Reklama

Właściciel panem na swojej działce

Radni Rady Gminy w Gąsawie przyjęli miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla przeszło 10 hektarów terenów położonych w Chomiąży Szlacheckiej. Plan zakłada możliwość wykorzystania terenów do tej pory rolniczych pod zabudowę letniskową.

     Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla działki nr 113 o powierzchni 8,8100 ha i działki nr 144/2 o powierzchni 3,7508 ha, stanowiących własność prywatną, przygotowywała Małgorzata Janiak. Wyjaśniała ona, że tereny te są obecnie użytkowane rolniczo i nie mają uzbrojenia w urządzenia infrastruktury technicznej. To grunty klas IV, V i VI oraz nieużytki mające bezpośredni dostęp do publicznej drogi powiatowej i dróg gminnych.
     Zamiast upraw - domy letniskowe
     Projektantka wyjaśniała, że gmina Gąsawa nie ma w planach inwestycyjnych na najbliższe lata kanalizowania terenów letniskowych oddalonych od zwartej zabudowy Chomiąży Szlacheckiej, dlatego też dopuszczono czasowe gromadzenie ścieków w szczelnych zbiornikach bezodpływowych mających atest i indywidualne ujęcia wody, typu własne studnie.
     - Realizacja uzbrojenia pełnego terenu i dopiero potem jego uruchomienie spowodowałaby, że plan stałby się kompletnie bezprzedmiotowy - stwierdziła Małgorzata Janiak. - Nie ma żadnej możliwości, aby gmina Gąsawa uzbrajała goły teren prywatnym osobom. Również właścicielom terenu, jeżeli nie mają możliwości uzyskania zysku ze sprzedaży działek, trudno byłoby dysponować takimi środkami finansowymi, żeby uzbroić teren w sieć wodociągową i sieć kanalizacyjną. Nie oznacza to, że w przyszłości teren ten uzbrojony być nie może.
     Małgorzata Janiak podkreślała, że ustalenie miejscowego planu zagospodarowania będzie szansą na uruchomienie tego terenu i pozwoli sprawdzić, czy jest popyt na tego typu działki. Natomiast, jeśli takiego popytu nie będzie, teren może pozostać w dotychczasowym rolniczym użytkowaniu.
     Kanalizacja nie jest niezbędna
     Kwestia zbiorników bezodpływowych najbardziej poruszyła radnych. Maria Warda pytała, jakie potencjalne zagrożenia mogą się z tym wiązać. Projektantka rozwiewała wątpliwości wyjaśniając, że zbiorniki bezodpływowe z atestami nie są groźne dla środowiska, a są na tyle mało kosztowne, że użytkownikom działek nie opłaca się ryzykować i montować zbiorników, które umożliwiałyby przedostawanie się ścieków do gruntów, a w razie czego kontrolę nad nieprawidłowościami w tym względzie pełni starostwo powiatowe.
     - Muszę państwu powiedzieć, że kanalizowanie obszarów letniskowych jest rzeczą bardzo trudną technicznie, nawet jeżeli one są bardzo blisko zabudowy i nawet, jeżeli mamy do czynienia z istniejącym w okolicy uzbrojeniem, dlatego że grunty te użytkowane są czasowo - mówiła Małgorzata Janiak. - Nakazywanie wykonania kanalizacji sanitarnej byłoby wymogiem szalenie kosztownym i z punktu widzenia środowiska nie jest niezbędne.
     Nie będzie wody, nie będzie popytu ani zysku dla gminy
     Radny Mariusz Kazik stwierdził, że zapis, że gmina nie ma obowiązku uzbrajania terenu jest dla gminy bezpieczny, jednak uznał, że zapis o dopuszczeniu dofinansowania zadań własnych gminy lub dofinansowania ze środków unijnych dopiero po 2020 roku spowoduje, że nie będzie chętnych do kupna działki, która nie będzie miała podłączonej wody.
     - Inwestor przez najbliższe sześć lat nie sprzeda żadnej działki i nie powstanie opłata planistyczna - mówił Mariusz Kazik. - Jeśli minie pięć lat i działka nie zostanie sprzedana, gmina nie dostanie z tego ani złotówki.
     Radny przyznał, że sprawdzał różne plany zagospodarowania i zaproponował, wzorując się na jednym z planów z gminy Żnin, by wprowadzić w projekcie uchwały bezpieczny zapis o udziale inwestorów w finansowaniu w ramach porozumień o charakterze cywilnoprawnym w formie partnerstwa publiczno-prywatnego.
     - To daje gwarancję, że te działki będą zbywalne, że będzie opłata obligatoryjna z udziału planistycznego i z podziału adiacenckiego - uzasadniał radny. Małgorzata Janiak przekonywała, że nikt nie ma pewności, czy w ciągu pierwszych lat działki będą się sprzedawać, bo o tym zadecyduje rynek, niemniej jednak przychyliła się do wniosku Mariusza Kazika przyznając, że dopuszczenie rozmów z właścicielem jest racjonalne i daje szereg rozwiązań związanych z możliwością realizacji uzbrojenia. Uwaga Mariusza Kazika poparta została przez radnych w głosowaniu i wprowadzona do załącznika projektu uchwały. Nie rozwiało to jednak wątpliwości i zastrzeżeń innych radnych.
     Dyskusyjne koszty i wykonanie
     Wiesław Zajączkowski nie był zadowolony z zapisu, że gmina nie ma w planach skanalizowania tego terenu w najbliższych latach. Uznał, że omawiany obszar jest bardzo łatwy do kanalizacji, a wzdłuż jednej z działek idzie kolektor tłoczny, do którego można by przyłączyć nową sieć kanalizacyjną i nie wiązałoby się to z olbrzymimi kosztami, a działki zyskałyby na wartości.
     - Najlogiczniejsze byłoby, żeby ten teren został skanalizowany i żeby była woda, bo wcale to nie są jakieś szalone koszty w stosunku do wartości działki - powiedział Wiesław Zajączkowski. Jednak projektantka oszacowała, że uzbrojenie tego terenu kosztowałoby około 2 mln zł, co spotkało się ze sprzeciwem i oburzeniem zarówno Wiesława Zajączkowskiego, jak i Mariusza Kazika. Rozmówcy nie doszli w tej kwestii do porozumienia. Nie osiągnęli także konsensusu dyskutując na temat tego, czy montowanie zbiorników bezodpływowych i kopanie własnych studni spowoduje na tym terenie bałagan i zamieszanie, czy też nie.
     Uzbrojenie - można, nie trzeba
     - Jeśli to wszystko wyjdzie i te działki będą się dobrze sprzedawały, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to uzbrojenie zostało zrobione - tłumaczyła Małgorzata Janiak. - Plan nie zakazuje budowy kanalizacji, tylko dopuszcza inne rozwiązania i wyraźnie jest powiedziane, że są to rozwiązania czasowe. Ale nie możemy właścicielowi narzucać, ile pieniędzy i w jaki sposób ma wydać na swojej działce. Nie mamy prawnej możliwości wymuszenia na właścicielu czegokolwiek.
     Małgorzata Janiak dobitnie zaznaczyła także, że plan ma obowiązek pokazać zasady uzbrojenia terenu. Rozwiązania dotyczące tego, jak wybudować kanalizację, gdzie ją włączyć, to kwestia kolejnego etapu działania i tworzenia koncepcji i projektów technicznych.
     - W tym planie zasada jest taka, że teren w nieokreślonej bliżej przyszłości będzie zwodociągowany i skanalizowany, a do tego czasu właściciele działek będą mieli prawo korzystać z własnych studni i ze zbiorników bezodpływowych i to jest wszystko, co na etapie planu się rozstrzyga - powiedziała projektantka.
     - Ja nie wiem, dlaczego pani jest przekonana, że każda działka powinna mieć własną studnię? Przecież tam jest wodociąg miejski i należałoby sprawdzić, jaka jest jego wydajność i czy można go podłączyć - stwierdził Wiesław Zajączkowski, na co Małgorzata Janiak wyjaśniła, ucinając dalszą dyskusję, że plan nie nakazuje nikomu wiercenia studni na własnej działce, ale też nie nakazuje wodociągowania, lecz podaje dwie możliwości rozwiązania dla właścicieli prywatnych. Można będzie zwodociągować teren i zrobić przyłącza, będzie można też wiercić studnię, a równie dobrze można będzie kupować wodę w baniakach i wykorzystywać ją na własnej działce.
     Szkoda roli
     Kwestie kanalizacji i jej kosztów nie były jedynymi zastrzeżeniami podniesionymi podczas sesji. Radny Mariusz Kledzik stwierdził, że nie ma merytorycznych zastrzeżeń do projektu uchwały, ale wstrzyma się od głosu w głosowaniu nad tę uchwałą, ponieważ szkoda mu terenów rolniczych, które miałyby zostać zabudowane domami letniskowymi.
     - To są działki rolnicze, będące w kompleksie rolniczym, dobrze zagospodarowane i po prostu szkoda tej ziemi w tym miejscu przeznaczać na działki. Ja mieszkam 200 metrów obok, to wiem. Wiem też, że to jest teren prywatny i każdy może robić z tym, co chce - mówił Mariusz Kledzik.
     Maria Warda stwierdziła, że Mariusz Kledzik w swoich twierdzeniach błądzi, bo jeśli chce, żeby jakaś ziemia była użytkowana rolniczo, to może ją kupić i uprawiać, ale nie może nakazywać, co kto ma robić na swojej działce.
     - Jeśli można wprowadzić tam ludzi, to warto ich ściągać do gminy, w której jest mało mieszkańców, bo to są pieniądze - mówiła radna Warda. - A my właściwie wszystkie inwestycje, które mogłyby przynieść gminie dochód blokujemy, a teraz już martwimy się, że ludzie, którzy tu się wprowadzą, się wzbogacą, albo osoby, które inwestują, nie daj boże się dorobią.
     Ostatecznie radni przyjęli projekt uchwały jedenastoma głosami. Trzech radnych wstrzymało się od głosu. W wyniku uchwalenia planu tereny w Chomiąży Szlacheckiej uzyskały funkcję terenów zabudowy letniskowej.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1164 (23/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości