), Międzynarodowy Mityng Teatralny (Bydgoszcz), Festiwal Teatrów Studenckich (Poczdam), festiwale w Dąbrowie Górniczej i Łodzi. Ciekawym doświadczeniem było dla nas widowisko 4 wieku i 3/4 zorganizowane w Bydgoszczy. Rozbudziło to nas przestrzennie. Pojawiła się ochota wyjścia w plener.
    - Spektakl uliczny?
    - Planujemy coś specjalnego na Maltę"95. Zaczęliśmy też już pracę nad naszym nowym spektaklem. Tytuł "Psalm". Premiera w Żninie na wiosnę.
    - Jakie jeszcze plany na nadchodzący rok?
    - Jest dużo zaproszeń: na festiwal teatru profesjonalnego Zderzenia Teatru (Kłodzko), na Międzynarodowy Festiwal Teatrów Alternatywnych Reminiscencje (Kraków), Festiwal Teatrów Niezależnych (Gdańsk), na wspomnianą już Maltę"95 w Poznaniu, do Poczdamu, do Paryża. Bogusław Litwiniec z Teatru Kalambur organizuje nam występy we Wrocławiu.
    - Co w Żninie?
    - W ramach pracy Ośrodka Edukacji Teatralnej zorganizujemy cykl warsztatów teatralnych. W marcu spodziewamy się przyjazdu grup z Litwy, Holandii, Niemiec i Francji.
    Sprowadzimy z występami do Żnina Teatr "Wierzbak" z Poznania i "Teatr Snów" z Gdańska.
Reaktywujemy u nas w maju Wojewódzki Przegląd Teatrów Amatorskich. Mamy nadzieję, że stanie się to imprezą cykliczną.
    Będziemy kontynuować cykl dramy dla nauczycieli.
    Zakupiliśmy kilka trudnych do zdobycia filmów, które zostaną zaprezentowane w ramach działalności Klubu Interesującego Filmu.
    Nawiązaliśmy dużo kontaktów. Pomogły nam w tym także ostatnie sukcesy. Coraz więcej ludzi zaczyna kojarzyć Żnin na mapie Polski. Pojawiła się duża szansa na sprowadzenie dobrego teatru specjalnie z występami do Żnina.
Pragniemy zintensyfikować działania na rzecz naszego lokalnego środowiska. Wizytacja naszego Ośrodka Edukacji Teatralnej wypadła bardzo pozytywnie. Kurator jest przekonany o słuszności i potrzebie naszego działania. Chcielibyśmy jako OET nie tylko zapraszać inne teatry, ale organizować zdarzenia parateatralne, muzyczne, plastyczne. Pragniemy stworzyć specjalną ofertę kulturalną w sezonie dla wczasowiczów i młodzieży.
Niestety.
    - Niestety?
    - Do takiej działalności potrzebna jest odpowiednia sala do prezentacji. Takiej sali nie ma ŻDK, tym bardziej nie ma go mieszczący się w baraku Ośrodek Edukacji Teatralnej. Liczymy bardzo, że decyzją Rady Miejskiej i Zarządu Miasta zostałby nam przekazany wprost wymarzony budynek do prowadzenia takiej działalności - budynek LOK-u. Budynek o odpowiedniej sali i lokalizacji (park, amfiteatr).
    Wszystko spoczywa obecnie w rękach radnych, których pozytywna decyzja może sprawić, że już niedługo nie trzeba będzie jeźdźić po kraju, aby zobaczyć takie grupy jak "Gardzienice", "Akademia Ruchu", "Teatr Provisorium" czy "Teatr 8 dnia". Grupy te przyjadą do Żnina.
    - Wierzę i trzymam kciuki!  

z Jerzym Lachem,
szefem Teatru im. Alberta Tison,
dyrektorem Ośrodka Edukacji Teatralnej
gaworzył sobie
Paweł Hałaburdzin
Pałuki nr 148 (51/1994)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości