Reklama

Wiedzą, co czują powodzianie

Zalana posesja państwa Linetty, strażacy stoją przy oczku wodnym

       fot. Kamila Świtała

Flantrowo, powódź, woda, posesja, petycja, burmistrz, starosta, zarząd melioracji, pomoc
     Wiedzą, co czują powodzianie
    Ogromne emocje - strach, złość, bezradność, lęk, współczucie i prośby do Boga, by przestało padać i oszczędziło dobytki, miotały mieszkańcami jednej z kolonii wsi Flantrowo położonej najdalej od Janowca w kierunku Łopienna. Jak mówią, mieli wrażenie, że to sen, jednak woda szybko zmywała im tę nadzieję.

     Położona w zagłębieniu terenu osada pięciu nieruchomości została zalana podczas czwartkowej burzy i intensywnych opadów. Kiedy wydawało się, że pracujący ciężko strażacy z kilku jednostek zdołali zapanować nad wdzierającą się z trzech stron wodą, nadeszły kolejne gwałtowne opady, kolejne wyładowania atmosferyczne. Jednak strażacy i pomagający im mieszkańcy, mimo że przegrywali walkę z kolejną ulewą, pracowali dalej. Przemoczeni, z butów systematycznie wylewali wodę i dalej odprowadzali jej nadmiar z posesji i znajdującej się pod wodą drogi. Po blisko pięciu godzinach usilnej walki z wodą udało się strażakom odprowadzić jej nadmiar na tyle, by już nie zagrażała.
     Właściciele posesji zamierzają pisać petycje do burmistrza, starosty, do zarządu melioracji, wszędzie tam, gdzie liczą na pomoc. Zapewniają, że nie interesują ich tłumaczenia i zwalanie odpowiedzialności na ZDP, kolej czy inne organizacje, oni oczekują bezpieczeństwa i ochrony ich posesji przed kolejną powodzią. - Mieszkamy w dole, z trzech stron woda spływa z pól pod nasze domy. Dostaliśmy pozwolenia na budowę, nie budowaliśmy się tu samowolnie, w te posesje, obejścia włożyliśmy dorobek życia i nie możemy pozwolić, by jakieś niedopatrzenia czy zaniedbania nam to odebrały - mówią właściciele domów w tej części Flantrowa. Zapewniają, że już wcześniej podejmowali próby uzyskania pomocy, ale kończyło się to jedynie tłumaczeniami, że przepust pod drogą powiatową jest stary, za mały, że woda z pól musi zejść. Po interwencji jesienią ubiegłego roku w starostwie mieszkańcy otrzymali zapewnienie, że w celu podjęcia zorganizowanych działań mających na celu regulację stanu wód na gruntach wsi zostanie zorganizowane spotkanie mieszkańców z administratorami urządzeń wodnych znajdujących się na przedmiotowym terenie, czyli z Miejsko-Gminną Spółką Wodną oraz Zarządem Dróg Powiatowych. Jak mówił Wiesław Rumel, kierownik wydziału ochrony środowiska w starostwie, spotkanie miało pozwolić mieszkańcom na uzyskanie możliwości rozwiązania gospodarki wodnej gruntów i zmniejszenie uciążliwości polegającej na utrudnionym spływie wód deszczowych. Mieszkańcy twierdzą jednak, że od września nie otrzymali informacji o terminie i miejscu  spotkania. Mówią, że być może taka informacja trafiła do pani sołtys, ale nie mają możliwości zweryfikowania tego, gdyż pani sołtys przebywa w sanatorium.

Położona we Flantrowie w zagłębieniu terenu osada, w skład której wchodzi pięć nieruchomości, została zalana podczas czwartkowej burzy i intensywnych opadów, a kiedy wydawało się, że pracujący ciężko strażacy z kilku jednostek zdołali zapanować nad wdzierającą się z trzech stron wodą, nadeszły kolejne gwałtowne opady. Na zdjęciu: walka z wodą i z czasem.

Reklama

     fot. Sylwia Wysocka

     - Nas nie obchodzi, kto to zrobi, kto tu zawinił, może nie znamy się na melioracji, jak nam wczoraj zarzucano, ale nie trzeba chyba być wielkim naukowcem, by dojść do wniosku, że pomiędzy polami o znacznym nachyleniu terenu położonymi z trzech stron naszego osiedla wzdłuż naszych posesji w zwartej zabudowie konieczne są rowy, które przechwycą i odprowadzą nadmiar wody spływający z góry z pól przepustem na drugą stronę drogi, gdzie teren jest niższy i gdzie dalej znajdują się stawy. Woda chwilami sama przelewała się przez drogę, strach pomyśleć co tu by było, gdyby nie strażacy i ich pompy pracujące non stop na najwyższych obrotach - mówią mieszkańcy. Podkreślają, że nie chcą już obietnic, bo to nie pierwszy rok, gdy walczą z wodą, przed rokiem sytuacja była podobna, w tym roku woda wdzierała się do budynków gospodarczych, garaży i do mieszkań. Do rzeki mają daleko, a sytuacja, z jaką zmagali się w czwartek, przypominała akcje powodziowe z południa kraju.
     Mieszkańcy opowiadają, że pole od strony Gniezna kończyło się kiedyś głębokim rowem. - Doskonale pamiętam, bo to pole było mojego ojca. Rów był tak głęboki, że nie sposób było go przejść, trochę mniejszy był od strony drogi na Gniezno, ale między polami to był nie do pokonania - mówi Ewa Tesching, jedna z mieszkanek tej części Flantrowa. Rów pamiętają również inni mieszkańcy, zapewniają, że był on, kiedy budowali swoje posesje. - Dziś kierownik spółki wodnej przywiózł nam jakieś mapki, by udowodnić, że rowu tam nie było. W tych mapkach jest taki bałagan, że my przez 11 lat płacimy do spółki składkę za utrzymanie rowu, którego przy swojej posesji w ogóle nie mamy. Nie chodzi tu już o te pieniądze, bo nie są to jakieś wielkie pieniądze, tylko pytamy, gdzie jest ten rów, za konserwację którego płacimy, a którego nie ma - mówi Joanna Zacharko.

Reklama

Ogród Ewy Jakubiak dobę po opadach

        fot. Sylwia Wysocka

     Posesja Ewy Jakubiak położona jest zaraz przy drodze powiatowej, najniżej. Tym razem pod wodą znalazł się nie tylko ogród i podwórze, ale woda wdarła się również do garażu, nawet do samochodu, jednak najwięcej szkód spowodowała w domu. Zalała małą altankę, korytarz i kotłownię. - Ręcznikami, powłoczkami, czym się tylko dało zbieraliśmy wodę z podłogi w mieszkaniu do wiader, podawaliśmy je strażakom przez okna. W mieszkaniu stała woda, wykładziny, ściany, wszystko zamokło. Przed rokiem odnawiałam elewację domu, teraz ją szorowałam od rana z mułu, błota i całego tego syfu, jakie niosła ze sobą woda. Piaskownicy nie było widać, ratowaliśmy psa, bo w kojcu miał wodę - opowiada Ewa Jakubiak. Strażacy, jej syn i sąsiedzi ładowali w worki piasek z piaskownic sąsiadów i budowali tamę na schodach, by zabezpieczyć przed wdzieraniem się wody do mieszkania.
     - To prawda, że za rów na mojej posesji przestałam spółce płacić, ale tylko dlatego, że nic tu nie robili. Sama wyrywałam, wycinałam chwasty, udrażniałam go cały czas aż łącznie z przepustem, bo w przeciwnym razie pewnie już by woda zniszczyła mój dom i wszystko co mam na swojej działce - mówi Ewa Jakubiak. Obawia się o dom podmywany przez wodę, liczy się z tym, że ogrodzenie niedługo się przewróci, bo ziemia spod murków została przez wodę wymyta, murki pękają. Wodą nasiąkły też mury domu.
     Posesję państwa Zacharków i Torchalskich w pewnym stopniu ochroniły wysokie murki oddzielające pola od działek. Spływająca z góry woda nie zdołała pokonać murków, ale opłynęła je wzdłuż budowli i wpłynęła bramą. - U nas dom jest wyżej, więc woda zalała ogród i oczko. W oczku mam jeden szlam, błoto, woda naniosła ziemi, piasku, zrobiło się bagno - mówi Bogusława Torchalska.
     Małgorzata i Bronisław Linetty zaraz następnego dnia zabrali się za czyszczenie oczka. Podobnie jak u sąsiadów zostało one zarzucone błotem, jakie niosła woda, pozbyli się też rybek. - Woda zalała nam boksy gospodarcze za domem, garaż oraz część garażu w budynku mieszkalnym - mówi właściciel. Uszkodzonych zostało również kilka płytek na schodach tarasu, które znalazły się pod wodą, w kilku miejscach zapadła się kostka pol-brukowa.
     Mieszkańcy zapewniają, że nie chcą kłótni, zwalania winy na odpowiedzialnych za taki stan, nie chcą przepychanek, chcą wspólnie usiąść i znaleźć rozwiązanie tego problemu. W ubiegłym roku zalało ich 17 czerwca, posesja Ewy Jakubiak położona najniżej tylko w zeszłym roku zalewana była trzy razy. Mieszkańcy w tej całej sytuacji wdzięczni są strażakom. - Dzielni chłopacy na medal, z butów wylewali wodę, wykręcali skarpety i szli dalej, mimo że deszcz nabierał na sile, oni przez blisko pięć godzin walczyli, bronili przed wodą naszego dobytku, to było ogromne poświęcenie i za to im bardzo dziękujemy - uważają mieszkańcy zalanej części Flantrowa.
     Andrzej Witkowski, komendant Miejsko-Gminny OSP, poinformował, że w akcji udział brała jednostka OSP Sarbinowo Drugie, Świątkowo i dwa zastępy z OSP Janowiec.
Jacek Mazany, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Żninie, zapewnił, że przepust pod drogą powiatową zostanie przebudowany przy przebudowie drogi powiatowej planowanej w przyszłym roku. - To były obfite i długotrwałe opady, szacuje się opad na 50 l wody na godzinę i w takim wypadku przepust nie byłby nawet w stanie odebrać takiej ilości wody - zauważa Jacek Mazany. Dyrektor ZDP zapewnia, że temat rozezna.
     Witold Swacha, szef Miejsko-Gminnej Spółki Wodnej mówi, że po wrześniowym spotkaniu w terenie do zebrania z przedstawicielami zarządców urządzeń melioracyjnych na tym terenie i mieszkańców nie doszło. - Zgodnie z pismem ze starostwa to w gestii mieszkańców czy sołtysa leży organizacja owego spotkania, jednak nikt organizacji się nie podjął. Problem został wywołany przy kolejnym zalaniu - mówi Witold Swacha. Odnośnie rowu od strony Gniezna zapewnia, że w ewidencji rowu nie ma na gruntach agencyjnych. Jest kawałek i kończy się w polu. - Woda spływająca z pól odbijała się od ulicy i wracała a najniżej posadowiony jest budynek i działka pani Jakubiak i ucierpiała najbardziej. Uważam, że odbudowanie rowu wzdłuż drogi powiatowej, jak i powiększenie przekroju przepustu pod drogą, bo jest tam tylko trzydziestka, w pewnym stopniu by zabezpieczyło mieszkańców przed opadami, ale przy opadach rzędu 50l/1m2 w przeciągu 90 minut urządzenia nie są w stanie odebrać takiej ilości wody. Ta woda nie przesiąkła do urządzeń drenarskich tylko powierzchniowo spływała, może inna by była też sytuacja, gdyby na polu było zboże, a nie kukurydza, a tak woda zmywała wszystko i niosła w dół - mówi Witold Swacha. Tak jak we wrześniu i teraz uważa, że konieczne jest spotkanie wszystkich zainteresowanych i wspólna próba poszukania rozwiązania, bo potrzebna jest tu dobra wola wszystkich. Odnosząc się do relacji z czwartkowego spotkania przyznaje, że rozumie emocje i nerwy mieszkańców, ale teraz czas usiąść i porozmawiać jak zalaniom zaradzić.
     Witold Swacha w piątek zlecił prace wykopowe po drugiej stronie drogi, gdzie odkryto przepust i pozostawiono rów otwarty, który również ma zwiększyć możliwość odbioru wody.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1112 (23/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości