Reklama

Za co prezes stracił fotel

Barcin, ZGK, prezes, absolutorium

    Za co prezes stracił fotel

     Prezesowi zarządu Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowo-Usługowego Zakładu Gospodarki Komunalnej sp. z o.o. w Krotoszynie nie udzielono absolutorium za 2001 rok. Dyrektor nie zgadza się z żadnymi zarzutami i jest na zwolnieniu lekarskim.

     WYDARZENIA

     29 kwietnia był ostatnim dniem pracy Piotra Grochala na stanowisku prezesa zarządu Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowo-Usługowego Zakładu Gospodarki Komunalnej sp. z o.o. w Krotoszynie. Tego dnia odbyło się spotkanie wspólników spółki, na którym prezes nie uzyskał absolutorium za rok 2001. Piotr Grochal pozostał od tego momentu jedynie dyrektorem ZGK.

     Zarząd Miasta i Gminy Barcin, który jest jedynym wspólnikiem spółki zarządzanej przez dotychczasowego prezesa, natychmiast zaczął sprawdzać istnienie formalnych możliwości sprawowania przez tegoż funkcji dyrektora zakładu, kiedy wcześniej nie uzyskał on absolutorium jako prezes jednoosobowego zarządu firmy.

Reklama

     Oto, co następnego dnia powiedziała nam burmistrz Stanisława Ciesielska: - Wczoraj nie spałam do godziny trzeciej w nocy. Po spotkaniu wspólników spółki z panem Grochalem wróciłam do domu i wertowałam do tak późnej pory przepisy dotyczące działalności tego typu podmiotów gospodarczych, do których należy nasz ZGK. Wydaje mi się, że Piotr Grochal nie może pozostawać nadal dyrektorem, gdy nie uzyskał absolutorium jako prezes zarządu spółki. Za chwilę spotykam się z gminnym radcą prawnym Henryką Kowalczewską, aby dyskutować ten problem.

     Jak udało nam się ustalić, siedmioosobowy Zarząd Miasta i Gminy postanowił w tajnym głosowaniu nie udzielić absolutorium prezesowi zarządu ZGK stosunkiem głosów 4:3. W Zarządzie Miasta pracuje trzech członków Rady Miejskiej, którzy swe mandaty wyborcze uzyskali startując w ostatnich wyborach samorządowych z listy SLD (w tych samych strukturach politycznych działa Piotr Grochal). Kto jak głosował, nie wiemy jednak.

Reklama

     PRZYCZYNY

     Pani burmistrz powiedziała: - To, że Piotr Grochal nie uzyskał od nas absolutorium nie było spowodowane wynikami finansowymi spółki, której był on prezesem i dyrektorem. Przyczyną niezatwierdzenia raportu z ubiegłorocznej działalności ZGK było niewywiązywanie się przez zakład z założonych w planach zadań. Po prostu realizacji tych zadań albo nie rozpoczęto w ogóle, albo nie realizowano ich w zadowalający sposób.

     Dyrektor Piotr Grochal powiedział nam krótko, że nie zgadza się z opinią, iż nie wykonywał w pełni zadań.

Reklama

     Burmistrz Stanisława Ciesielska odniosła się również do kwestii, czy na nieudzielenie absolutorium prezesowi ZGK mógł mieć wpływ jego głośny konflikt z pracownikami zakładu. Przypomnijmy, iż przewodniczący Rady Miejskiej Marek Drozdowski podczas ostatniej sesji wyraził opinię, że w zakładzie powstał konflikt dyrektora z pracownikami i w związku z tym Zarząd powinien podjąć radykalne kroki wobec dyrektora Grochala. Burmistrz powiedziała: - Negatywnie został oceniony zakres realizacji zadań w ubiegłym roku, choć zapewne konflikt dyrektora z załogą też wpływa na ocenę działań pana Grochala. Na dzień dzisiejszy pozostaje on nadal dyrektorem zakładu, ale czy tak może być? Na pewno od 8 maja dyrektor będzie skierowany na urlop, którego nie wykorzystywał przez dłuższy czas. Musimy się zastanowić, kto będzie pełnił tymczasowo obowiązki dyrektora do czasu wyboru nowego prezesa zarządu. Będziemy w tym temacie działać zgodnie z kodeksem cywilnym spółek.

     KULISY

Reklama

     W czasie ostatniej sesji Rady Miejskiej radna Jadwiga Mateńko mówiła: - Mam wrażenie że nad ZGK (i nad jego dyrektorem - dodała później radna w rozmowie z nami) zarząd roztoczył ochronny parasol. Przypomnijmy, że podczas przedostatniej sesji radna Mateńko poprosiła Piotra Grochala o wyjaśnienia w kwestii realizacji przez ZGK pewnych punktów uchwały śmieciowej, dotyczących zwłaszcza utrzymywania czystości w sołectwach, zabudowaniach jednorodzinnych oraz kamienicach w starym budownictwie - czyli tam, gdzie śmieci nie są zbierane w dużych kontenerach KP7, lecz w mniejszych pojemnikach i workach. - Otrzymałam wyjaśnienia od dyrektora, ale nie były one przekonywujące. Dyrektor nie potrafił też dać konkretnej odpowiedzi, jak zamierza naprawić niedociągnięcia w tym temacie. W ogóle dziwię się, że dyrektorowi wszystko przez dłuższy czas uchodziło płazem. Dlatego przyjęłam hipotezę o parasolu ochronnym - powiedziała nam Jadwiga Mateńko.

     Dowiedzieliśmy się od jednego z pracowników ZGK, że wcześniej często w załodze rozmawiali oni między sobą, dziwiąc się dlaczego ich petycje: ustne i pisemne zgłaszane Zarządowi Miasta, a dotyczące złego traktowania pracowników przez szefa, nie odnosiły skutku. - Gdyby dyrektorem był kto inny, to nasze petycje pewnie przyniosłyby jakiś skutek. W efekcie zaczęliśmy dochodzić do wniosku, że być może oparcie polityczne, które dyrektor miał w Zarządzie Miasta wśród kolegów partyjnych pozwalało mu nie ponosić konsekwencji swego postępowania - powiedział tenże pracownik.

Reklama

     O istnienie powiązań politycznych dyrektora z Zarządem zapytaliśmy Michała Pęziaka. Powiedział on: - Przede wszystkim fakt, iż w Zarządzie pracuje nas trzech radnych, którzy startowaliśmy z listy SLD, wcale nie oznacza, że wszyscy należymy do tego ugrupowania. Zależności politycznych nie ma, choćby z tego powodu, że nie istnieje w Zarządzie żadna większość partyjna. Co zaś do parasola ochronnego, to był on przez Zarząd rozpościerany, lecz nie tyle nad głową dyrektora Grochala, ale nad całym zakładem i jego pracownikami.

     Z tym nie zgadzają się jednak pracownicy ZGK, pokazując nam zestawienie zatrudnionych w firmie. 1 maja 2000 roku, kiedy startowała spółka, pracowało w zakładzie 41 osób na stałych etatach. Dzisiaj jest ich zatrudnionych 30.

Reklama

     Chcieliśmy również zapytać dyrektora ZGK o istnienie ewentualnych zależności politycznych między zainteresowanym a Zarządem Miasta. Nie zdążyliśmy jednak zadać tego pytania w rozmowie telefonicznej, bo dyrektor odłożył w pewnej chwili słuchawkę.

     JEDNOKOMÓRKOWCE

     Konflikt dyrektora, a od powołania spółki także prezesa jednoosobowego zarządu, z pracownikami ciągnął się od kilku lat. We wcześniejszym okresie, właśnie przed kilkoma laty - jak powiedział nam jeden z obecnych pracowników ZGK - w zwyczajach Piotra Grochala było wypowiadać się o swoich pracownikach - zarówno wprost, jak i za plecami za pomocą między innymi takich słów: - Bezmyślne patafiany, jednokomórkowce, które nie potrafią planować i zorganizować sobie same roboty. Wedle relacji wspomnianego pracownika, obecnie dyrektor obraża swych pracowników mniej drastycznymi słowami i nie wprost, a w rozmowie z innymi. Zdaniem tegoż pracownika, prawdopodobnie stało się tak wskutek interwencji przedsięwziętej przez jednego z jego byłych kolegów przed kilkoma laty.

Reklama

     Ów były pracownik ZGK powiedział nam: - Byłem wtedy już na wypowiedzeniu, zatem nie miałem nic do stracenia. Poszedłem do dyrektora i zwróciłem mu uwagę, iż nie można obrażać ludzi używając tak uwłaczających słów, jak "patafian" albo "jednokomórkowiec". Jak słyszałem, podobno teraz dyrektor ogranicza się trochę. Trudno mi jednak w to uwierzyć. Kilkadziesiąt lat pracowałem pod różnymi ludźmi, ale takiego człowieka nie spotkałem.

     Kiedy we wspomnianej rozmowie telefonicznej poprosiliśmy Piotra Grochala, żeby odniósł się do zarzutów o ubliżanie pracownikom, ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył. - Bez komentarza - powiedział krótko dyrektor.

Reklama

     Pomimo faktu, iż dyrektor nie zwracał się już do swoich ludzi w drastycznie uwłaczający sposób, jak bywało niegdyś, ci nadal byli nie zadowoleni ze współpracy z szefem. I wreszcie, kiedy zawodziły ustne prośby o zajęcie się ich sprawą kierowane do Zarządu, wysłali oni do tegoż oficjalne pismo. Prosili w nim Zarząd Miasta i Gminy o pilną pomoc. Stwierdzili w nim, że dalsza współpraca z dyrektorem Pawłem Grochalem stała się niemożliwa ze względu na nieludzkie traktowanie wszystkich pracowników.

     Łącznie zarzutów było dziesięć. Pracownicy potwierdzili je 29 podpisami. Zabrakło wśród nich tylko jednego podpisu członka trzydziestoosobowej załogi.

Reklama

     W swoich kolejnych pismach, w początkach bieżącego roku pracownicy ZGK zwracali się do Zarządu z kolejnymi prośbami dotyczącymi ich problemu. Zwracali oni uwagę na nie odpowiadającą jego potencjałowi kondycję zakładu. Stwierdzali, że za kryzys w firmie odpowiada jej dyrektor.

     Jednak bilans ekonomiczny ZGK już jako spółki poprawiał się systematycznie, dlatego Michał Pęziak nie zgodził się z tezą o kryzysie: - Przed przekształceniem zakładu budżetowego w spółkę wypracowującą samodzielnie swoje dochody, rocznie gmina dotowała ZGK sumą 800 tysięcy złotych. Od momentu powołania spółki gmina już nie dotuje zakładu w ogóle. W pierwszym bilansie po przekształceniu - za rok 2000 - wyliczono, że zakład osiągnął stratę 100 tysięcy złotych. Zatem o 700 tysięcy mniej niż wynosiły dotacje udzielane zakładowi przed przekształceniem. Natomiast w ostatnim zbilansowanym już roku 2001 straty wyniosły już tylko 17 tysięcy złotych. Widzimy zatem, że podstawowe zadanie stawiane przed firmą było realizowane. Spółka została powołana, żeby ograniczyć do minimum wydatki gminy w tym zakresie, i to się dyrektorowi udawało.

Reklama

     Jednak pracownicy zakładu twierdzą, że jedynym środkiem, za pomocą którego dyrektor uzdrawia sytuację finansową spółki są już zrealizowane i zapowiadane kolejne zwolnienia.

     W tym temacie wypowiedział się dla nas Marian Muszyński, były przewodniczący rady nadzorczej spółki: - Zrezygnowałem z uczestnictwa w radzie, bo wszystko to stawało się dziecinadą. Załoga po prostu nie rozumie zasad istnienia spółki. Jeśli nie ma dochodów, to spółka upada i wszyscy tracą pracę. Sytuacja jest taka, że większość przetargów wygrywają inni, bo oferują lepsze warunki. Natomiast dochody w danym roku w ogóle nie płyną ze zwolnień, bo zwalnianym trzeba wypłacać odprawy.

     Michał Pęziak powiedział również: - W zakładzie jest zła struktura zatrudnienia. Zakład przegrywa przetargi, bo inne, prywatne firmy mają mniejsze koszty pracy.

     Kiedy zapytaliśmy o fakt, że już od lat niektóre roboty, na które zakład dostawał zlecenie, dyrektor zlecał innym firmom, burmistrz powiedział: - ZGK nie ma środków, a często też odpowiednich ludzi. Od momentu powołania spółki dyrektor Grochal sam zabiega o kondycję firmy. Żeby można ograniczyć straty, trzeba było zwiększyć wydajność pracy. Trzeba było niemalże za tą pracą gonić. Dodatkowo nie towarzyszyły temu podwyżki wynagrodzeń, czy premie. Dlatego atmosfera w zakładzie się pogarszała właśnie od czasu powołania spółki.

     Kiedy poinformowaliśmy Michała Pęziaka, że jeszcze przed powołaniem spółki załoga źle oceniała atmosferę panującą w zakładzie, miały bowiem w ZGK miejsce bezpośrednie i czynione za plecami akty szykanowania pracowników przez dyrektora, wiceburmistrz odpowiedział: - Tego nie wiedziałem. Niewątpliwie jednak źle, że dyrektor nie potrafił stworzyć prawdziwego zespołu ze swoich pracowniczych kadr.

     Piotr Grochal na urlop 8 maja nie poszedł, bo dwa dni wcześniej przedstawił zaświadczenie lekarskie i jest na zwolnieniu chorobowym. Czy może być nadal dyrektorem, będzie wiadomo już wkrótce.

Karol Gapiński

Pałuki nr 533 (19/2002)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości