Białożewin: Mało ścieków
Wstrętny zapach z rur
W mieszkaniu Mieczysławy Majchrzak z Białożewina nieprzyjemnie pachnie. Fetor - jak mówią domownicy - wydobywa się z kanalizacji. Mieszkańcy mają już tego dość. WiK twierdzi, że spływ nieczystości jest zbyt mały, a jedynym rozwiązaniem jest zwiększenie liczby dostawców ścieków.
Najbardziej nieprzyjemny i dokuczliwy zapach jest w łazience. Mieczysława
Majchrzak rozkłada ręce, ponieważ nic na to nie może poradzić.
fot. Remigiusz Konieczka
Kanalizacja w Białożewinie została wybudowana cztery lata temu. Rura, którą płyną ścieki, doprowadzona została do byłego PGR zwanego potocznie Chejmanówką. W Białożewinie wybudowano dwa rodzaje sieci: grawitacyjną i ciśnieniową. Różnią się one tym w jaki sposób przepływają przez nie nieczystości ciekłe do oczyszczalni. Przez grawitacyjną nieczy-stości płyną zgodnie z zasadą opisaną niegdyś przez Izaaka Newtona i nie potrzeba urządzeń, które mogłyby ten przepływ wspomóc, w drugim przypadku do przeprowadzenia zgromadzonych ścieków konieczne są pompy.
Pani Mieczysława Majchrzak mieszka w Białożewinie przy drodze, która prowadzi dalej na Chejmanówkę. Obok jej domu znajdują się budynki świetlicy wiejskiej i remizy Ochotniczej Straży Pożarnej.
Już na korytarzu w nozdrza uderza nieprzyjemny zapach, który nasila się z każdym krokiem: w kuchni, pokoju, a najsilniejszy jest w łazience. - Jak ktoś do nas przyjdzie, to jest nam wstyd. Coraz częściej ta sytuacja się powtarza. Nie wiemy co zrobić. Napisaliśmy do WiK-u, był pracownik z Sanepidu i nic. Jak mieliśmy szambo, to nie było takiego fetoru. A teraz? Aż w oczy szczypie - mówią mieszkańcy Białożewina.
Zapach nasila się, kiedy w przepompowni w Chejmanówce uruchamia się pompa, aby przetransportować ścieki dalej aż do oczyszczalni w Żninie. Nieprzyjemny zapach czuć nie tylko w domu pani Mieczysławy, ale także w sąsiedniej remizie i świetlicy. - W świetlicy tak śmierdziało, że jak wszedłem, to aż mnie odrzu-ciło - powiedział Zenon Owczarzak, sołtys wsi Białożewin.
Mieczysława Majchrzak praktycznie od samego początku interweniuje w sprawie nieprzyjemnego zapachu. Najpierw ustnie, a później pisemnie, ponieważ wcześniejsze uwagi nie poprawiały sytuacji. Dwa lata temu wysłała pismo do Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Żninie.
- Otrzymaliśmy odpowiedź, w której sugeruje się jakoby istniały nielegalne podłączenia do kanalizacji. Byli tu pracownicy WiK-u, ale rok temu, także na przełomie maja i czerwca. Nie wiedzieli gdzie szukać studzienki. Poszedłem z nimi aż za krzyż. Mieli baniak z jakmiś płynem. Pół im się wylało, a pozostałe pół wlali do studzienki. Na jakiś czas pomogło, ale potem fetor powrócił - opowiada mieszkaniec Białożewina.
Największy żal mieszkańców budzi to, że doprowadzili kanalizację do swoich domów, aby mieć lepiej. Na podłączenie wydali około 1,5 tysiąca złotych. Specjalnie wynajęli koparkę z Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Żninie, kupili rury, a mają gorzej. Od kilku lat nikt tak naprawdę nie rozwiązał ich problemu.
Tadeusz Kosiara ze żnińskiej Państwowej Inspekcji Sanitarnej powiedział nam, że problem ten dotyczył bardziej wodociągów niż inspekcji. Pracownik inspekcji sprawdził i faktycznie potwierdził to, że są okresy, w których zapach jest bardziej lub mniej intensywny. Wewnątrz budynku zapach utrzymuje się dłużej ze względu na to, że są mniejsze ruchy powietrza w porównaniu z tym co dzieje się na zewnątrz.
Tadeusz Kosiara podkreślił jednak, że zapach wiąże się z przepływem ścieków przez kolektor ściekowy. W WiK-u poznaliśmy szczegóły techniczne. W Chejmanówce do rury kanalizacyjnej przyłączone są rury od pięciu dostawców ścieków, w samym Białożewinie - także od pięciu. Z Chejmanówki nieczystości dostarczane są przez pompy i płyną przez Białożewin do Żnina. Aby pompy mogły się uruchomić, wewnątrz tzw. studni rozprężnej musi zgromadzić się odpowiednia ilość ścieków. Im mniejszy zrzut, tym dłużej nieczystości się gromadzą. A beztlenowe magazynowanie nieczystości powoduje ich fermantację i wydzielanie nieprzyjemnych dla ludzkiego nosa zapachów.
Zdaniem prezesa WiK Eugeniusza Dobaczewskiego oraz Józefa Świszcza, kierownika oczyszczalni ścieków, problem nieprzyjemnego zapachu w domu, to jednocześnie problem instalacji wewnętrznej.
- Chodzi o odpowiednią wentylację. Każdy pion powinien być odpowietrzony. Przy wlaniu do kanalizacji najmniej-szych ilości wody gaz idzie do góry - mówi Józef Świszcz. - Jeżeli nieprzyjemny zapach jest w domu, to na pewno jest to wina instalacji. Jeśli byłaby prawidłowa, to takiego problemu zapachu nie byłoby - twierdzi Eugeniusz Dobaczewski. Jego zdaniem jedyne skuteczne rozwiązanie, to większy zrzut ścieków, który powoduje częstsze uruchamianie pompy i jednocześnie skróci pobyt nieczystości w studni i czas fermentacji.
Mieczysława Majchrzak odpowiada, że pracownicy WiK dokonywali odbioru technicznego całej instalacji i nikt uwag nie wniósł i niczego nie trzeba było poprawiać. - A teraz ja mam szukać dodatkowych odbiorców? - zastanawia się mieszkanka Białożewina. - Niech urząd o to zadba. Z szamb ścieki są wylewane na pole. Wczoraj śmierdziało, dzisiaj śmierdzi. Mamy już dosyć tego.
Jeszcze w ubiegłym roku pozostali mieszkańcy wsi otrzymali nakaz podłączenia swoich domostw do kolektora. Ale z tego nie skorzystali. Dla części wiąże się to z wydaniem kilku tysięcy złotych na pompy, które przetransportowałyby ścieki do kolektora po drugiej stronie ulicy. - Ja korzystam z szamba. Jeśli przychodzi straż miejska, to pokazuję rachunki za wywóz ścieków. Nikt z mieszkańców podłączyć się nie chce, ponieważ jest fetor i mało kogo stać na budowę hydroforni u siebie na podwórku za 6 tys. zł - tłumaczy sołtys Zenon Owczarzak.
Mieszkanka Białożewina zapowiada, że o rozwiązanie sytuacji będzie walczyć do skutku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze