Reklama

Zabił z miłości do zwierząt

Myśliwy, kot, rezerwat, Biskupin, broń, prokuratura, policja
     Zabił z miłości do zwierząt
    Tego dnia pracownik Muzeum Archeologicznego, który jest myśliwym, wjechał rano na teren rezerwatu z bronią i strzałem w głowę zabił kota, który zdążył się już w rezerwacie zadomowić. Sprawę wyjaśnia policja.

     Kot jakiś czas temu przybłąkał się na teren rezerwatu i wzbudził sympatię wielu pracowników, którzy zaopiekowali się zwierzęciem. Nikt nie wziął jednak pod uwagę, iż kot to zwierzę drapieżne. Przebywając w rezerwacie, na terenie którego biegają króliki i żyją różne ptaki, kot zaczął polować na drobną zwierzynę.
     KARA REGULAMINOWA, ZGŁOSZENIE DO PROKURATURY
     Z takiego scenariusza nie był zadowolony pracownik, który na co dzień opiekuje się zwierzętami w rezerwacie. Jak się dowiedzieliśmy, ma on odpowiednie podejście do zwierząt. - Konie zachowują się przy nim jak psy - usłyszeliśmy od innego pracownika muzeum.
     30 września pracownik opiekujący się zwierzętami w rezerwacie wrócił z polowania i przyjechał wraz z całym sprzętem myśliwskim do pracy. Wjechał na teren rezerwatu samochodem i tego dnia zabił w rezerwacie kota. Nikt nie wie, dlaczego postanowił pozbyć się zwierzęcia w najokrutniejszy z możliwych sposobów.
     - To, że kot polował na króliki i hodowane przez nas ptactwo, to jest pewne. Potępiam jednak sposób rozwiązania tego problemu. Można było przecież tego kota komuś oddać, a nie strzelać do zwierzaka w rezerwacie. To jest sprawa dla mnie oczywista i bardzo żałuję, że to się stało - mówi dyrektor Muzeum Archeologicznego w Biskupinie Wiesław Zajączkowski. Dyrektor wyjaśnia, że kot zastrzelony został około 7:30, gdy w rezerwacie nie było turystów; świadkami tego zajścia były dwie osoby. - Nie zlecałem zabicia tego kota. Ja nawet tego kota nie widziałem. Dowiedziałem się o zastrzeleniu tego kota, jak zaistniała cała sytuacja - zaznacza Wiesław Zajączkowski. I dodaje: - Ja jestem zdecydowanie za tym, żeby sprawami wykroczenia czy przestępstwa zajmowały się powołane do tego organy. Wiem, w jaki sposób postępować. Ukarałem karą regulaminową człowieka i zawiadomiłem prokuraturę. Karę regulaminową dostał za to, że oddał strzał z broni myśliwskiej, co jest złamaniem regulaminu obowiązującego na terenie rezerwatu.
     Wiesław Zajączkowski nie wie, jak to się stało, że pracownik wjechał na teren rezerwatu z bronią. Nie wgłębiał się w tę sprawę, ponieważ jego zdaniem powinna to zbadać policja. Według dyrektora wcześniej na teren rezerwatu z bronią nie wjeżdżał. Miał natomiast zwyczaj wjeżdżać autem na teren rezerwatu, ponieważ przywoził nim karmę dla zwierząt. - Być może portier powinien za każdym razem zatrzymać go i sprawdzić, po co wjeżdża samochodem na teren rezerwatu - przyznaje dyrektor. I dodaje, że część terenu rezerwatu jest nadal włączona w rejon łowiecki, ale - zdaniem dyrektora - nie oznacza to, że pracownik może wjechać na teren rezerwatu z bronią.
     WYJAŚNIAJĄ, PRZESŁUCHUJĄ
     Postępowanie w sprawie zastrzelenia kota na terenie rezerwatu w Biskupinie prowadzi żnińska policja. Grażyna Pawlaczyk, kierownik żnińskiej prokuratury, powiedziała nam, iż zawiadomienie, które wpłynęło do prokuratury, jest bardzo lakoniczne. W tej sprawie zostało wszczęte dochodzenie, podczas którego zostaną wyjaśnione wszystkie okoliczności zajścia, w tym również to, czy doszło do narażenia na niebezpieczeństwo turystów i pracowników muzeum podczas zastrzelenia kota na terenie rezerwatu.
     Wczoraj odbyły się już pierwsze przesłuchania.
     STRACIŁ PANOWANIE, POSTĄPIŁ ŹLE
     Pracownik Muzeum Archeologicznego, który zastrzelił kota, jest członkiem Koła Łowieckiego Szarak z siedzibą w Biskupinie. Szef tego koła Leszek Siejkowski powiedział nam, iż zarząd koła nałożył karę na pracownika biskupińskiego muzeum. Nie może on brać udziału w polowaniach. W opinii Leszka Siejkowskiego zdarzenie w rezerwacie w Biskupinie nie było potrzebne i - jego zdaniem - w żadnym stopniu nie ma dla niego usprawiedliwienia. - Przykro nam z tego powodu, że nasz wizerunek, nad którym pracujemy, został nadszarpnięty - mówi Leszek Siejkowski. I dodaje, że członek koła, który zastrzelił kota, to osoba, która jest miłośnikiem zwierząt. Podejrzewa, iż kota zabił właśnie z powodu miłości do zwierząt. Prowadzi bowiem na terenie biskupińskiego rezerwatu hodowlę ptaków i królików. Jak mówi Leszek Siejkowski, nie tylko kuny i lisy mogły polować na ptactwo i króliki. Z drobnym ptactwem i młodym królikiem równie dobrze poradzi sobie i kot.
     Kolegom z koła łowieckiego pracownik muzeum przedstawił informację, iż wcześniej potrącił kota, kiedy jechał samochodem, i strzałem z broni myśliwskiej postanowił ukrócić jego męki. - Prawdopodobnie stracił panowanie i postąpił źle. Jest nam niewyobrażalnie przykro. Nie było to potrzebne ani jemu, ani nam. On nie robił krzywdy zwierzętom. On o nie dbał - mówi Leszek Siejkowski.
     Pracownik muzeum, który zastrzelił kota, w rozmowie z Pałukami powiedział, iż sprawa jest wyjaśniana na policji i na tym etapie nie chciałby udzielać prasie informacji na ten temat.

 

Reklama
O sprawie zrobiło się głośno 9 października, kiedy na profilu społecznościowym Ludzie Przeciw Myśliwym ukazała się informacja, iż w Rezerwacie Archeologicznym w Biskupinie myśliwy zabił kota strzałem w głowę. Cała sytuacja opisana jest tam bardzo szczegółowo.
Zdarzenie ma też drugie dno. Na profilu Ludzie Przeciw Myśliwym autorzy informacji apelują, by pomóc im działać w tej sprawie. Przekonują, że liczy się każdy głos, każde udostępnienie i każda złotówka. Chcą bowiem pojechać na miejsce i udokumentować sprawę, wynająć dobrych prawników, by pociągnąć do odpowiedzialności nie tylko bezpośredniego sprawcę zabójstwa kota.
„Wesprzyj nas finansowo. Pieniądze zostaną zaksięgowane na koncie naszego stowarzyszenia i przeznaczone na działania prawne przeciwko tym, którzy krzywdzą zwierzęta oraz na akcje w terenie. Liczy się każda złotówka” - czytamy na profilu. Wpłat można dokonywać na dwa sposoby: kartą lub w systemie PayPal pod wskazanym adresem lub na podany numer konta. Klikając na zamieszczony adres otwiera nam się strona Stowarzyszenia Trzyrzecze z Białegostoku. Z informacji, do jakich dotarliśmy, wynika, iż od wielu miesięcy należne długi od białostockiego stowarzyszenia próbują odzyskać m.in. Fundacja Batorego, Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych, prywatni przedsiębiorcy i inne instytucje. Prokuratura w Białymstoku zarzuca prezesowi stowarzyszenia oszustwa na łączną kwotę 700.000 zł. (am)

 

 

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1235 (41/2015)

Inne teksty na ten temat:

Zastrzelił kota, tłumaczy się w sądzie

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości