Reklama

Zaufany odbiorca dodany przez przypadek SMS-em

Wystarczy chwila nieuwagi, żeby pozbyć się wszystkich oszczędności zgromadzonych na koncie. Doświadczyła tego jedna z mieszkanek gminy Żnin, która na skutek oszustwa internetowego straciła około 3.000 zł.

Kobieta wraz z mężem jest w trakcie budowy domu w gminie Żnin. Mąż pracuje za granicą, ona prowadzi własną działalność na miejscu. Przyznaje, że to ona zajmowała się zawsze zakupami robionymi przez internet i internetowymi zamówieniami. Zamawiała paczki dla męża. Zamówień takich dokonywała średnio raz na dwa miesiące.
- Pewnej środy w ubiegłym roku zamówiłam paczkę wieczorem, a następnego dnia dostałam SMS, że muszę dopłacić do przesyłki 87 groszy - wspomina mieszkanka gminy Żnin. - To był SMS bez numeru, wysłany jak gdyby przez bramkę internetową. Nie zorientowałam się, że coś jest nie tak. Wcześniej jak robiłam przelewy, to link przekierowywał mnie do strony, gdzie wyświetlają się wszystkie banki, wybierałam swój i robiłam płatność. Tym razem w SMS też był link. Kliknęłam w niego i wyglądało wszystko tak, jak powinno. Przyznaję, że było późno i robiłam wszystko na łapu capu. Zrobiłam przelew. Przyszedł do mnie SMS z kodem. Wpisałam go. Okazało się, że był to kod potwierdzający dodanie kogoś do zaufanych odbiorców. Nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle jest.
Wraz z kodem, zamiast potwierdzenia przelewu, była informacja o dodaniu kogoś do zaufanego odbiorcy. Kobieta przeoczyła tę informację, chcąc jak najszybciej załatwić sprawę. Szybko zorientowała się o oszustwie, bo ma w zwyczaju zawsze po każdej transakcji wylogowywać się ze strony banku i logować ponownie. Tym razem, kiedy to zrobiła, zauważyła, że na jej koncie została kwota 1,76 zł, choć powinny być ponad 3.000 zł. Z jej konta ktoś pobrał dwa razy kwoty najpierw 1.900 zł, a potem 1.150 zł. Co prawda była tam nazwa zaufanego odbiorcy wraz z numerem jego konta. Szybko za pośrednictwem infolinii zablokowała swoje konto, choć i tak już było za późno. Następnego dnia poszła zgłosić sprawę do banku i na policję. W banku, w którym złożyła reklamację, usłyszała, że musi czekać na odpowiedź 60 dni. W tym czasie nie otrzymała żadnej informacji, więc przypomniała o sobie, po czym otrzymała odpowiedź.
- Napisali wtedy odmowę i twierdzili, że to moja wina i moje zaniechanie, bo dałam komuś moje dane - wspomina kobieta. - Z policji też długi czas się do mnie nie odzywali. Po pół roku zadzwonili z informacją, że znaleźli mężczyznę, na którego konto trafiły moje pieniądze. Okazało się, że on już miał do czynienia z czymś takim, ale był tylko tak zwanym słupem. Dostał 200 zł, żeby założyć konto, ale pieniądze, które na nie trafiały nie docierały do niego. Nie chciał się podobno przyznać, kto mu zapłacił za założenie konta. W każdym razie na policji ta sprawa cały czas jest w toku. Banki podobno są ubezpieczone od takich sytuacji, ale wymigują się, żeby ludziom nie oddawać tych pieniędzy. Ostatecznie nie udało mi się odzyskać pieniędzy.
Sierż. szt. Katarzyna Leszczyńska-Krawczyk pełniąca obowiązki oficera prasowego Komendanta Powiatowego Policji w Żninie poinformowała, że postępowanie w tej sprawie jest zawieszone z uwagi na niemożność ustalenia miejsca przebywania sprawcy.

Sierż. szt. Katarzyna Leszczyńska-Krawczyk radzi, aby podczas zakupów internetowych kierować się zasadą ograniczonego zaufania. Należy sprawdzić opinię o sprzedawcy oraz oferowanych produktach. Warto też zachować prowadzoną korespondencję ze sklepem internetowym, gdyż może to pomóc w wykryciu nieuczciwego sprzedawcy. Należy korzystać ze znanych i sprawdzonych sklepów internetowych. Coraz częściej dochodzi do oszustw z wykorzystaniem systemu płatności mobilnych Blik. Przestępcy włamują się na konto portalu społecznościowego, gdzie podszywając się pod znajomych proszą o przesłanie pieniędzy. Należy zachować czujność, a przede wszystkim skontaktować się telefonicznie ze znajomym, aby potwierdzić, czy na pewno potrzebuje środków finansowych. Ważne jest, aby zadbać o prawidłowe zabezpieczanie swoich danych osobowych, haseł i numerów dostępowych do portali, komunikatorów oraz kont bankowych. (mk)

Mieszkanka gminy Żnin skierowała sprawę także do Rzecznika Finansowego. Przesłała SMS-y, które otrzymała, odpowiedź z banku. Po kilku miesiącach otrzymała wiadomość, że to jej wina. W całej tej sytuacji dopatruje się jednak też pozytywnych stron. W czasie, kiedy została okradziona, była w trakcie budowy domu i zdarzało się, że na koncie miała nawet 50.000 zł. W tym czasie, kiedy dokonano oszustwa, suma ta była nie tak wysoka, choć pieniądze te miała przeznaczone wtedy na życie. Podkreśla, że w banku oferowano jej pożyczkę, ale wyśmiała tę propozycję zwracając uwagę na to, że pieniądze i tak musiałaby oddać i to z procentem. Mogła liczyć na wsparcie rodziny. W banku konto zostało odblokowane. Nadany został nowy login i hasło. Zaufany odbiorca został usunięty.
- Gdybym dzień wcześniej nie robiła przelewu za paczkę, to pewnie po przeczytaniu SMS zorientowałabym się, że coś jest nie tak - mówi kobieta. - Ale ja nie słyszałam o oszustwach tą metodą. Nie wiem też, skąd ktoś mógł mieć mój numer telefonu. Po dwóch miesiącach dostałam podobnego SMS, ale nauczona doświadczeniem, byłam już ostrożniejsza. Teraz ogólnie jestem bardziej ostrożna. Został mi uraz. Jak dostaję SMS, to dwa razy sprawdzam i czytam wszystko dokładnie, żeby drugi raz w taki sposób nie stracić pieniędzy.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1506 (52/2020)

* Materiał powstał w ramach projektu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych z Polsko-Amerykańską Komisją Fulbrighta Media bliżej ludzi, finansowanego ze środków Departamentu Stanu USA

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości