Reklama

Wspomnienia Władysława Dykiera Powstańca Wielkopolskiego z Kcyni

Wspomnienia Władysława Dykiera z nocy sylwestrowej 1918-1919, które poniżej prezentujemy, nie były dotychczas nigdzie publikowane i bardzo dokładnie przedstawiają noc, w której Kcynia po prawie 150 latach niewoli odzyskała wolność. Z największą przyjemnością przedstawiamy je naszym czytelnikom.

    31 XII 1918 r. z inicjatywy byłego zarządu Rady Robotniczo-Żołnierskiej, Rady Obywatelskiej i zarządu koła "Sokół" oraz okolicznych mieszkańców Polaków - gospodarzy - rolników i właścicieli majątków ziemskich zwołano na 16:00 wiec w sali pana Majewskiego przy ul. Ogrodowej. Na wiecu miała być podjęta decyzja, co do sposobu wyzwolenia miasta spod okupacji niemieckiej, bowiem wiadomym już nam wszystkim było, że w Poznaniu wybuchło powstanie i że stolica Wielkopolski jest już w części opanowana przez Polaków.

    Władysław Dykier był rodowitym kcynianinem. W okresie międzywojennym zajmował się kupiectwem, po II wojnie światowej mieszkał w Bydgoszczy prowadząc prywatny sklepik, a następnie przeprowadził się do Torunia i mieszkał przy ul. Gałczyńskiego 10/12. Wspomnienia napisał w latach siedemdziesiątych.
    Niniejszy tekst wspomnień uzyskałem od pani Kosznikowej z Kcyni - córki Bolesława Dykiera, a bratanicy Władysława Dykiera. Odpisu z maszynopisu dokonałem 18 XII 1988 r.     (jóm)

Reklama

     W czasie tego wiecu przy stole prezydialnym zasiedli: Franciszek Ignatowski (urzędnik miejski), Poczekaj i Kaźmierczak - senior z Rady Robotniczo-Obywatelskiej, Bolesław Dykier i Władysław Dykier (kupcy) z Rady Żołnierskiej, Stanisław Zakaszewski (członek zarządu "Sokoła"), właściciele majątków: Edward Mieczkowski z Siernik, Michał Szulczewski z Chwaliszewa, Stanisław Szulczewski z Słupowej oraz ks. proboszcz dr Jan Opieliński.
     Zebranie było bardzo ożywione, gdyż jego uczestnicy nie byli jednomyślni. 50% zebranych, w tym młodzież, wypowiadała się za natychmiastowym uderzeniem na "Grenzschutza", druga połowa - w tym starsi, za spokojem i nieprzelewaniem krwi, gdyż prawie żadną bronią w tym dniu jeszcze nie dysponowano.

     Sala nie mogła pomieścić wszystkich przybyłych na wiec, gdyż na to zebranie zeszło się ok. 700 ludzi. Byli to przeważnie zdemobilizowani żołnierze - Polacy, którzy wrócili do domów po przegranej przez Niemców wojnie. Po dwugodzinnej debacie zarządzono, aby wszyscy obecni rozeszli się w spokoju do domów.
     W wyniku jednak tego zebrania, wśród Niemców stacjonujących w Kcyni wybuchła panika. Grenzschutz w sile ok. 70 żołnierzy, widząc zjazd tak znacznej ilości Polaków w Kcyni, przekwaterował się w międzyczasie z budynku Seminarium Nauczycielskiego do szkoły ewangelików. Z tej nowej siedziby wysłał on do miasta swoje uzbrojone po zęby 12-osobowe patrole, które kontrolowały główną ulicę Poznańską i Rynek. Patrole te nie czuły się pewnie w mieście. Ostatecznie o 20:00 Grenzschutz wycofał się na dworzec kolejowy i tam ulokował się w pociągu, który stał pod parą w celu ewentualnego natychmiastowego opuszczenia Kcyni.
    Tymczasem coraz więcej Polaków gromadzić się zaczęło w miejscowych polskich restauracjach. Niemieccy właściciele zamknęli swoje restauracje już o 20:00. Również pozostali Niemcy - cywile nie wychodzili już na ulice w mieście w obawie o własne życie. Praktycznie poza dworcem miasto należało już o tej porze do ludności polskiej w Kcyni. W tej sytuacji młodzi wiekiem byli żołnierze - a teraz członkowie Rady Żołnierskiej samotnie postanowili zorganizować grupy wypadowe dla śledzenia Niemców okupujących dworzec w Kcyni.

Reklama

Tablica pamiątkowa wmurowana na budynku dworca kolejowego w 40 rocznicę Powstania Wielkopolskiego

     O 22:00 i 23:00 na dworzec kolejowy wyruszył dwukrotnie nasz patrol w celu zapoznania się z sytuacją Niemców na dworcu oraz dla powzięcia ewentualnych środków obrony w przypadku zamiaru zastosowania przez Grenzschutz jakichkolwiek represji w stosunku do ludności polskiej. Osobiście brałem udział w obu tych patrolach. W pierwszym zwiadzie uczestniczyli Polacy: Szewczuga, Czesław Woliński, Jan Czerwiński, Jan Graczkowski i Władysław Dykier. Szereg innych informacji o rozlokowaniu się Niemców na dworcu w Kcyni otrzymaliśmy od ojca Jana Graczkowskiego, który był urzędnikiem kolejowym i pełnił właśnie w tym czasie dyżur na stacji.
    Równocześnie o tej porze w mieście wrzała praca na innym odcinku. Obywatel Napierała zdążył już zamalować na biało umieszczonego na budynku apteki czerwonego orła, natomiast na żaluzjach hotelu i restauracji Rossecka (Niemca) namalowano napisy: Niech żyje Polska. Niech żyje Wilson. Obywatel Sobczyński dla przystrojenia orła nad apteką dostarczył szerokie wstęgi biało-czerwone o długości 3 m każda.
    Wybiła 23:30. W tym czasie wraz z innymi kolegami znajdowałem się na Rynku w Kcyni. Od ulicy Poznańskiej nadjechała powózka, którą wezwałem do zatrzymania się. Okazało się, że powózką przyjechał dziedzic Edward Mieczkowski z Siernik, którego osobiście znałem i jeszcze trzy osoby (poznane później), wśród których byli Kowalski i Dunin (trzeciego nazwiska nie pamiętam). Przybyli od strony Gołańczy. W rozmowie z Mieczkowskim poinformowałem go o sytuacji w mieście. W tym czasie dołączyli się do nas powstańcy z grupy Kowalskiego w liczbie 10 osób uzbrojeni w karabiny.
    Po naradzie z Mieczkowskim i Kowalskim uzgodniliśmy, że pięciu powstańców z grupy kowalskiego dołączy się do zorganizowanej przeze mnie kcyńskiej grupy powstańczej. Nad pozostałymi dowództwo przejęli: Kowalski i Mieczkowski. Wspólnie postanowiliśmy, że zaatakują oni pociąg z Niemcami od strony mleczarni (tj. od głównego wejścia na dworzec), ja natomiast ze swoją grupą zaatakujemy Niemców od strony torów kolejowych, z drugiej strony dworca. Przy poczcie rozdzieliliśmy się, ponieważ moja grupa musiała przebyć dłuższą drogę do zajęcia stanowisk wypadowych - umówiliśmy się, że grupa Kowalskiego i Mieczkowskiego zaatakuje dworzec w momencie podania przez nas sygnału (pierwszy strzał karabinowy).
    Oddział Kowalskiego i Mieczkowskiego został jednak wcześniej wykryty przez Niemców i w związku z tym był on zmuszony do natychmiastowego przystąpienia do ataku. Powodem tego był fakt, że Kowalski nie wytrzymał nerwowo i przy likwidacji kolejnego posterunku niemieckiego wystrzałem z pistoletu obudził śpiących dotąd w wagonach Niemców. Grupa moja znajdowała się na odkrytym terenie i była w związku z tym narażona na ogień niemieckich karabinów maszynowych. Biegiem więc i skokami pod stojącymi gdzieniegdzie wagonami towarowymi dopadliśmy Niemców budzących się ze snu w pociągu przygotowanym do odjazdu. Równocześnie otworzyliśmy ogień z karabinów w stronę pociągu z Niemcami.
    W pewnym momencie z drugiej strony pociągu wyskoczył na rampę kolejową oficer, krzycząc: - "Nicht schiesen, nicht schiesen - wir haben mit der Ubernach zu tun..." Po tych słowach przeszliśmy na front dworca, gdzie powstańcy przystąpili już do rozbrajania Niemców. Nagle z jednego wagonu przez uchylone drzwi na rozkaz niemieckiego sierżanta otwarto do nas ogień z kulomiotu, w wyniku którego jeden z powstańców został ranny. Po paru naszych strzałach obsługujący kulomiot został ranny w szyję i na tym zakończyła się obopólna wymiana strzałów. Cała akcja trwała nie dłużej jak ok. 30 minut.
    W moim oddziale, który atakował pociąg niemiecki poza pięcioma powstańcami z grupy Kowalskiego, znajdowali się z Kcyni, m.in. Czesław Woliński, Jan Graczkowski, Jan Czerwiński, Edward Sobecki, Władysław Brockere, Nowacki, Olszak i Władysław Hemerling. Poza nimi w ataku na pociąg wzięli udział, m.in. następujący mieszkańcy miasta: Franciszek Bochacz, Florian Bochacz, Jan Szyperski, młodszy brat Brockera, Lewandowski, Kazimierz Lewandowski, Lech Lewandowski, Józef Czerwiński, Edmund Czerwiński, Franciszek Czerwiński, Franciszek Palicki, Walenty Kalka, Alojzy Klaka, bracia Olszakowie, Aleksander Kaźmierczak, Józef Smoczyński, Edmund Smoczyński, Edmund Szewczuga, Kazimierz Graczkowski, Walenty Graczkowski (ojciec), Franciszek Wojciechowski, Franciszek Woliński, Edmund Dykier, Stefan Napierała, Stanisław Borucki i Piotrowski (łącznik między grupami atakującymi).
     Po ataku na pociąg i rozbrojeniu Niemców ustawiono ich w szeregu i odprowadzono do poczekalni dworcowej, skąd w dniu następnym (1 stycznia 1919 r.) odtransportowano ich do Gniezna. W czasie rozbrajania dwóch młodych żołnierzy grenzschutzu prosiło mnie, aby ich zwolnić, bo oni mieszkają w Nakle. Podczas rozmowy okazało się, że ci dwaj młodzieńcy są Polakami, a zgłosili się do służby w grenzschutzu na skutek biedy w domu. Zwolniłem więc ich do domu i wskazałem, jakim torem kolejowym mają udać się do Nakła. Jednocześnie powiedziałem im, że mają się spieszyć do domu, bo jedna cała dywizja powstańców maszeruje już w kierunku Nakła, a druga posuwa się w kierunku na Szubin. Później już dowiedziałem się, że ci dwaj młodzieńcy narobili takiego szumu w Nakle, że pułk Niemców stacjonujących w tym mieście, a będący w fazie demobilizacji zostawił wszystko, łącznie ze sprzętem wojennym i opuścił Nakło.
    Z ataku na dworzec kolejowy w Kcyni jeszcze jeden moment zasługuje na szczególną uwagę. Otóż, jak wspomniałem, pociąg z Niemcami na dworcu w Kcyni był pod parą przygotowany do odjazdu. Zauważył to Władysław Hemerling. Natychmiast wskoczył on na stopnie parowozu i siłą ściągnął niemieckiego kolejarza (maszynistę), przerzucił na punkt martwy hebel od pary oraz pozostał do końca walki w parowozie.
    W czasie przeliczania zdobyczy po Niemcach powstały między powstańcami małe nieporozumienia. Jeden z dowódców grupy - Kowalski z Gołańczy uważał, że jemu należy się cała zdobycz wojenna, gdyż on przyprowadził do Kcyni powstańców uzbrojonych w karabiny. Po wymianie zdań Kowalski otrzymał 1 kulomiot i 30 karabinów, a następnie odjechał ze swoją zdobyczą do Gołańczy.
    W Kcyni zaś dowództwo i komendanturę miasta przejął jako były oficer z wojska niemieckiego Edmund Mieczkowski - dziedzic z Siernik k. Kcyni. Około 1:00, już w Nowym Roku 1919 polecił on mi pojechać wraz z Czesławem Wolińskim jego powózką do Ujazdu - wsi pod Kcynią w celu zawiadomienia Sławińskiego o potrzebie natychmiastowego stawienia się w Komendanturze Miasta i zameldowania się u Mieczkowskiego. Sławiński miał przyjechać do Kcyni powózką Komendanta, a nam miał oddać do dyspozycji swoją powózkę do dalszej drogi, gdyż miałem jeszcze zaalarmować Szczepice i m.in. Czarneckiego - właściciela majątku. Mieszkańcy Szczepic mieli być obudzeni i zobowiązani zostali do wystawienia posterunków na drogach prowadzących do Nakła i Rozstrzębowa.
     Sławiński nie chciał początkowo wierzyć w naszą wiadomość, że Kcynia wolna. Na drogę pożyczyłem mu własny browning (zwrócony został mi później po trzech miesiącach) i pojechał do Kcyni, a ja z Wolińskim do Szczepic.
    Po drodze na szosie na wysokości majątku Bąk zatrzymaliśmy trzech żołnierzy niemieckich, którzy szli z Nakła do Kcyni. W czasie ich legitymowania rozpoznałem w jednym z nich kolegę szkolnego - Polaka Władysława Hermana, który wkrótce znalazł się również w naszych szeregach powstańczych. Bez przeszkód dotarłem do Wolińskiego do Szczepic, gdzie przekazałem Czarneckiemu polecenie Komendanta Kcyni.
    Do Kcyni wróciliśmy ok. 6:00 nad ranem. Będąc już w mieście Woliński zaproponował, abyśmy zaraz po drodze zrobili rewizję w domach Niemców, tj. właścicieli: mleczarni - Pankalli, gazowni - Webera i miejscowego żandarma - Dietza. Wszyscy oni bez żadnych oporów oddali swoje sztucery, dubeltówki i amunicję. Po tych czynnościach ok. 9:00 rano zdałem w Komendzie Miasta zarekwirowaną broń i amunicję. Następnie poszedłem do polskiej restauracji Kozłowskiego na pierwsze w Nowym Roku i pierwsze po wyzwoleniu Kcyni śniadanie. Po śniadaniu i powtórnym zgłoszeniu się w Komendzie Miasta komendant Mieczkowski zapytał się, czy przypadkowo wśród powstańców nie ma łącznościowca - telegrafisty. Odpowiedziałem, że jestem wyszkolonym telegrafistą, w związku z czym zostałem odkomenderowany jako dowódca poczty i łączności do zorganizowania łączności między oddziałami powstańczymi.
    Tak to kończyły się dla Polaków z Kcyni pierwsze dwa dni powstańczej działalności, tj. 31 XII 1918 r. i 1 I 1919 r.
    Jednak wolność nie przyszła łatwo. Ciężkie walki były dopiero przed nami.

Reklama

Władysław Dykier
Pałuki nr 98 (50/1993)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/12/2024 10:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości