Michał Jarocki, twórca prywatnego muzeum poświęconego 16/2 Pułkowi Ułanów Wielkopolskich im. gen. Gustawa Orlicz-Dreszera uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. jako sygnalista dowódcy pułku płk. Juliana Edwina Arnoldta-Russockiego. Walczył z najeźdźcą pod Bukowcem. Po rozbiciu pułku z częścią trzeciego szwadronu przeprawił się przez Wisłę w okolicach Świecia. Udał się do punktu zbornego w Kutnie. Wziął udział w obronie Sochaczewa. Przez Bzurę i Kampinos dotarł do Warszawy. Bronił stolicy w rejonie Fortów Dąbrowskiego w drugim szwadronie Dyonu Spieszonej Kawalerii. Przypominamy wywiad przeprowadzony z Michałem Jarockim w 1994 roku.
Ryszard Nowicki: Jak długo nosił pan mundur ułana w 1939 r.?
Michał Jarocki: - Po kapitulacji Warszawy wracałem w mundurze pociągiem do Szubina. W nocy dojechałem do Bydgoszczy. Dalej nie mogłem jechać - most kolejowy na Noteci w pobliżu Rynarzewa był zniszczony. Po skończonej godzinie policyjnej poszedłem do mojej siostry Marty. Mieszkała w Bydgoszczy przy ul. Kossaka. Znała dobrze język niemiecki. Z siostrą wyruszyłem pieszo do Szubina. Na Błoniu żołnierz z patrolu niemieckiego powiedział, że nie mogę mieć zapiętego na mundurze pasa wojskowego, schowałem więc go pod mundur.
W Szubinie przy zameldowaniu musiałem mundur zdać Niemcom. Buty zostawiłem (w 1945 r. jakiś Rosjanin, któremu spieszyło się bardzo do Berlina "pożyczył" je sobie).
- Mundur przepadł bezpowrotnie?
- Tak. Ale miałem jeszcze jeden mundur - wyjściowy według wzoru z 1936 r., przechowywałem go w mieszkaniu Marty. Ubierałem ten mundur na uroczystości, kiedy wychodziłem na przepustkę lub jechałem do domu. Wracając do koszar zostawiałem go ponownie u siostry. We wrześniu też był u niej.
W październiku 1939 r. siostra otrzymała polecenie opuszczenia mieszkania i część jej rzeczy została przewieziona do Szubina, gdzie mieszkałem z rodzicami. Wśród nich był mój mundur.
W nowym miejscu nie doczekał spokojnie końca wojny. Na początku grudnia 1939 r. rodzice z siostrami zostali wywiezieni do Generalnej Guberni. Nasz dom z całym dobytkiem zajęli Niemcy. Wcześniej zdążyłem wynieść mundur do Szubińskiej Wsi. Mieszkała tam moja narzeczona, Maria Paprocka. Mundur zabezpieczyłem i złożyłem w skrzyni drewnianej, którą jeszcze obiłem blachą. Skrzynię ukryłem w stodole pod sianem.
Michał Jarocki, twórca prywatnego muzeum poświęconego 16/2 Pułkowi Ułanów Wielkopolskich im. gen. Gustawa Orlicz-Dreszera uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 r. jako sygnalista dowódcy pułku płk. Juliana Edwina Arnoldta-Russockiego. Walczył z najeźdźcą pod Bukowcem. Po rozbiciu pułku z częścią trzeciego szwadronu przeprawił się przez Wisłę w okolicach Świecia. Udał się do punktu zbornego w Kutnie. Wziął udział w obronie Sochaczewa. Przez Bzurę i Kampinos dotarł do Warszawy. Bronił stolicy w rejonie Fortów Dąbrowskiego w drugim szwadronie Dyonu Spiesznej Kawalerii.
- W tym miejscu przeleżał bezpiecznie do końca wojny?
- Raz do roku - w Boże Narodzenie - mundur wyjmowałem ze schowka i zakładałem, zawsze podczas wigilii. Były to dla nas wzruszające chwile. Narzeczoną i jej rodziców cieszył widok munduru. Stale mieliśmy przekonanie, że Niemcy wojny nie wygrają. Mundur nosiłem przez całą wigilię. Wieczerzę wtedy spożywaliśmy skromną. Jedliśmy czarny placek zrobiony z mąki jęczmiennej i melasy ugotowanej z buraków cukrowych.
W ten dzień przypominałem sobie ostatnią wigilię ułańską. Rozpoczynała się w koszarowej ujeżdżalni, po nakarmieniu koni. Stoły były ułożone w podkowę. Ułani siedzieli szwadronami. Wieczerza odbywała się z udziałem dowódcy pułku Helduta-Tarnasiewicza, kapelana wojskowego i kadry oficerskiej. Na powitanie dowódcy grałem z kolegami marsz pułkowy.
Po życzeniach złożonych przez dowódcę śpiewaliśmy kolędę. Następnie łamaliśmy się opłatkiem. Niektórzy zostawiali kawałek dla konia. Jedliśmy wieczerzę z tradycyjnym śledziem, śpiewaliśmy kolędy. Na pasterkę szli ci, którzy mieli przepustki.
Ilekroć patrzę na mundur, przypominam sobie czas spędzony w wojsku. Noszenie munduru ułana 16 PUW było dla mnie zawsze zaszczytem. Jest to dla mnie szczególnie cenna i bliska pamiątka, która pomogła przetrwać trudne chwile. Od tego munduru rozpocząłem zbieranie pamiątek pułkowych, aby pozostała pamięć o kawalerzystach z białej bydgoskiej "szesnastki".
Z Michałem Jarockim
rozmawiał Ryszard Nowicki Pałuki nr 148 (51/1994)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze