W zeszłym tygodniu na pograniczu Wilczkowa i Dobrylewa stanął maszt do pomiaru wiatru. Konstrukcja ma wysokość 100 m, a zbadać ma warunki dla postawienia w okolicy farmy wiatraków, z których każdy będzie niemal dwa razy wyższy od masztu widocznego na zdjęciu.
fot. Karol Gapiński
Osada Daronice, maszt, mieszkańcy, wiatraki
Wiatraków jeszcze nie ma, ale mieszkańców już straszy maszt
W zeszłym tygodniu na pograniczu administracyjnym Wilczkowa i Dobrylewa stanął w polu stumetrowy maszt do pomiaru wiatru. Mieszkańcy tej okolicy są zaniepokojeni, że stało się to bez konsultacji z nimi. Jeszcze bardziej boją się, że wkrótce tak samo bez konsultacji pod ich domami wyrośnie cała farma niemal dwustumetrowych wiatraków.
Na początku zeszłego tygodnia na jednej z działek w Wilczkowie, a dokładnie w osadzie nazywanej Daronice, administracyjnie położonej na pograniczu sołectwa Wilczkowo i Dobrylewo, postawiony został maszt do pomiaru siły i kierunku wiatru. Budowla ma wysokość 100 m i trzyma się na odciągach. Maszt został postawiony w ciągu 2, 3 dni w polu, na prywatnej działce, której właściciele mieszkają kilka kilometrów dalej. Bliżej swych domostw i gospodarstw ten maszt mają mieszkańcy Daronic, którzy zostali zaskoczeni inwestycją, bo wcześniej w tej sprawie nie było żadnych konsultacji społecznych we wsi.
Maszt do pomiaru nie jest jednak tą inwestycją, która ich naprawdę niepokoi. Maszt bowiem został wybudowany na zlecenie spółki Centrum Rozwoju Energetyki sp. z o. o. z Warszawy (jej oddział jest w Toruniu) chcącej wybudować farmę wiatrową we wsiach Murczyn, Murczynek, Wilczkowo i Dobrylewo. Pisaliśmy o tym na naszych łamach wielokrotnie w ostatnich miesiącach. Dla mieszkańców tych miejscowości planowana farma wiatraków stanowi problem, bo wiąże się to z obniżeniem wartości ich gospodarstw, w których sąsiedztwie staną te generatory energii.
W Daronicach, jak się dowiedzieliśmy od jednego z gospodarzy, wszyscy mieszkańcy są przeciwni i masztowi do pomiaru wiatru, i przyszłym wiatrakom, ale nic nie mogą w tej sprawie zrobić i są zaniepokojeni tym, że wszystkie decyzje zapadają bez ich wiedzy, gdyż prawo nie określa ich formalnie jako strony w postępowaniu przy wydawaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach i pozwoleniach na budowę. - A przecież to my najbardziej tracimy. Ja jestem rolnikiem, któremu udało się pozyskać dofinansowanie ze środków unijnych na rozwój gospodarstwa. Zgodnie z zatwierdzonymi warunkami dofinansowania, musiałem najpierw budować obiekty dla zwierząt. Na końcu dopiero planowałem rozbudowę budynku mieszkalnego, by spełniał potrzeby kilkupokoleniowej rodziny. Gdy staną tutaj wiatraki o mocy 4,5 MW, o wysokości 190 m (dla porównania obecnie stojące w pobliżu Daronic wiatraki nie mają nawet 1 MW mocy - przypis kg), to ja nie otrzymam pozwolenia budowlanego na cokolwiek ze względu na bliskość tych generatorów. To jest po prostu podcinanie nam skrzydeł za przyzwoleniem gminy, która na to się godzi. Gdy trzeba rozrzucić sprzętem rolniczym kamień dla utwardzenia drogi we wsi albo ją odśnieżyć, to robimy to dla gminy, a w zamian otrzymujemy cios w plecy. A właściciele tych działek, na których planowane są inwestycje, niczym się nie martwią. Im to nie przeszkadza, bo mieszkają dużo dalej, a tutaj mają tylko pole, którego kawałek wydzierżawią pod wiatraki. Dlatego wstępnie orientowałem się u sąsiadów, jak oni się na to zapatrują. Zamierzamy zebrać podpisy pod protestem, który nazwiemy „Stop wiatrakom - Dobrylewo, Daronice, Wilczkowo” - opowiada rolnik z Daronic, który prosił o anonimowość, bo obawia się nieprzyjemnych uwag czy krzywych spojrzeń ze strony właścicieli działek, na których mają stanąć wiatraki. Nasz rozmówca z Daronic przyznał, że nawet myśli o tym, ażeby zintegrować sąsiadów w celu wyodrębnienia w przyszłości sołectwa Daronice. Liczy na to, że może wtedy mieszkańcy będą mieli wpływ na to, co się we wsi dzieje i co będzie wpływało trwale na ich życie i na wartość ich gospodarstw.
Andrzej Wieczorek, radny Żnina i sołtys Dobrylewa, solidaryzuje się z mieszkańcami, którzy obawiają się potężnych wiatraków. I on wyraził dezaprobatę dla faktu, iż w związku z tymi przedsięwzięciami nie są prowadzone żadne konsultacje społeczne, a włodarz gminy zbyt pochopnie daje zielone światło tym inwestycjom. Zapowiedział, że sprawę tę poruszy na forum którejś z komisji lub całej Rady Miejskiej. Według mieszkańców, procedury informacyjne ze strony Urzędu formalnie są wystarczające, ale dla dobra lokalnej społeczności potrzebna jest szersza konsultacja. Mieszkańcy oczekują, że w przypadku strategicznych inwestycji planowanych w ich sąsiedztwie, takich jak wielkie wiatraki, potrzebne są osobiste wizyty informacyjne urzędników u gospodarzy. Formalne określenie kogoś stroną w postępowaniu przy wydawaniu decyzji, a kogoś innego już nie, zdaniem mieszkańców nie jest sprawiedliwe i nie przekłada się na rzeczywisty wpływ takiej inwestycji na życie osób, które muszą z nią sąsiadować.
Maszt do pomiaru wiatru w Wilczkowie - Daronicach postawiono w ciągu kilku dni, a w czasie długiego weekendu majowego poprzedziła to wizyta na miejscu geodetów. Kilka dni później mieszkańcy zobaczyli już tylko samochód i ekipę montującą, a wkrótce w pejzażu zagościł wysoki maszt. - Dlaczego stało się to tak szybko i bez wiedzy gospodarzy? Czy zostały zachowane przy tej inwestycji wszystkie procedury wymagane dla takich budowli? - dopytywali się mieszkańcy.
Zapytaliśmy o to w Starostwie Powiatowym w Żninie. August Rymer, naczelnik wydziału urbanistyki, poinformował, że taka inwestycja wymaga pozwolenia na budowę. W przypadku działki nr 66 w Wilczkowie, gdzie maszt powstał, pozwolenie zostało wydane w styczniu. Otrzymała je firma Enor z Nakła nad Notecią. Maszt do pomiaru siły wiatru służy dla uzyskania danych koniecznych do opracowania raportu o środowiskowych oddziaływaniach dla wiatraków. Takie raporty są wymagane dla większości tego typu przedsięwzięć, a zlecają je wiatrakowi inwestorzy. Po stworzeniu raportu oddziaływań maszt może być już niepotrzebny. Co więcej, może nawet przeszkadzać w ulokowaniu samego wiatraka. Wówczas można go rozebrać, ale pod warunkiem załatwienia pozwolenia na tę rozbiórkę w wydziale urbanistyki.
W ostatnim czasie w powiecie żnińskim wydano pozwolenia na budowę dla dwóch takich masztów do pomiaru siły wiatru. Jak poinformował August Rymer, dotyczyło to lokalizacji masztu, o którym piszemy w niniejszym tekście oraz masztu w Złotowie. Wydano też zgodę na rozbiórkę jednego takiego masztu w Sarbinowie w gminie Janowiec.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1109 (20/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze