Przedwczoraj (11 lutego) przedstawiciele działających w żnińskim szpitalu związków zawodowych spotkali się ze starostą Zbigniewem Jaszczukiem w związku z wyborem nowego dyrektora szpitala.
Przedstawiciele związków sugerowali, by kandydaci po złożeniu ofert zostali poddani weryfikacji: kim są i czy wcześniej nie doprowadzili do bankructwa kierowanej przez siebie instytucji. Związkowcy apelowali, by do szpitala przyszedł menedżer z prawdziwego zdarzenia, a także by nie był to były dyrektor, który mógłby się mścić na pracownikach. Ich zdaniem, jeśli po trzech miesiącach nie będzie efektów - należy dyrektorowi powiedzieć do widzenia.
Starosta podziela zdanie związków, by przyszły dyrektor nie był osobą, która wcześniej się nie sprawdziła. Dodał, iż we wspólnym interesie władz starostwa oraz pracowników szpitala leży to, by wybrać najlepszą z możliwych osób. - Najistotniejszą rzeczą jest to, żeby z dyrektora byli zadowoleni pacjenci i załoga szpitala. Pan Kmiećkowiak tak jak każdy ma prawo zgłosić się do konkursu. Jeszcze żadnych rozstrzygnięć w tym temacie nie ma. Jeżeli przyjdzie dyrektor, który będzie robił kurtuazyjne rzeczy, to za długo czekać nam nie wolno. Nowy dyrektor zostanie zatrudniony na zasadzie powołanie lub umowy o pracę na czas określony, na przykład 3 miesiące z możliwością jej przedłużenia. Na kontrakt nas nie stać. Spotkanie ze związkowcami było bardzo rzeczowe bez podchodów, z konkretnymi pytaniami i odpowiedziami - powiedział nam po obradach starosta.
Aleksander Kmiećkowiak powiedział nam, że w przypadku objęcia funkcji dyrektora nie ma mowy o żadnym odwecie, zdecydowaną większość ludzi ze szpitala darzy wielką sympatią, gdyż ich dobrze zna. - Natomiast nie mogę zrozumieć jak można było dopuścić do takiej sytuacji w szpitalu i wcale nie mam na myśli dyrektora Bąka - dodaje były dyrektor.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 573 (6/2003)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze