Reklama

Władza nie chce ujawnić, co oznaczają pytania referendum

Żnin, referendum
    Władza nie chce ujawnić, co oznaczają pytania referendum
    Najpierw był telefon od czytelniczki, która prosiła nas o wyjaśnienie pytań referendum, bo prasa ten temat zaniedbuje. Rzeczywiście. My także słabo orientujemy się, o co nas pytają w referendum. Na przykład redaktor naczelny nie rozumie zwrotu "powszechne uwłaszczenie". Postanowiliśmy się dowiedzieć. Oczywiście - u źródeł.

    Napisaliśmy pismo z prośbą o podanie nam treści pytań referendum oraz ich interpretacji, włącznie z definicjami (np. co to jest uwłaszczenie, jak jest rozumiane przez twórców pytania, o co chodzi z tym ekwiwalentem za niepodwyższone emerytury, itp.) Sądziliśmy, że każdy urząd centralny dysponuje wydrukowanymi pięknie informatorami, które wystarczy przysłać...
    Najpierw dzwoniliśmy do rzecznika prasowego rządu. Pani w sekretariacie odesłała nas do Zespołu ds. Referendum w Kancelarii Prezydenta RP. 30 stycznia wysłaliśmy więc tam nasze pytania.  
    Odpowiedź nie nadchodziła. zaczęliśmy dzwonić. Oto opowieść Mirosławy Walczak o telefonicznej kampanii:  
    - "Dwa pierwsze telefony (1 lutego) kończyły się odpowiedzią sekretarki, że sprawdzi, czy fax jest (dostaliśmy już 30 stycznia potwierdzenie, że dotarł) oraz zorientuje się, kiedy ewentualnie możemy spodziewać się odpowiedzi. Tego dnia nie uzyskałam potrzebnych mi informacji, zostałam poproszona o kontakt następnego dnia. Zadzwoniłam rano 2 lutego. Okazało się, że w Zespole ds. Referendum nie otrzymamy odpowiedzi na nurtujące nas sprawy.  
    Odesłano nas do Biura Prawno-Ustrojowego, do podsekretarza stanu Andrzeja Glinieckiego.     Zadzwoniłam i zostałam zapewniona przez pracownicę ww. biura, że dzwonię pod właściwy numer i na pewno stąd otrzymam informacje, na których nam zależało.

    Jednak i tym razem zostałam odesłana z kwitkiem, bowiem następnego dnia czekał na mnie fax z odpowiedzią, że powinnam zwrócić się do doradcy Prezydenta RP prof. Marka Belki, który - jak wynika z treści faxu z Biura Prawnego - jest "upoważniony do interpretacji i wyjaśniania treści pytania referendalnego". Wysłałam kolejny fax, a potem zadzwoniłam do pana profesora.  
    Tutaj został mi zadany ostateczny cios, bowiem profesor był bardzo zaskoczony, że zwracamy się do niego, stwierdził, że to ewidentna pomyłka, że mamy radzić sobie sami, korzystając z informacji podawanych przez telewizję i prasę".
    Tylko, że my właśnie jesteśmy prasa, a nie bat furmana. Nie wyjaśnimy więc Państwu pytań referendum, gdyż wyżej wymienione osoby i instytucje powołane do służenia ludziom mają ich w nosie. Ponieważ nasz naczelny często się czepia i robi niepotrzebne trudności, zapytaliśmy też go, czy naprawdę nie rozumie, co to jest powszechne uwłaszczenie. Odpowiedział: 
    - "Znam to wyrażenie z lekcji historii, kiedy to po Powstaniu Styczniowym odebrano ziemię szlachcie i rozdano chłopom, którzy na niej pracowali. Komu teraz będą zabierać (w pytaniu nie jest powiedziane, że chodzi tylko o mienie państwowe)? Jakie firmy będą uwłaszczać - kopalnie też? Czy będą daną firmę dawać tym, którzy w niej pracują, czy wszystkim? 
    Może ja się czepiam, ale chciałbym wiedzieć, jak te pytania rozumie partia Oleksego i Millera, która teraz jest u władzy. Nie chciałbym, aby po głosowaniu okazało się, iż oni mają zupełnie co innego na myśli, niż ja".
    Tyle Dominik Księski. A politykę informacyjną w sprawie referendum uważamy za skandal.

  Marek Olejnik
Pałuki nr 207 (6/1996)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości