Reklama

Zagroda za policyjną taśmą

Pturek
    Zagroda za policyjną taśmą
    Sąsiad Zagrody Zdrowia w Pturku wezwał policję, gdy w  niedokończonej dobudówce w ośrodku spadła około 150-kilogramowa żelbetonowa belka. Policja otoczyła obiekt taśmą i powiadomiła nabywcę ośrodka, żeby zabezpieczył teren przed wchodzeniem osób niepowołanych pod groźbą powiadomienia inspektora nadzoru budowlanego. Burmistrz Barcina zapowiedział, że nie będzie czekał i sam powiadomi nadzór.

    Fale drugiego po żnińskim, największego jeziora w powiecie i trzeciego największego pod względem powierzchni naturalnego akwenu w województwie kujawsko-pomorskim, czyli Jeziora

Mirosław Jędykiewicz przy rozwalonym kominku w recepcji Pturka 
             fot. Karol Gapiński

Wolickiego, lekko igrają pod wpływem wiatru i słońca. Nie ma już pryszniców na brzegu i długiego zamkniętego w kwadracie pomostu (można było skakać z niego na główkę, żeby zaimponować dziewczynom). Nie ma też wypożyczalni kajaków i rowerów wodnych. Nie ma  ślizgawki. Ośrodek, położony na zalesionym wzgórzu, składa się z 26 domków campingowych, obiektu restauracyjno-barowego i budynku recepcji. W 2002 r. Zarząd Miasta i Gminy w Barcinie sprzedał ośrodek Roelofowi B., nieznanemu nikomu w naszej gminie przedsiębiorcy rzeźnickiemu z Holandii. Ośrodek zaczął podupadać. Ostatnio, w wyniku licytacji przeprowadzonej przez komornika, Zagrodę Zdrowia nabył nieznany przedsiębiorca z Torunia.
    W skwarze czerwcowego południa na teren kiedyś ośrodka, a dziś jego ruiny, wchodzi kilku mężczyzn. Brodacz, który wydaje się być liderem tej grupy pyta nas, czy można tutaj postawić barakowóz, a jeszcze lepiej wynająć jakiś z domków dla firmy, która w Inowrocławiu ma do wykonania zadanie budowlane.
    - Proszę pana, niech pan tutaj nie zostawia na nocleg ani ludzi, ani sprzętów. Tutaj wszystko kradną, co przedstawia jakąkolwiek wartość. Nawet doły kopią w piachu, żeby tylko wydostać kable z droższego metalu - mówi Mirosław Jędykiewicz,  mieszkaniec Bydgoszczy, pochodzący ze starego Barcina, który ma swój prywatny domek campingowy tuż za południową stroną Zagrody Zdrowia.
    - Dzisiaj jedynymi gośćmi są tutaj złodzieje albo dzieci, które przychodzą się bawić. I właśnie to mnie zmartwiło - stwierdza Mirosław Jędykiewicz. Prowadzi nas kilkadziesiąt metrów w głąb lasku na wzgórzu. - Tutaj była kiedyś jadłodajnia. Ośrodek tętnił życiem od wiosny do jesieni. Po upadku PRL-u ośrodek został zamknięty - kontynuuje pan Mirosław.
    Mirosław Jędykiewicz doprowadza nas do budynku dawnej restauracji. To tutaj bawią się na co dzień dzieci. Drzwi niby zamknięte, ale przez rozbite szyby w oknach może przejść każdy. - I tutaj pojawia się już pierwsze niebezpieczeństwo. Można podciąć sobie żyły o te wystające odłamki szkła w oknie. A te dzieci baraszkują tutaj na co dzień. Wchodzą tylko tędy. Nie uważam, żeby było bezpiecznie. Zwłaszcza dla dzieci - stwierdza Mirosław Jędykiewicz, po przejściu przez rozbite okno.
    Wewnątrz pomieszczeń dziesiątki graffiti. Nie ma wątpliwości, że bawią się tutaj nieletni. Schodzimy w dół do piwnicy. Jeszcze 5 lat temu był tam wyremontowany bar - kontuar, ławki, krzesła i stół bilardowy. Dzisiaj Mirosław Jedykiewicz z politowaniem podnosi zaledwie obudowę telewizora, aby pokazać ją nam do zdjęcia. Podobnie jest w mieszkaniu recepcji ośrodka i we wspólnych dla wszystkich toaletach tuż przy jeziorze. Obecnie żaden z domków nie jest zabezpieczony, wykradzione zostały meble i armatura. Złodzieje wybijali okna, nawet nie silili się forsować zamków, aby wejść do środka.
    - Wiem, że ktoś zaczął coś nie tylko wykańczać, ale też budować jako dobudówkę restauracji i baru. Holender tego nie zamknął i teraz dzieci tutaj biegają wewnątrz. Boję się o nie, jak każdy człowiek o innego człowieka. Jak odpadła z progu niedokończonych drzwi tej dobudówki górna betonowa belka progowa, to powiedziałem sobie, że to dość i zadzwoniłem na policję - relacjonuje Mirosław Jędykiewicz.
    - Przyjęliśmy zgłoszenie o zagrożeniu katastrofą budowlaną. Pojechaliśmy do Pturka. Ogrodziliśmy zagrożoną posesję taśmą i poinformowaliśmy obecnego właściciela, żeby zajął się zabezpieczeniem obiektu - informuje Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie.
    Komisarz zaznacza: - Nic więcej, niż tej taśmy wokół walących się budynków i powiadomienia obecnego właściciela gruntu, że wymaga się od niego zabezpieczenia posesji, zrobić nie mogliśmy.
Burmistrz Michał Pęziak powiedział, że nie zostawi tak sprawy, nie będzie czekał i sam powiadomi o zagrożeniu Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Żninie.

Reklama

Karol Gapiński
Tygodnik Barciński Pałuki nr 358 (24/2008)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości