Profesor Przemysław Urbańczyk zwrócił się do radnych z apelem o zachowanie otuliny rezerwatu archeologicznego w Biskupinie w stanie nienaruszonym
fot. Arkadiusz Majszak
Biskupin, naukowcy, Polska, Irlandia, USA, inwestycja, rezerwat, przeciwni
Zapobiec wstydowi na skalę międzynarodową
Profesor Przemysław Urbańczyk z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie zwrócił się do Rady Gminy w Gąsawie z apelem o zachowanie otuliny rezerwatu archeologicznego w Biskupinie w stanie nienaruszonym. Pod apelem podpisali się m.in. dr Aidan O`Sullivan z University College w Dublinie i prof. Bjornar Olsen z Stanford University w Californi. Wójt Zdzisław Kuczma zapowiada, że będzie walczył z inwestycją i jeszcze raz wystąpi do wszystkich instytucji o wydanie opinii na temat planowanej budowy.
Przypomnijmy, iż Jacek Sobolewski planuje inwestycję w sąsiedztwie rezerwatu archeologicznego w Biskupinie. Działka, na której ma powstać inwestycja, położona jest w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Jezior Żnińskich, w obszarze Natura 2000 i w otulinie rezerwatu archeologicznego, wpisanego do rejestru zabytków przez Kujawsko-Pomorskiego Konserwatora Zabytków w Toruniu 6 lutego 2006 r.
Planowanej inwestycji sprzeciwia się dyrektor Muzeum Archeologicznego w Biskupinie Wiesław Zajączkowski i stowarzyszenia proekologiczne z terenu gminy Gąsawa. Do projektu inwestycji zastrzeżenia miał również konserwator zabytków, ale wniósł je dwa dni po terminie. W konsekwencji minister kultury uchylił decyzję wojewódzkiego konserwatora zabytków i nie ma ona żadnej mocy prawnej. Inwestor wystąpił do gminy o wydanie warunków zabudowy. Po ostatniej sesji Rady Gminy w Gąsawie Jacek Sobolewski groził Wiesławowi Zajączkowskiemu. Dyrektor muzeum złożył zawiadomienie na policji. Policjanci prowadzą postępowanie w sprawie gróźb karalnych.
W miniony poniedziałek, wykorzystując fakt, że w Biskupinie odbywała się konferencja naukowa Past Societies in the Polish Lands, na posiedzeniu łączonym komisji stałych Rady Gminy w Gąsawie pojawił się prof. Przemysław Urbańczyk z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Przypomniał, iż w 2006 r. wyznaczono otulinę rezerwatu w Biskupinie. Rok później za wzorcową ochronę krajobrazu Muzeum Archeologiczne w Biskupinie otrzymało medal Unii Europejskiej. W opinii profesora, jeśli dorobek ten zostanie zmarnowany i w otulinie pojawi się inwestycja, to będzie to skandal nie na miarę polską, ale co najmniej europejską.
- To będzie wstyd. Wyprzedziliśmy trendy dotyczące ochrony krajobrazu, które teraz Unia Europejska wprowadza. Jak ktoś z tej strony dostanie pozwolenie na wejście w tę otulinę, to za chwilę wejdzie ktoś z drugiej strony pod bramę biskupińską. Ja rozumiem, że konserwator nie zdążył zaoponować przeciw tej inwestycji, ale apeluję do państwa, bo to będzie krok samobójczy, jeśli zgodzicie się na taką działalność. W warunkach zabudowy wszystko jest nieokreślone. W takim przypadku robi się maksimum tego, co chciałoby się robić. Apeluję w imieniu interesów Polski, bo Biskupin jest wizytówką Polski. To jest Biskupin w Europie. To jest coś niepowtarzalnego i to trzeba chronić - apelował profesor.
Radna Maria Warda zastanawiała się, w jaki sposób Rada Gminy ma działać zgodnie z prawem, kiedy z decyzją spóźnia się konserwator zabytków i kiedy minister kultury wydaje sprzeczne decyzje. - Za chwilę inwestor oskarży wójta o brak wydania decyzji i gmina będzie musiała mu płacić wysokie odszkodowanie. Ten człowiek, który chce budować, odgraża się, że będzie żądał od nas dużych pieniędzy. Trzeba zrobić wielki krzyk, że instytucje pozwalają, by osoba pod wieloma względami arogancka panoszyła się i robiła co chciała, a my mamy podejmować decyzje - mówiła radna.
Wójt Zdzisław Kuczma wyjaśnił, iż przez niedbalstwo wojewódzkiego konserwatora zabytków gmina jest zmuszana do łamania prawa. - Nie można konserwatora zabytków tłumaczyć, że się dwa dni spóźnił. Żeby dać możliwość walki z tym tematem, postanowiłem wstrzymać wydanie decyzji o warunkach zabudowy i wystąpiłem do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która wcześniej dała cichą zgodę na inwestycję nie wydając decyzji. Ja jeszcze raz do wszystkich instytucji wystąpię. Będzie więc możliwość ponownego wypowiedzenia się konserwatora i niech konserwator obroni temat - dodał wójt.
Profesor Przemysław Urbańczyk zwrócił uwagę, że inwestorowi nie będą przysługiwać wysokie odszkodowania w przypadku odmowy wydania decyzji. - Jakie tam mogą być odszkodowania? To jest puste pole. Jakich zatem kwot może żądać? - dziwił się profesor. I dodał: - Ja muszę mieć państwa poparcie i pójdę z tym do wiceministra kultury. Państwo musicie nam w tym pomóc, że się z tą inwestycją nie zgadzacie. Bez zgody państwa nie mamy szans zrobienia tego.
Zdzisław Kuczma zwrócił uwagę, że nie może nie wydać decyzji. Może co najwyżej opóźniać jej wydanie.
Wiesław Zajączkowski przyznał, że wójt jest w trudnej sytuacji, bo sprawę może przeciągać, ale decyzję powinien wydać. Wyraził również zdziwienie, dlaczego w sprawie inwestycji interes muzeum nie jest uznany za stronę, skoro od 63 lat muzeum jest zarządcą rezerwatu. I dodał: - Wszystkie terminy już minęły. To od Rady zależy, w jakiej formie studium uchwalimy.
Radny Mariusz Kazik zwrócił uwagę, że jeśli chce się chronić otoczenie rezerwatu archeologicznego w Biskupinie, to Rada powinna zająć stanowisko. Wówczas dokument w formie apelu bądź opinii Rady o ochronie otuliny rezerwatu trafiłby do profesora, który przedłożyłby go wiceministrowi kultury.
Wójt stwierdził, że apel nic w tej sprawie nie da, bo inwestycja jest zgodna z prawem.
Po zakończeniu konferencji Past Societies in the Polish Lands jej uczestnicy zwrócili się do Rady Gminy w Gąsawie z apelem o zachowanie otuliny rezerwatu archeologicznego w Biskupinie w stanie nienaruszonym. Autorzy apelu uważają inwestycje planowane na działkach 214 i 213/1 za zagrożenie dla niezwykle cennego krajobrazu kulturowego. Pod apelem podpisało się 22 uczestników konferencji, w tym profesorowie i doktorzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a także Aidan O`Sullivan z University College w Dublinie i Bjornar Olsen ze Stanford University w Kalifornii.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1133 (44/2013)
Komentarz
Przeciw: „ja”, za: „my”
Zaniechanie się mści. Był pomysł Parku Krajobrazowego. Samorządy go odrzucały, bo mógł utrudnić inwestowanie. Nie utrudnia. I mamy teraz na zmianę: norki tu, norki tam. Wiatraki tu, tam i ówdzie. Chętnych na biogazownię. Z każdym problemem społeczność lokalna musi sobie radzić sama. Urzędnicy z miast i gmin rozkładają ręce i nie wiedzą, kto dla nich jest groźniejszy: wściekły inwestor, czy wściekli mieszkańcy. Ludzie, którzy tu mieszkają, wyrywają sobie włosy z głowy, żyjąc w poczuciu permanentnego zagrożenia. Czy tak musi być?
Nie musi być. Dobre studium zagospodarowania przestrzennego, studium, które jest wypadkową uzasadnionych interesów, a następnie plan zagospodarowania przestrzennego - to remedium na niepewność.
Jesteśmy w przededniu uchwalenia studium zagospodarowania przestrzennego dla gminy Gąsawa. Nigdy studium nie uwzględnia wszystkich interesów każdego z nas. Dlaczego? - spyta ktoś obrażony? Ano dlatego, że nikt z nas nie żyje sam na ziemi. Z tego względu nikt z nas nie może robić tego, co chce, bo musi się liczyć z innymi. Czy droga, czy jezioro, czy las czy zabytek (mam na myśli oczywiście biskupińską osadę) - wszystko to nie ma służyć interesowi jednostki, tylko interesowi ogółu. Studium, a następnie plan jest po to, aby zabezpieczyć interes i jednostki, i ogółu.
Wtedy żaden szalony inwestor nie zbuduje tej jednostce pod nosem, na gruntach rolniczych w środku wsi przemysłowej biogazowni czy fermy norek na 240 tys. łapek. I tak dalej, i tak dalej.
Zdecydowanie się w końcu na uchwalenie studium wymaga i pewnej odwagi cywilnej (bo zawsze ktoś będzie niezadowolony), i rozumowania kategoriami dobra społecznego.
A zaniechanie się mści.
Dominik Księski
Pałuki nr 1133 (44/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze