Poprawa technologii kosztem żnińskiej cukrowni
Załoga czuje się oszukiwana
Przedwczoraj sytuacja w cukrowni zaostrzyła się. Pracownicy zablokowali wjazd samochodów ciężarowych, które decyzją zarządu KSC przyjechały zabrać mieszadło do zakładu w Kruszwicy. - "Tydzień temu w porozumieniu zarząd KSC wyraził zgodę na przeprowadzenie próby na bazie soków, a dzisiaj dowiadujemy się, że to urządzenie ma zostać wywiezione" - mówi Marek Wojciechowski. KSC nadal trzyma rękę na pieniądzach pracowników przeznaczonych na prywatyzację: na 1 mln zł wraz z odsetkami, odkładanych z zysków w latach 1990-1994.
W poniedziałek zarząd związków zawodowych żnińskiej cukrowni wystosował do dyrektora Wojciecha Melera pismo, w którym wzywa do uregulowania zaległych świadczeń pracowniczych. W przeciwnym razie związkowcy będą uniemożliwiać wywożenie maszyn ze żnińskiej cukrowni do zakładu w Kruszwicy.
Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu w KSC zapadła decyzja, że ze Żnina do innych zakładów będą przewożone maszyny do produkcji cukru. Maszyny te - zdaniem zarządu KSC, niepotrzebne w żnińskiej cukrowni - są niezbędne w innych zakładach, w których nie zawieszono produkcji cukru. W trakcie pierwszej próby wywozu maszyn sprzeciw wyraziła załoga.
Załodze zagrożono, że jeśli się na to nie zgodzi, wówczas KSC nie będzie magazynowała w Żninie cukru.
KSC nie zwalnia tempa wywozu urządzeń ze Żnina. Związkowcy szukają tymczasem wsparcia, gdyż od czasu strajków są pozostawieni sami sobie. W piątek związkowcy spotkali się z burmistrzem Jarosławem Jaworskim.
- "Szukamy osób, które by pomogły nam w działaniach. Widzi pan co się dzieje" - mówi przewodniczący związku zawodowego cukrowników Marek Wojciechowski. Chodzi o dźwig, który sprowadzono po to, by dokonać demontażu dachu oraz znajdujących się pod nim warników i mieszadła do cukrzycy. Dźwig należy do firmy "Rembek" z Bielaw. Wypożyczenie takiego urządzenia kosztuje zarząd KSC 8,5 tys. zł dziennie.
Marek Wojciechowski podkreśla, że żnińska cukrownia oddała KSC pokaźny zapas cukru o wartości 8 mln zł. Ponadto KSC przejęła limit produkcyjny i kapitały własne w wysokości około 28 mln zł, na które składa się kwota 1 mln zł wraz z odsetkami pieniędzy pracowników przeznaczonych na prywatyzację. Pieniądze te były odkładane z zysków w latach 1990-1994. Wartość krajalnicy, którą zabrano wynosi 1 mln zł. Koszt warników, prasy do wysłodków oraz mieszadła to kolejne 3 mln zł.
- "Rozebrali dach i chcą zabierać urządzenia, a nas proszą o wyrozumiałość. Zabrano nam w zeszłym roku premie. Dokonuje się degradacja cukrowni, a my mamy tylko rozumieć i działać, a druga strona nie dotrzymuje obietnic. Urządzenia są demontowane. Działania burmistrza i innych osób nie skutkowały. Szukamy pomocy, gdzie to tylko możliwe i prosimy o pomoc. Nasi pracownicy rozwożeni są do innych cukrowni żeby pakowali cukier. Jakby nie można było tego zrobić tutaj. KSC woli ponosić wysokie koszty delegowania zamiast dać maszynę, by pakować cukier tutaj. To głupota." - podkreśla Marek Wojciechowski.
Premie regulaminowe zabrano pracownikom w październiku ubiegłego roku. Wynosi ona 10% pensji. Pakiet socjalny z 2001 r. mówi, że układ zbiorowy będzie obowiązywał do czasu zawarcia nowego układu zbiorowego z KSC. Związkowcy uważają, że zarząd KSC łamie prawa pracownicze. Temat nie został załatwiony, a ludzie czują się oszukani.
Najbardziej załogę cukrowni bulwersuje to, że z zakładu chce się zabrać urządzenie, które miało pomóc przeprowadzić próby w produkcji soków. Chodzi o mieszadło do cukrzycy, które jest jednym z ważniejszych urządzeń w żnińskim zakładzie na stacji produktowni. W bieżącym roku urządzenie to było remontowane przez pracowników cukrowni w Żninie. Jest idealnie przygotowane do kampanii buraczanej.
- "Tydzień temu w porozumieniu zarząd KSC wyraził zgodę na przeprowadzanie próby na bazie soków, a dzisiaj (8 sierpnia - am) dowiadujemy się, że to urządzenie ma zostać wywiezione. Serce pęka, gdy ten dach demontują i patrzy się na te pęknięte ściany. Załoga została sama. Ci posłowie, którzy przyjeżdżali zdobyli tylko punkty w sondażach" - przyznaje Marek Wojciechowski.
Pracownicy żnińskiej cukrowni ubolewają, że demontaż maszyn i urządzeń odbywa się pod nadzorem i kierownictwem osób, które jeszcze niedawno w tymże zakładzie pracowały. Teraz wiedzą co i gdzie zabierać.
- "A przecież KSC mówiło, że to mała, niedochodowa, przestarzała, nierentowna cukrownia. Jeszcze złe zarządzanie nam dołożyli. A teraz jest ona źródłem poprawy technologii innych cukrowni. To jest paradoks. To niewiarygodność i oszukiwanie ludzi ze strony KSC" - uważa szef związków.
W miniony poniedziałek sprawy cukrowni stanęły na ostrzu noża. Związkowcy zagrozili dyrektorowi Wojciechowi Melerowi, że jeśli sprawy płacowe nie zostaną uregulowane, to nie będzie zgody na wywóz maszyn do Kruszwicy. Marek Wojciechowski nie ukrywa, że w cukrowni mogą wydarzyć się różne rzeczy. Niewykluczone są nawet blokady. Swoje żądania związkowcy przedstawili dyrekcji zakładu w formie pisma. Jego treść do wiadomości otrzymał również zarząd KSC.
Marek Wojciechowski podkreśla, że jeśli KSC nie zasiądzie do rozmów ze związkowcami i nie ureguluje zaległości wobec pracowników, wówczas może narazić się na straty. Urządzeń nie będzie można z zakładu wywieźć, a wynajęcie dźwigu kosztuje.
Burmistrz Jarosław Jaworski powiedział nam, że stara się nawiązać kontakt z zarządem KSC. - "Dzwoniłem do prezesa Kowy. Nie odbiera telefonów. Dowiedziałem się, że ma urlop. W poniedziałek o 2140 wjechał kolejny dźwig. Zastanawia tylko fakt, że podczas zamykania zakładu w żnińskiej cukrowni wskazywano na wiek i stan wyposażenia. Teraz okazuje się, że w innych zakładach może ten sprzęt pracować" - podkreśla burmistrz.
Dyrektor Wojciech Meler miał problemy z ustosunkowaniem się do pisma związkowców. Nie wiedział jeszcze jak zareaguje na to pismo. Dodał, że bardziej liczy się reakcja zarządu KSC.
Przedwczoraj sytuacja w zakładzie się zaostrzyła. Pracownicy cukrowni zablokowali wjazd samochodów ciężarowych, które decyzją zarządu KSC przyjechały zabrać mieszadło do zakładu w Kruszwicy. Dyrektor Wojciech Meler został wezwany do Torunia na rozmowy z członkami zarządu KSC. Otrzymał informację, że sprawy płacowe zostaną z załogą żnińskiej cukrowni uregulowane, a do przeprowadzania prób w produkcji soków ma służyć inny zbiornik. Te zapewnienia na razie uspokoiły sytuację. Załoga trzyma cały czas rękę na pulsie. Związkowcy o wszelkich posunięciach KSC zamierzają również poinformować ministra skarbu. - "Załoga zasługuje na powagę. KSC z kolei niepoważnie traktuje ludzie w Żninie. Opinia załogi jest taka, że KSC najbardziej cenny sprzęt chce wywieźć, resztę majątku sprzedać, a załogę wysłać na zasiłki" - mówi Marek Wojciechowski. Pismo do ministra skarbu wysłano wczoraj.
W poniedziałek nasze pytania drogą mailową otrzymał rzecznik prasowy KSC Łukasz Wróblewski. Tłumaczył się nadmiarem obowiązków spowodowanych odpowiadaniem na wiele szczegółowych pytań z redakcji wszelkich gazet.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 704 (32/2005)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze