Reklama

Za Vasco da Gamą wśród Zulusów

Portugalski żeglarz i odkrywca ponad 500 lat temu podczas swojej wiekopomnej wyprawy do Indii, zaplanowanej drogą morską wokół Afryki, podbił część ziem południowego wybrzeża tego kontynentu. Z uwagi na fakt, iż dotarł tam 25 grudnia, nazwał tę ziemię Natal, co z łaciny znaczy w dniu urodzin Pana. Choć Europejczycy osiedlili się tam na stałe dopiero w pierwszej połowie XIX wieku, określenie to przetrwało do dziś i zachowało się w nazwie obecnej prowincji Republiki Południowej Afryki. W lutym 2019 roku z duszpasterską misją zawitał tam ks. proboszcz piechcińskiej parafii Stefan Balcerzak wraz ze swoim przyjacielem biskupem łowickim Andrzejem Dziubą. Przypominamy materiał z tego wyjazdu.

Była to już jedenasta wyprawa księży-przyjaciół do odległych miejsc na różnych kontynentach, gdzie Dobrą Nowinę głoszą polscy misjonarze, a funkcje opiekuńczo-oświatowe wypełniają siostry zakonne. Duchowni z Polski, czyli proboszcz parafii pw. Batki Boskiej Częstochowskiej i św Barbary w Piechcinie - ks. prałat Stefan Balcerzak i bp łowicki Andrzej Dziuba udali się na południowy skrawek Afryki na zaproszenie misjonarza z niemal 30-letnim stażem, pochodzącego z łowickiej parafii, a mianowicie ks. Andrzeja Pierzyńskiego. Tym razem w podróży z powodów osobistych nie mógł uczestniczyć proboszcz parafii pw. Bożego Ciała w Bydgoszczy ks. kanonik Ryszard Pruczkowski, który do tej pory regularnie uzupełniał trzyosobowy skład odwiedzających misje duchownych. Do tej pory byli m.in. na Dominikanie i Haiti (2010 r.), w Argentynie (2011 r.), Wenezueli (2012 r.), Papui Nowej Gwinei (2013 r.), na Madagaskarze, Mauritiusie (2014 r.), Kubie (2015 r.), w Boliwii (2017 r.).

Wizyta trwała od 11 do 28 lutego br., a zapoczątkował ją lot z Warszawy do stolicy Republiki Południowej Afryki - Johannesburga. Tam nastąpiła przesiadka na samolot do Durbanu, największego miasta prowincji KwaZulu-Natal, w której znajduje się misyjna placówka ks. Andrzeja Pierzyńskiego, który odbierał gości z lotniska po 18-godzinnej podróży. To terytorium zamieszkane przede wszystkim przez czarnoskórą ludność wywodzącą się z grupy ludów Bantu (ponad 80% posługuje się językiem zulu), stanowiące tradycyjną ojczyznę Zulusów. Prowincja powstała w 1994 roku w wyniku włączenia bantustanu KwaZulu do prowincji Natal (Boże Narodzenie), którą to z kolei nazwę nadał podbitej ziemi słynny portugalski podróżnik i odkrywca Vasco da Gama 25 grudnia 1497 roku, kiedy opłynął Przylądek Dobrej Nadziei, po czym jako pierwszy w dziejach dotarł do Indii drogą morską wokół Afryki.

Reklama

Centrum parafii ks. Andrzeja Pierzyńskiego jest miasto Margate z około 25.000 mieszkańców. Misja nosi nazwę Jerycho, a liczba katolików stanowi tam niecałe 10%, w całej diecezji około 15%. - Z Durbanu jechaliśmy do niego około dwóch godzin. Misjonarz mieszka w skromnej plebanii w buszu. Rzeczą normalną jest obecność dzikich zwierząt, dlatego nie jest zbyt bezpiecznie. Małpy pukają do okien, a gdy są one otwarte z ochotą wchodzą do mieszkania. Z drugiej strony jest zaledwie kilkaset metrów od Oceanu Indyjskiego, gdzie rozciągają się piękne widoki. Margate to miejscowość zamieszkiwana w większości przez białych, mówiących w języku angielskim, ale w całej prowincji dominuje miejscowy język zulu i mieszkańcy czarnoskórzy. W zupełnym buszu jest katedra diecezji znajdująca się w odległości około 300 kilometrów od Margate, która w ostatnich latach została odbudowana, po tym jak uległa zniszczeniu między innymi wskutek pożaru. Wcześniej opiekowali się nią niemieccy misjonarze trapiści, którzy zakładali tam pierwsze misje, wybudowali klasztor, budynki gospodarcze, szpital, które także uległy zniszczeniu. Brak powołań sprawił, że musieli opuścić misję. Do przywrócenia pełnego blasku katedrze jednak jeszcze daleko - opowiada proboszcz piechcińskiej parafii.

 

Reklama
Ksiądz prałat Stefan Balcerzak z piechcińskiej parafii z zakonnicą ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny przy dzwonnicy jednego z kościołów w diecezji Umzimkulu w RPA. Proboszcz bije dzwonem niejako na alarm, mówiąc, żeby Europa się opamiętała i wróciła do chrześcijańskich korzeni i wartości. fot. archiwum parafii w Piechcinie


Margate to jedno z większych miast w diecezji Umzimkulu. Liczy ona ponad 2 mln mieszkańców, z czego około 150.000 to katolicy. Duszpasterską pieczę od 2009 roku sprawuje nad nią bp Stanisław Dziuba, ojciec paulin z częstochowskiej Jasnej Góry, którego mianował na tę funkcję papież Benedykt XVI. Pracę misyjną w RPA rozpoczął już w 1991 roku. Nie było to przypadkiem, gdyż kiedy trapiści zakładali pierwsze misje nadawali im nazwy pochodzące od nazw europejskich sanktuariów. Jedną z nich była Częstochowa, ale z racji trudności wymówienia tej nazwy przez tubulców, przekształcono ją na Centocow. Gdy ówczesny afrykański ordynariusz diecezji Umzimkulu - bp Gerard Ndlovu (zmarł w 2013 r.) przebywał w Polsce w 1990 roku, zwrócił się m.in. do generała ojców paulinów na Jasnej Górze o wsparcie osobowe dla misji katolickiej w RPA, przywołując także argument związany z tą nazwą. Spotkał się z pozytywnym odzewem i tak paulini trafili do afrykańskiej Częstochowy. Istnieje hipoteza, iż polska nazwa wzięła się z faktu, iż w zakonie trapistów znajdowali się Polacy, a fundusze na rozbudowę ich misji w Afryce przekazać miała św. Urszula Ledóchowska.

- W Margate spotkaliśmy Polaków, którzy w latach osiemdziesiątych ze względu na przynależność do „Solidarności“ zmuszeni zostali do opuszczenia Polski. W większości to dobrze wykształceni ludzie, związani z kościołem, którzy nawet nieźle potrafili się tam urządzić - mówi ks. Stefan Balcerzak.

Reklama

W dziele ewangelizacji trapistów po ich wyjeździe zastąpiła wspólnota (koinonia) Jana Chrzciciela, założona w 1979 r. we Włoszech przez argentyńskiego ks. Ricardo Arganaraza. Na jej czele w diecezji Umzimkulu stoi pochodzący z Inowrocławia ks. Michał Wojciechowski. - Jest on proboszczem w katedrze pod wezwaniem Matki Bożej z Lourdes. Nazwę taką nosi też tamtejsza miejscowość. Wspólnota Jana Chrzciciela skupia kobiety i mężczyzn, ludzi z poszczególnych wsi. Zamieszkuje tam dziesięciu członków tej wspólnoty z Polski. Nad nimi zwierzchnictwo sprawuje biskup diecezji. Dużo kościołów i kaplic pozostaje bez kapłana ze względu na niewystarczającą ilość powołań, ale jest ich coraz więcej, zwłaszcza zakonnych, gdzie trafiają głównie osoby z najbiedniejszych środowisk miejscowej ludności.
W seminarium tej diecezji aktualnie do kapłaństwa przygotowuje się 15 czarnoskórych kleryków. Miejscowi katolicy cieszą się każdym wyświęconym nowym kapłanem. Z wielkim szacunkiem odnoszą się do każdego kapłana, niezależnie od kraju z którego pochodzi. Dla nich, zwłaszcza misjonarz, to człowiek posłany przez Boga. W tej diecezji bardzo wiele dobrej pracy wykonują także polskie siostry Służebniczki w zakresie szkolnictwa, opieki nad chorymi, biednymi. Siostra Lidia, która jest na misji od 30 lat, nadzorowała budowę kompleksu budynków szkolnych. Wysoki poziom szkół prowadzonych przez siostry sprawia, że posyłane są do nich dzieci różnych wyznań i nikomu nie przeszkadza, że jest to szkoła katolicka. Dla sióstr i misjonarzy najważniejszy jest człowiek, do którego chcą dotrzeć z wiarą. Kształcenie odbywa się na wszystkich poziomach od przedszkola poczynając, uczęszcza około 500 dzieci - mówi proboszcz z Piechcina, dodając, że to kraj ludzi odwołujących się do różnych kultur, religii i tradycji, ale jednak żyjących w zgodzie, która panuje także między duchownymi różnych wyznań. - Wśród miejscowej ludności istnieje wielka potrzeba obecności Boga, zbiera się czasem 10 osób i już zakładają wspólnotę religijną. Nadal dużą rolę odgrywają szamani i czarownicy, którzy nawiązują do tradycyjnego kultu mieszkańców Afryki - dodaje proboszcz.

W miejscach, do których w niedzielę misjonarz nie jest w stanie dotrzeć, modlitwy w kaplicy prowadzi człowiek świecki, tzw. minister-szafarz. Składa się na to czytanie Pisma Św. na daną niedzielę i kazanie. Bardziej oddalone wspólnoty mogą liczyć na obecność kapłana zaledwie raz w miesiącu.

Reklama

- W takich wypadkach nie ma niestety aktu ofiarowania-przeistoczenia, ale na szczęście w tabernakulum tych kaplic przechowywany jest Pan Jezus i dzięki temu udzielana jest komunia święta. Wierni chętnie korzystają z sakramentu pokuty i pojednania - podkreśla ks. Stefan Balcerzak.

Główny kościół ks. Andrzeja Pierzyńskiego w Margate w niedzielę jest pełen wiernych, którzy przybywają do niego pieszo, często z oddalonych o wiele kilometrów wiosek. W dni powszednie pojawia się około 50 osób. - Do parafii należy się zapisać, składać ofiarę i podatek na utrzymanie kościoła i misjonarza. Wierni traktują kościół jak swój, dbają o niego, są bardzo oddani parafii, pobożni, szanują i - jak mówią - wprost kochają ojca Andrzeja - mówi proboszcz piechcińskiej parafii.

Reklama

 

Miejscowa ludność dokonuje pochówku bliskich tuż przy domostwach fot. archiwum parafii w Piechcinie


Ważnym dziełem misjonarza Andrzeja Pierzyńskiego była budowa nowego kościoła, co nastąpiło przy wsparciu papieża Jana Pawła II, z którym w 1995 r. spotkał się przy okazji jego afrykańskiej pielgrzymki do RPA, Kenii i Kamerunu. Dzięki m.in. funduszom przekazanym wówczas z Watykanu kościół został oficjalnie otwarty już 25 grudnia 1997 r. w miasteczku Port Edward, a 28 marca 1999 r. jego konsekracji dokonał abp Durbanu kardynał Wilfrid Fox Napier. Na tablicy upamiętniającej te wydarzenia widnieje dedykacja nawiązująca do 20-lecia pontyfikatu papieża Polaka, co przypadało na 1998 r.
Duchowni z Polski w czasie pobytu wspierali misjonarza w pracy duszpasterskiej, odprawiając nabożeństwa w różnych miejscach podróży. Przekazali też szaty liturgiczne.

Reklama

Uczestniczyli między innymi w przypadającym akurat na ich wizytę wspomnieniu Matki Bożej z Lourdes, obchodzonym wprawdzie w kalendarzu liturgicznym 11 lutego (tego dnia miało miejsce pierwsze objawienie Matki Bożej w 1858 roku), ale w miejscu misji uroczystość ta przeniesiona została akurat na 17 lutego. Jest to zarazem Światowy Dzień Chorego i był obchodzony jako święto diecezjalne we wspomnianej katedrze, będącej pod opieką ks. Michała Wojciechowskiego. - Prowadzi tam karkołomna droga przez busz - wspomina ks. Stefan Balcerzak. - Na uroczystość pieszo z różnych stron buszu przywędrowało około dwa tysiące ludzi. Wszystko rozpoczęło się o piątej po południu w sobotę, a skończyło o ósmej rano w niedzielę. Było całonocne czuwanie, modlitwa, spowiedź święta, sakrament chorych, procesja ze świecami. O północy rozpoczęła się msza święta, która trwała 3,5 godziny z tańcami, śpiewami, chórem, dwukrotną ofiarą na odbudowę katedry oraz na seminarium i diecezję. Następnie o piątej rano była druga msza św., która trwała kolejne 2,5 godziny. Wszyscy uczestniczyli po raz drugi i wytrwali do samego rana. O ósmej biskupi udzielili błogosławieństwa i wierni rozeszli się dopiero wtedy do domów. Ciekawe, że nadal zauważalne są ślady po czasach apartheidu i nawet w kościele funkcjonuje jeszcze podział na czarnych i białych, co się wyraża, iż jedni siadają w kościele po prawej stronie, a drudzy po lewej - podkreśla ks. Stefan Balcerzak, który tydzień później, w niedzielę 24 lutego uczestniczył w obchodzonym przez ks. Andrzeja Pierzyńskiego jubileuszu 35-lecia kapłaństwa. Odbyła się w tej intencji msza św. koncelebrowana z udziałem m.in. dwóch biskupów - Stanisława Dziuby i Andrzeja Dziuby, księdza proboszcza z Piechcina i ośmiu miejscowych kapłanów.

Poza pracą duszpasterską goście z Polski znaleźli trochę czasu na zwiedzanie. Wyprawili się między innymi na safari, gdzie nawiązali nawet bliski kontakt z dziką zwierzyną. Mieli też okazję zanurzyć się w Oceanie Indyjskim.

Reklama

- Spotkanie z miejscowymi wiernymi i zetknięcie się z pracą misjonarza było dla nas kolejnym bardzo ważnym doświadczeniem i także lekcją pokory, patrząc na warunki życia i gorliwość w wierze afrykańskiej ludności. Nasuwa się w tej sytuacji wniosek, że jeśli Europa się nie opamięta i nie wróci do swoich chrześcijańskich korzeni i wartości, to niedługo może być tak, że sytuacja się odwróci i nasz kontynent będzie musiała ewangelizować Afryka - podsumował proboszcz piechcińskiej parafii swoją kolejną podróż.

Następną podróż ks. Stefan Balcerzak planuje odbyć do Rwandy, zmagającej się ze spuścizną po krwawych wydarzeniach będących pokłosiem nienawiści etnicznej i ludobójstwa dokonanego w 1994 roku na ludności Tutsi przez ekstremistyczne grupy Hutu.

Reklama

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1418 (16/2019)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości