Reklama

Zaglądając do prasowej kuchni

fot. archiwum Pałuk

    Zaglądając do prasowej kuchni
    8-9 września na zamku Czocha koło Lubania Śląskiego, a 23-25 września w Warszawie "Pałuki" uczestniczyły w spotkaniach gazet lokalnych. 

    Na zamku Czocha spotkały się redakcje (prawie wszystkie w komplecie) sześciu gazet - laureatów nagrody I stopnia w tegorocznym konkursie dla gazet lokalnych, zorganizowanym przez fundację IDEE.  
    Główny temat spotkania brzmiał: Prasa lokalna a samorząd. Celem spotkania była również wymiana informacji i pomysłów. Porównano koszta druku (wszyscy znali dane na pamięć), omawiano umowy dystrybucyjne z "Ruchem" i pocztą, dyskutowano nad możliwościami kolportażu, sposobami wynagradzania reporterów i o wielu innych sprawach organizacyjnych. Ponieważ wymiana informacji i płynąca z tego nauka okazały się bardzo wszystkim potrzebne - stwierdzono konieczność spotykania się co kwartał. Następne spotkanie w Łowiczu.  
    Międzynarodowa Konferencja w Warszawie "Prasa lokalna w procesie demokratyzacji", zorganizowana przez Fundację Obywatelską, podsumowywała kilkuetapowy program dyskusyjny i warsztatowy. Zgromadziła przedstawicieli kilkudziesięciu redakcji prasy lokalnej z całej Europy: byli goście z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Austrii, Litwy, Rosji, Luksemburga, Estonii i Rumunii.  
    Nie przyznano tego co prawda wprost, ale w kuluarach wielu gości zagranicznych twierdziło, że prasa lokalna w Polsce ma się bardzo dobrze - o wiele lepiej, niż prasa lokalna na Zachodzie - zagrożona zniszczeniem przez wielkie koncerny prasowe, uzależniona od potężnych agencji zajmujących się akwizycją reklam. Obecnie istniejące polskie pisma lokalne są bardziej niezależne aniżeli prasa zachodnia (większa liczba wydawców, wielość spojrzeń na tematykę związaną z lokalną społecznością, wolność wypowiedzi).
    Za jedną z barier rozwoju polskiej prasy małych społeczności uznano słabość warsztatu dziennikarskiego, reklamy oraz marketingu.  
    Dziennikarze polskiej prasy lokalnej mają silne poczucie odpowiedzialności za słowo (autocenzura). Polskie gazety starają się kształtować społeczeństwo demokratyczne, ale i unikać zasady wyznawanej przez wiele gazet brytyjskich: "Publikować bez względu na skutki" oraz amerykańskiej: "Dobra wiadomość to zła wiadomość".  
    Sporo mówiło się o roli i niezależności prasy. Przyczyna powstania polskiej prasy lokalnej, a zarazem podstawowa jej funkcja została przedstawiona przez jednego z gości tak: "Po prostu po 1989 roku każdy mógł mieć swoją bibułę. I tak, jak prawdziwa bibuła przed rokiem 1989  przedstawiała i oceniała poczynania rządu, ich własna bibuła zaczęła patrzeć na ręce samorządowi".  
    Jako drugą (równorzędną) funkcję wymieniano stworzenie forum komunikacyjnego dla społeczności lokalnej: umożliwianie przepływu informacji z dołu do góry (listy do redakcji, mogące być sygnałem dla samorządu); w poprzek (pomiędzy członkami społeczności) i z góry na dół (komunikaty urzędowe, obwieszczenia). Zwracano też uwagę, że w Polsce widoczna jest obawa przed upublicznianiem swych poglądów. Częstokroć czytelnicy odmawiają ujawniania się (nawet w błahych sprawach) i mówią: "wy to za nas napiszcie".  
    Zgadzano się, że prasa samorządowa w Polsce nie spełnia pierwszej z wymienionych funkcji - kontroli władzy. Zbyt wielkie jest zagrożenie pracowników tych gazet zwolnieniem, w przypadku, gdyby to, co piszą, narazić mogło samorząd terytorialny na kłopoty. Pseudoniezależność tych gazet bierze się z podstawowego dylematu: czyje interesy respektować: czy burmistrza, czy czytelników? - mówił Manfred Mauer z Austrii. Gazeta taka spełnić może dobrze funkcję informacyjną i regulacyjną, nie może jednak spełnić funkcji kontrolnej wobec władzy.
    Krótka różnica zdań wywiązała się na temat, czy gazeta jest stroną w sporze. Modele są dwa: brytyjski (przezroczystość prasy, publikowanie opinii, ale niezajmowanie własnego stanowiska) i amerykański (strona redakcyjna, gdzie od siebie wypowiadają się dziennikarze, komentując czytelnikom wydarzenia).  
    Można tu przytoczyć zabawne zdarzenie, jakie przydarzyło się nam, gdy po jednej z sesji Rady Miejskiej (pomińmy miasto), zadzwonił do nas radny z zażaleniem: "Opisaliście wszystko dokładnie jak było, ale nie napisaliście, o co chodzi". Bo i prawda - też tak może być.  
    Mówiono też o trzech rodzajach niezależności. Nie jest sztuką narazić się samorządowi - wywodził jeden z dyskutantów. Trudniej być niezależnym od własnych poglądów - trudniej publikować to, z czym się człowiek sam nie zgadza. Ale jeszcze trudniej narazić się czytelnikom. Najtrudniej publikować prawdy, od których odwracają się czytelnicy, spośród tych prawd najtrudniejsze są sprawy religijne i narodowościowe.  
    Więc niezależność od władzy nie wyczerpuje jeszcze wszystkiego. Dobra gazeta powinna umieć być niezależną od siebie (poglądów swojej redakcji) oraz od czytelników (nie schlebiać gustom i umieć publikować rzeczy niepopularne).  
    Zwracano uwagę na to, że w całej Europie o wiele lepiej o problemach lokalnych piszą małe gazety, niż gazety regionalne. Michael Gunton z Anglii rzekł wręcz: "Reporter jest filarem społeczności lokalnej, bo rozumie tę rzeczywistość i potrafi przedstawić zależności między jej składnikami".  
    Precyzyjna wymiana poglądów możliwa była dzięki tłumaczeniu symultanicznemu - nie odczuwało się żadnych kłopotów wynikających z różnojęzyczności dyskutantów. Językiem konferencyjnym był również polski - przy naszym stole podczas obiadu po polsku dyskutowały: Rosjanka i Niemka.  
    Konferencja umożliwiła uczestniczącym w niej członkom naszej redakcji zweryfikowanie linii programowej pisma, potwierdzenie słuszności przyjętych przez nas założeń i omówienie kilku kluczowych kwestii związanych z planowaną przez nas na 21 października zmianą formatu.

Dominik Księski
   Pałuki nr 137 (40/1994)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości