Na zalesionym terenie Jezior znajdują się pozostałości niemieckiego cmentarza ewangelickiego
fot. Bartosz Woźniak
Wieś Jeziora, wysiedlenie, partyzanci, II wojna światowa
Wysiedlona, zburzona, zalesiona
W zemście za współpracę z partyzantami wieś Jeziora została z rozkazu hitlerowców, rękami zmuszonych do tego Polaków, zrównana z ziemią. Na pałuckiej ziemi było to w czasie II wojny światowej przypadkiem szczególnym i odosobnionym. Dziś wieś Jeziora, która nigdy nie miała się już odrodzić, przywracana jest pamięci mieszkańców. W tym roku mija 60 lat od jej zalesienia, co jest okazją do przywołania historii, która jest tyleż tragiczna, co wyjątkowa.
POCZĄTKI WSI
Powstanie wsi datuje się na rok 1769 i wiąże się z osadnictwem olenderskiem (holenderskim), którego początki na ziemiach polskich sięgają XVI w. i dotyczą osadników z Fryzji i Niderlandów. Nazwa wsi w formie Jęziory jest wymieniona w zabytkowej księdze metrykalnej ochrzczonych, zaślubionych i zmarłych, datowanej na 1785 rok, która znajduje się obecnie w archiwum archidiecezji gnieźnieńskiej.
Ziemia, na której powstała wieś Jeziora, wchodziła w skład dóbr należących do kapituły gnieźnieńskiej i zapewne ona wystawiła przywilej lokacyjny, będący podstawą prawną i wyznacznikiem początku osady. Jeziora trafiły do klucza dóbr kapitulnych z ośrodkiem w Niestronnie, były to majątki położone na wschód od Żnina.
Czesława Wieczorek jako kilkunastoletnia dziewczynka pracowała przy zalesianiu wsi Jeziora
fot. Bartosz Woźniak
Warto w tym miejscu podkreślić, iż w przeciwieństwie do wcześniejszego osadnictwa na ziemiach polskich dokonywanego na prawie niemieckim, w przypadku osadnictwa olenderskiego drugą stroną nie był zasadźca, ale solidarnie występująca gmina olenderska lub działająca w jej imieniu osoba. Z tego względu, posiadając silny samorząd, osady te cieszyły się dużym zakresem wolności w stosunku do właściciela, z którym zawierały specjalny kontrakt. Tak też było zapewne z Jeziorami, choć w XVIII wieku nie musieli to już być wcale Holendrzy czy Fryzowie, gdyż z czasem na ich prawach gwarantujących różne przywileje (np. wolność osobista, wieloletnia bądź wieczysta dzierżawa gruntów lub możliwość przekazania ziemi spadkobiercom) była osiedlana w Polsce ludność także innych narodowości, również Polacy.
Ze względu na zalesiony teren, na którym miała powstać wieś, głównym zadaniem kolonistów było wykarczowanie części lasu. Właściciel przeznaczał dla osadników określoną przestrzeń, a ci wybierali sobie odpowiednie miejsce na wyrąb i tam umiejscawiali swoje gospodarstwo. Prowadziło to do powstawania tzw. zabudowy kolonijnej i w efekcie wieś miała charakter rozproszony, a takie określenie przyjmuje się, gdy odległości między zagrodami wynoszą ponad 100 metrów.
LOKALIZACJA JEZIOR
Położenie wsi było bardzo korzystne, gdyż dawało ludności dwa podstawowe czynniki do przeżycia, a mianowicie: naturalne zaplecze żywnościowe i materiał budowlany. Gwarantowało to również samowystarczalność. Dla ludności zakładającej osadę nie bez znaczenia przy wyborze miejsca zamieszkania był też zapewne fakt, iż warunki środowiskowe tworzyły naturalną ochronę zapewniając mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa.
Wieś Jeziora była położona wśród lasów na południowo-wschodnim pograniczu gminy Rogowo. Od strony południowej graniczyła z Owsiskami - wsią należącą do gminy Trzemeszno, a od północnej z Jeziorem Wiśniata. Zachodnia część Jezior nosiła nazwę Kempniak (osada powstała w 1777 roku). Był to przysiółek, czyli skupisko kilku gospodarstw znajdujących się poza integralną częścią wsi. W innych częściach naszego regionu, i nie tylko, takie wyodrębnione tereny nazywano hubami.
Fakt znajdowania się tych budynków w Kempniaku, czyli poza obrębem wsi, prawdopodobnie sprawił, że nie zostały one przez Niemców w czasie II wojny światowej zniszczone, co zapewne uratowało nazwę Jeziora przed całkowitym zniknięciem z mapy i zapomnieniem. Dzięki temu do dnia dzisiejszego istnieją cztery adresy mające w swojej nazwie Jeziora. Pod tą nazwą można znaleźć także dwa numery telefonów w najnowszej książce telefonicznej wydawnictwa Rondo.
Trudno natomiast doszukać się jakiejkolwiek tablicy informującej, gdzie miejscowość się zaczyna, a gdzie kończy. Jest tego przyczyna formalna. Dziś bowiem miejscowość Jeziora statusu wsi nie posiada, a w wykazie miejscowości gminy Rogowo funkcjonuje jako osada leśna. Według Ustawy o urzędowych nazwach miejscowości i obiektów fizjograficznych z 29 sierpnia 2003 r., osada to niewielka jednostka osadnicza na terenie wiejskim o odmiennym (wyróżniającym się) charakterze zabudowy albo zamieszkana przez ludność związaną z określonym miejscem lub rodzajem pracy. Ustawa mówi dalej, iż osada może być samodzielna lub może stanowić część innej jednostki osadniczej. W przypadku Jezior pod względem administracyjnym osada ta należy do sołectwa Cegielnia i jest częścią tej wsi.
Zabudowania ocalone z wsi Jeziora (w dawnym Kempniaku)
fot. Bartosz Woźniak
POLACY I NIEMCY W JEZIORACH
Wkrótce po założeniu wieś znalazła się w Królestwie Prus, które zagarnęło tę część Pałuk w II rozbiorze, czyli w 1793 roku. W okresie zaborów władze pruskie, celem germanizacji Wielkopolski, starały się zaprowadzić osadnictwo niemieckie także we wsi Jeziora. Koloniści niemieccy byli zachęcani do osiedlania się na polskich ziemiach dużej wielkości działkami, na których były stawiane domy i budynki gospodarcze. Mimo to, osadnicy z zastanych warunków nie byli raczej zadowoleni, gdyż w Jeziorach i okolicy panowało ubóstwo, a ziemia uprawna była niskiej klasy (V-VI). Wobec tego Niemcy pozbywali się tych gospodarstw na rzecz Polaków lub zmieniały one właścicieli przez mieszane małżeństwa. Akcja germanizacyjna nie odniosła tu więc wielkich sukcesów. Nie można też powiedzieć, aby między miejscowymi Polakami a Niemcami panowały w tym czasie wrogie stosunki.
Po odrodzeniu Rzeczpospolitej w 1918 roku i włączeniu do niej m.in. tych terenów dzięki powstańczym walkom Wielkopolan, w okresie międzywojennym wieś Jeziora znalazła się w województwie poznańskim, w powiecie żnińskim, w gminie Rogowo, które powołano do życia na podstawie ustanowionego w 1919 roku nowego podziału administracyjnego tworzącego się po okresie zaborów państwa polskiego.
Przez wieś Jeziora przebiegały drogi: Cegielnia - Huta Palędzka oraz Gołąbki Wieś - Leśnictwo Oćwieka. Wśród zabudowań Jezior swoim wyglądem wyróżniała się leśniczówka stanowiąca własność Nadleśnictwa Gołąbki, w której w latach 1934-1945 mieszkał i pracował gajowy Jan Stępień.
Dominującym zajęciem, którym trudniła się ludność Jezior, było rolnictwo. Największe gospodarstwo rolne posiadał Stanisław Paluch - 50 ha, a składało się na nie 38 ha w Jeziorach i 12 ha pod Ryszewem.
Pozostałe gospodarstwa rolne były różnej wielkości. Ponieważ ziemia nie była najwyższej jakości (lekka-piaszczysta), mieszkańcy Jezior nie byli w stanie utrzymać się tylko z jej uprawy. Dlatego niektóre rodziny pracowały sezonowo w lesie, który stanowił także źródło żywności w postaci malin, jagód czy grzybów, które w miesiącach letnich zbierały kobiety i dzieci.
Niemiecka mapa Jezior i okolicy z 1940 roku źródło: Nadleśnictwo Gołąbki O trudnej sytuacji materialnej miejscowej ludności świadczy również fakt, iż posiadający zasobniejsze gospodarstwa rolne Niemcy, osiedleni w Jeziorach prawdopodobnie w czasie zaborów, w latach 1934-1937 sprzedali swoje gospodarstwa Polakom. Ostatnim z nich był Busse Gotwald. Śladem po niemieckim osadnictwie na tym terenie jest cmentarz ewangelicki, którego pozostałości w postaci częściowo zniszczonych już grobów można odnaleźć w pobliskim lesie. Nie posiadają one płyt nagrobnych, a obok znajdują się uszkodzone tablice bez napisów. Cmentarz znajduje się w pobliżu drogi Jeziora - Jezioro Długie, około 400 metrów od skrzyżowania. Jest położony na pagórku nad jeziorem Wiśniata.
W 1939 r. wieś zamieszkiwało zatem już tylko 13 polskich rodzin: Wardęgowie, Stępniowie, Paluchowie, Grzesikowie, Pawlakowie, Bułakowscy, Marczewscy, Majchrowscy, Leśni, Antkowiakowie, Jurkowie, Rybaccy, Olejnikowie. Poza tym 5 rodzin mieszkało w Kempniaku: Rubajowie, Rewezińscy, Krzyżaniakowie, Żukowie, Wróblewscy.
POCZĄTEK WOJNY
Po ataku III Rzeszy na Polskę we wrześniu 1939 roku obszar z Jeziorami trafił do rejencji inowrocławskiej w utworzonym przez Niemców Kraju Warty (Wartheland), który został wcielony do Rzeszy na podstawie dekretu Adolfa Hitlera z 8 października 1939 roku. Hitlerowskie władze zmieniły nazwy miejscowości przywracając te z okresu zaborów lub tworząc nowe. Natychmiast po zajęciu Jezior Niemcy wydali zakaz wchodzenia do lasu, który obowiązywał wyłącznie Polaków. Okupanci chcieli w ten sposób uniemożliwić potencjalny kontakt miejscowej ludności z partyzantami.
Bacznie przyglądał się polskim działaniom konspiracyjnym Niemiec Paul Schulz, rolnik, z zawodu piekarz, który już przed wojną mieszkał w Gościeszynie, a po wkroczeniu Niemców na te tereny został sołtysem, choć nazywano go też Buergermeister, czyli burmistrzem. Pod jego władzą znalazła się także wieś Jeziora. Przypuszczalnie jeszcze przed wybuchem wojny podejmował działania antypolskie w Gościeszynie i okolicy, stanowiąc niemiecką V kolumnę i działając na rzecz wywiadu Rzeszy. Zaraz po objęciu stanowiska sołtysa, do którego był zapewne przewidziany jeszcze przed wybuchem wojny, ujawnił się jako członek hitlerowskich oddziałów szturmowych SA (Sturm Abteilung). Jak wspomina w swojej książce Utracona młodość Hieronim Rybicki, który pracował u niego w czasie okupacji jako parobek, Schulz paradował po Gościeszynie i okolicy w mundurze SA i z bronią.
Paul Schulz został wyznaczony do objęcia stanowiska sołtysa przez niemieckie władze powiatowe. Reprezentował on wyłącznie interesy niemieckiej ludności, która zamieszkiwała w Gościeszynie w liczbie kilku rodzin. Z polską ludnością, której była we wsi większość, zupełnie się nie liczył bezwzględnie wykonując rozkazy swoich zwierzchników, a także dokonując samowolnych wywłaszczeń i wysiedleń.
Z jego osobą wiąże się także zbrodnię popełnioną przez Niemców na powszechnie szanowanym 65-letnim ks. proboszczu Antonim Lewickim, który na początku września został aresztowany w Gościeszynie, a następnie wywieziony do Bydgoszczy i tam rozstrzelany. Istnieją po temu trzy przesłanki. Po pierwsze, Schulz był przed wojną sąsiadem proboszcza i często dochodziło między nimi do nieporozumień.
Po drugie, był głównym wykonawcą zbrodniczych akcji hitlerowców przeciwko Polakom. Po trzecie, zaraz po wywiezieniu proboszcza Lewickiego Schulz zajął całe probostwo (50 ha) wraz z budynkami oraz wyposażeniem, żywym inwentarzem i prawdopodobnie osobistym majątkiem księdza.
Po tych wydarzeniach kościół w Gościeszynie został zamknięty, co trwało do końca wojny, a obsługę duszpasterską katolików, w zakresie w jakim było to możliwe w warunkach okupacji i wojny, przejął kościół w Lubczu.
Schulz z czasem zagarnął też gospodarstwa i skonfiskował mienie dwóch innych sąsiadujących z nim wysiedlonych Polaków, gromadząc wielki majątek i stając się najbogatszą osobą we wsi. Zaspokajał w ten sposób swoje ambicje zostania dziedzicem Gościeszyna.
W budynku parafialnym, będącym mieszkaniem księdza, została następnie utworzona siedziba niemieckiej żandarmerii wojskowej, w której miejsce znalazło kilku funkcjonariuszy z kierownikiem, nazywanym wachmajstrem, o nazwisku Kluge. Był on postrachem polskiej ludności, brał bezpośredni udział w aresztowaniach, a później wysiedleniach Polaków.
LAS NA JEZIORACH
Według przekazów Czesława Chmielewskiego, mieszkańca Gościeszyna i dyrektora tamtejszej szkoły w latach 1950-1982, sołtys Schulz miał też zarządzić wysiedlenie Polaków ze wsi Jeziora i zrównanie jej z ziemią. Prawdopodobnie było tak, iż Schulz jadąc od strony Mogilna przez Hutę Palędzką koło wsi Jeziora przypadkiem spotkał nieznanego mężczyznę, który na widok niemieckiego munduru schronił się w lesie. To miało nasunąć Schulzowi myśl, że mieszkańcy wsi Jeziora mają kontakty z partyzantami. Po tym wydarzeniu w akcie zemsty miała zapaść decyzja, że mieszkańcy wsi zostaną wysiedleni, co nastąpiło w 1941 roku. Domy zostały zrównane z ziemią, a mieszkańców wywieziono m.in. do okolicznych wsi w gminie Rogowo: Gościeszyna, Cegielni, Grochowisk Szlacheckich, czy Mięcierzyna.
Wysiedlane rodziny miały około 30 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, gdyż mogły zabrać tylko podręczny bagaż i stawić się o wyznaczonej godzinie przy drodze. Wysiedlenie przeprowadzane było przy eskorcie żandarmerii na motocyklach pod dowództwem sierżanta Kluge. Mieszkańcy zostali wywiezieni na konnych wozach, które dostarczyli Niemcy z Gościeszyna. W nowych miejscach byli umieszczani w domach lub budynkach gospodarczych należących do Polaków lub trafiali do gospodarstw przejętych przez Niemców, u których musieli do końca wojny pracować, np. Andrzej Grzesik wraz z synami Michałem i Tadeuszem trafili do sołtysa Schulza.
Wysiedlenie ludności polskiej było dla Niemców z pobliskich wsi okazją do zagarnięcia majątku żywego oraz wszelkiego rodzaju przedmiotów i sprzętu z opuszczonych gospodarstw. Mieszkańcy Jezior stracili dorobek, niejednokrotnie skromny, całego swojego życia i nie mieli go już nigdy odzyskać, gdyż ich gospodarstwa miały zostać zniszczone. W Jeziorach Niemcy pozostawili gajówkę, w której mieszkał i pracował do końca wojny gajowy Jan Stępień.
Po upływie trzech dni od wysiedlenia Niemcy zebrali Polaków z okolicy i rozkazali zburzyć zabudowania w całej wsi, do czego został wykorzystany też ciężki sprzęt. Następnie Nadleśnictwo Gołąbki otrzymało polecenie całkowitego zalesienia ziemi na terenie wsi Jeziora. Przy zalesianiu pracowali odpłatnie Polacy z okolicznych wsi: Cegielni, Owsisk i Ochodzy.
Jedną z osób, która brała udział w tym przedsięwzięciu, była Czesława Wieczorek (z domu Stokowska), córka Władysława i Stefanii, wówczas 12-letnia dziewczynka. - Niemcy momentalnie zburzyli Jeziora i szybko chcieli to zalesić. Zalesianie rozpoczęło się na wiosnę 1942 roku. Pracowaliśmy ochotniczo, było dużo młodocianych dzieci, które przychodziły z rodzicami. Każdy chciał coś zarobić, bo była bieda. Zawsze było około 30-40 osób, brygadzistką była Polka. Omijaliśmy podwórko. Jak później Niemcy wywieźli gruz i wyrównali teren po budynkach, to zalesialiśmy w następnym roku. Pracowaliśmy codziennie od 7 do 16. Pieniądze, które szły od Niemców, raz w miesiącu wypłacał leśniczy Michał Derwich. Niemcy czasami przychodzili na kontrolę, ale nam nie dokuczali. Nie byli to wojskowi ani żandarmi, bo byli w mundurach leśniczych - wspomina Czesława Wieczorek, dodając, że zalesianie trwało przez trzy kolejne lata.
Czesława Wieczorek tuż przed wojną zamieszkała w gospodarstwie rodziny Jurków w Kempniaku, gdzie w ciężkich warunkach mieszkalnych przeżyła wraz z matką (ojciec zmarł przed wojną), siostrami Marią i Łucją całą wojnę. - Przed wojną mieliśmy pokój, ale w czasie wojny musieliśmy zamieszkać w izbie, gdzie był piec chlebowy na 12 bochenków. Był to parownik, wędzarnia, a żużle wylatywały z pieca na podłogę. Na piecu robiliśmy sobie legowisko, bo było ciepło - wspomina ciężki czas wojny Czesława Wieczorek.
Las, który powstawał na gruzach wsi Jeziora, stał się ważnym źródłem dochodów dla wielu polskich rodzin. Zalesianie nie skończyło się bowiem na wsadzeniu flanc w ziemię. - Kiedy flance wzrosły, smarowaliśmy małe drzewka takimi śmierdzącymi płynami, które miały uchronić drzewa przed sarnami. Później musieliśmy wybierać robaki, które były przy korzeniach drzew pod mchem, aby nie niszczyły młodych drzew. Wkładaliśmy je żywe do pudełek i oddawaliśmy leśniczemu. Później badali je chyba, czym je wytępić. Zbieraliśmy też szyszki, z których były nasiona do suszenia na następny siew. Jesienią robiliśmy poprawki przy zalesianiu, wyschnięte drzewka usuwaliśmy, a wstawiliśmy nowe. Cały rok utrzymywaliśmy się z tego lasu - opowiada o pracy w lesie Czesława Wieczorek.
POWOJENNE POZOSTAŁOŚCI WSI
Z wsi Jeziora po zakończeniu wojny pozostała gajówka oraz trzy gospodarstwa z zabudowaniami na terenie Kempniaka, należące do rodzin: Rubajów, Rewezińskich i Jurków.
Od 1945 roku w gajówce Jeziora zamieszkał wraz z rodziną podleśniczy Teofil Michałowicz, który po 33 latach pracy przeszedł na emeryturę, po czym zamieszkał w Mogilnie. Gajówka od tej pory pozostawała bez gospodarza, wobec czego Nadleśnictwo Gołąbki przekazało budynek Szkole Podstawowej w Rogowie na tzw. zieloną szkołę. Szkoła korzystała z tych pomieszczeń zwykle w soboty i w niedziele, jednak po kilku włamaniach i kradzieżach zrezygnowała z opieki nad gajówką. W związku z tym Nadleśnictwo Gołąbki postanowiło gajówkę zlikwidować. Rozbiórkę budynków przeprowadzono w 2003 roku.
Nadleśnictwo odbudowało dom mieszkalny po rodzinie Jurków, w którym zamieszkała druga żona leśniczego Michała Derwicha, mieszkanka Jezior Marta (z domu Leśna). Po jej śmierci budynek jest dzierżawiony przez Stowarzyszenie Ekologiczne z Barcina.
Gospodarstwa i zabudowania wchodzące w skład właściwej wsi Jeziora wskutek działań Niemców w czasie wojny przestały istnieć na zawsze. Aktualny wiek drzew, które rosną w miejscu zburzonych Jezior wynosi: 70, 65, 63, 60, 54 lata.
Po wsi Jeziora pozostały natomiast jeszcze żywe ślady. W miejscach, gdzie znajdowały się zabudowania, rosną zdziczałe drzewa owocowe i krzewy bzu fioletowego, które w czasie niszczenia wsi nie były wycinane. Dzięki temu można dzisiaj, mimo gęstego lasu, dokładnie określić, w którym miejscu znajdowały się siedziby mieszkańców Jezior. Z kolei na drodze Jeziora - Huta Palędzka rosną 3 stare kasztany, które kiedyś zostały zapewne posadzone przy zagrodach.
W ostatnich latach w Jeziorach nad brzegiem jeziora Wiśniata Nadleśnictwo Gołąbki wytyczyło pole namiotowe z parkingiem, z którego często korzystają uczestnicy pieszych i rowerowych wycieczek.
ROZLICZENIE STRAT
Po II wojnie światowej wywłaszczone z Jezior rodziny w ramach rekompensaty otrzymały gospodarstwa poniemieckie w różnych miejscowościach i gminach. Kwestia przydzielenia tych gruntów została załatwiona bez uwzględnienia wartości utraconego w 1941 roku majątku. Wobec tego poszkodowani właściciele zwrócili się do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy o oszacowanie wartości zalesionych gruntów. Wniosek ten został rozpatrzony pozytywnie na rozprawie wywłaszczeniowej 3 listopada 1952 roku, która odbyła się w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Żninie. Oszacowane grunty posłużyły do odliczenia w ostatecznym rozrachunku od całości należności za poniemieckie gospodarstwa. Różnice rozłożono poszkodowanym na raty.
PAMIĘĆ O JEZIORACH
Czesław Chmielewski, który nie tylko był długoletnim dyrektorem i nauczycielem w gościeszyńskiej szkole, ale jest także miłośnikiem lokalnej historii, stara się obecnie o upamiętnienie miejsca, w którym istniała kiedyś wieś Jeziora. - Rozmawiałem o tym z wójtem. Myślę, że powinna tam stanąć jakaś pamiątkowa tablica, aby pamięć o Jeziorach nie uległa zatarciu. Niewielu jest świadków tamtych wydarzeń, więc trzeba się spieszyć. Uczniowie ze szkoły w Gościeszynie właśnie przygotowują projekt dotyczący historii Gościeszyna i Jezior, więc coś się dzieje - podkreślił Czesław Chmielewski.
O sprawę upamiętnienia wsi Jeziora okolicznościową tablicą zapytaliśmy wójta gminy Rogowo Józefa Sosnowskiego. - Sprawa ta jest na etapie zgłoszenia ustnego wniosku i nie była do tej pory rozważana.Zajmiemy się nią na posiedzeniu Rady Gminy i wtedy będzie można ten wniosek w szczegółach dopracować - zaznaczył wójt.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1086 (49/2012)
NAJWAŻNIEJSZA LITERATURA
D. Matelski, Niemcy w Polsce w XX wieku, Poznań 1999;
E. Rychlicki, Między Trzemesznem a Żninem, Chorzów 2005;
H. Rybicki, Utracona młodość, Słupsk 2006; J. Topolski, Rozwój latyfundium Arcybiskupstwa Gnieźnieńskiego od XVI do XVIII wieku, Poznań 1955.
t Autor tekstu dziękuje Czesławowi Chmielewskiemu za udostępnienie materiałów dotyczących poruszonych w artykule zagadnień.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze