Piotr Barański buduje swój nowy dom na Brzozowej. Ustawiony znak
przypada zgodnie z planem zagospodarowania jego działki w samej furtce
do posesji. Danuta Perek z UG w Rogowie, przypomina, że gmina jako
zarządca wytycza miejsce wjazdów, przyznaje jednak, że znak można
przesunąć by nie przeszkadzał
fot. Sylwia Wysocka
Brzozowa bez możliwości zatrzymywania
Wójt czeka na pismo
W 17. numerze "Pałuk" pisaliśmy o konflikcie na ulicy Brzozowej w
Rogowie i ustawieniu tam znaków zakazu zatrzymywania się. Dziś do
tematu wracamy. Znaki zakazu nadal stoją po obu stronach ulicy, a część
mieszkańców sprzeciwiających się temu zakazowi kieruje drugie pismo do
Urzędu Gminy.
Grupa mieszkańców, która do prowadzenia swych interesów wybrała spośród siebie przedstawiciela Lecha Królaka domaga się zmiany znaku. Ich zdaniem zakaz zatrzymywania się po obu stronach drogi paraliżuje ich byt jako mieszkańców tej ulicy. Jak twierdzą, zatrzymując się na chwilę tylko po to by otworzyć bramę i móc wjechać na podwórze, już łamią prawo, bo się zatrzymali. Możliwości zaparkowania na ulicy nie mają też listonosze, lekarze i inni.
Lech Królak twierdzi, że to właśnie przez niego cierpi cała ulica.
Ryszard S. który wraz z kilkoma mieszkańcami skierował wniosek o ustawienie znaków zwiększających bezpieczeństwo przyznaje, że uczynili to z uwagi na bezpieczeństwo własne, innych uczestników tej drogi oraz pracowników wykonujących naprawy przy samochodach Królaka.
- "Parkowane na drodze samochody ciężarowe zastawiały część pasa drogowego, ograniczały widoczność do tego stopnia, że wyjeżdżających z posesji trzeba było wyprowadzać, by upewnić się czy coś akurat nie jedzie w tym kierunku. Na drodze mył, dokonywał różnych napraw, samochody chodziły czasami całymi godzinami i dymiły, przy tym hałas wiertarek, szlifierek. Trudno było przejechać. Spod samochodu wystawały często nogi leżącego pod nim człowieka, który naprawiał stare "jelcze". Żeby przejechać trzeba było często się prosić, trąbić albo pokonywać drogę wjeżdżając na chodnik".
Zofia Szocińska z synem Julianem Rzebrakiem przyznają, że od czasu postawienia znaków zakazu zatrzymywania się ich życie się zmieniło.
- "Można wyjść przed dom, w mieszkaniu nie śmierdzi już spalinami, widoku nie zastawia sznur samochodów ciężarowych. Kiedyś przez wiele lat było inaczej, przed naszym domem stawały samochody ciężarowe, stare wymagające ciągłych napraw. Remontowali je całymi dniami i nocami czasami, hałas narzędzi, stuki, przekleństwa i straszny dym, którym wypełniał się nasz dom, podwórze, pies wsadzał od tego smrodu nos w ziemię, a my tak musieliśmy żyć" - mówi Zofia Szocińska.
Lech Królak przyznaje: - "Od dłuższego czasu na drodze przed domem zatrzymywałem się na kilka, kilkanaście minut by załadować prowiant w drogę nie prowadzę już tu żadnych remontów ani postojów" - zapewnia Królak.
Grupa mieszkańców reprezentowana przez Lecha Królaka złożyła do urzędu pismo o wydanie ksero decyzji na ustawienie znaków, bo od tej decyzji chcą się odwołać być może nawet w sądzie. W środę złożyli kolejne pismo, w którym domagają się ponownego rozpatrzenia sprawy ustawienia znaków na Brzozowej i zmiany tego oznakowania.
Wójt Józef Sosnowski tłumaczy, że do tej pory nie wydał ksero decyzji i trudno mu się ustosunkować do tej prośby ponieważ takiej decyzji urząd nie ma. Jest tylko protokół komisji i Zespołu Zarządzania Ruchem Drogowym, na mocy którego pozytywnie zaopiniowane zostało ustawienie znaków zakazu zatrzymywania się.
- "Kiedy otrzymamy oficjalne pismo nakłaniające nas do ponownego wszczęcia rozpoznania na Brzozowej do tematu powrócimy i poszukamy rozwiązania" - mówi Józef Sosnowski.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 691 (19/2005)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze