Przez pół roku na stronie internetowej BIP Starostwa Powiatowego w Nakle zamieszczone były dane osobowe mieszkańców Rynarzewa. Gdyby nie sami mieszkańcy, prawdopodobnie nikt by tego nie zauważył. Sprawa jest wyjaśniana.
Aleksandra Podżerek z Rynarzewa, mieszkanka modernizowanej ul. Strażackiej, chciała zobaczyć projekt techniczny ulicy i przeczytać specyfikację istotnych warunków zamówienia zawartego w przetargu. Weszła na stronę internetową Biuletynu Informacji Publicznej powiatu nakielskiego. Zaczęła czytać poszczególne załączniki i po otwarciu jednego z nich zobaczyła pełny wykaz numerów działek, ksiąg wieczystych i nazwiska właścicieli terenów przyległych do ul. Strażackiej.
- Skontaktowałam się z Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych i dowiedziałam się, że dane te nie są jawne - mówi Aleksandra Podżerek. - Zapytałam pana Lamprechta [Bartosza Lamprechta, dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych w Nakle - przyp. rk], jaka jest podstawa prawna tego, że umieścili dane osobowe. Odpowiedział, że nie zna podstawy prawnej. Powiedział, że wyciągnie konsekwencje. Jak z nim rozmawiałam, to nie wiedziałam jeszcze, że rozmawiam z dyrektorem. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać, jak on może wyciągnąć konsekwencje w stosunku do samego siebie, bo przecież ktoś to zatwierdzał do publikacji.
Mieszkanka Rynarzewa powiedziała, że przez kilka miesięcy każdy mógł pozyskać, skopiować i wykorzystać te dane do własnych celów. Przyznała, że następnego dnia po jej rozmowie z dyrektorem ZDP w Nakle załącznik z danymi osobowymi został usunięty. Jej zdaniem to nie zamyka sprawy. Chce, by zostały wyciągnięte konsekwencje w stosunku do tych, którzy ujawnili dane.
Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Bartosz Lamprecht przyznał, że w Internecie znalazł się pełny wypis z rejestru gruntów. Wystarczyłby uproszczony wypis z rejestru, zawierający tylko numery działek, ale w sieci znalazła się pełna wersja. Dodał, że pełny wypis został usunięty. Wyjaśnił, że taki wypis został dostarczony przez projektanta wraz z dokumentacją projektową.
- Dotarcie do tego pliku wymagało czasu. Nie widniało to na pierwszej stronie, tylko w załączniku - mówi dyrektor. - W pliku umieszczanym w Internecie na pierwszej stronie był wykaz działek drogowych. Potem była pusta strona, a dalej wypis z rejestru gruntów. Ktoś przeczytał tylko początek, widział, że niżej nic nie ma, a nie doczytał do końca i umieścił wszystko.
To, dlaczego pełna wersja znalazła się na stronie internetowej, wyjaśnić ma trwające postępowanie wewnętrzne.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1069 (32/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze