Marek Witkowski, pracownik spółdzielni „Kujawy”, włożył rękę do rury ciepłowniczej w węźle bloku w Piechcinie. Wtedy ugryzł go kot.
fot. Karol Gapiński
Osiedla mieszkaniowe w Piechcinie i Barcinie
Zupka na śmietanie dla kota
Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie nie chce tępić kotów, dlatego tylko, że są bezdomne i wałęsają się między blokami. - Usilne futrowanie tych bezdomnych stworzeń przez lokatorów powoduje, że na osiedlu robią, co chcą. Ostatnio jeden z kotów ugryzł naszego pracownika, który włożył dłoń w węzeł ciepłowniczy - stwierdził prezes spółdzielni.
Na osiedlach bloków mieszkaniowych w Barcinie i w Piechcinie są budynki, przed którymi lokatorzy notorycznie zostawiają jedzenie dla bezdomnych kotów. - Problem był nam sygnalizowany nie od dzisiaj, czy od wczoraj. Rzecz dotyczy przede wszystkim dwóch miejsc: jednego na osiedlu w Barcinie i jednego na osiedlu w Piechcinie. Dla niektórych mieszkańców, zwłaszcza starszych pań i samotnych, kotki mogą stanowić atrakcję. Zresztą to dotyczy nie tylko pań, bo też niektórzy samotni panowie lubią dostarczać w ilościach hurtowych potężne ilości jedzenia. Później te koty koczują pod blokiem. Wcale nie są zainteresowane łowieniem myszy czy szczurów - tłumaczy Henryk Popławski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy.
- Staram się przynajmniej 2 razy dziennie dokarmiać te kotki. Przygotowuję zupki, biorę na to specjalnie kostki po uboju z zakładu mięsnego. Nie mogę przejść obojętnie nad losem tych kotków - mówi pani M. z ul. Okrężnej w Piechcinie
Prezes spółdzielni zarzuca osobom, które dokarmiają koty, że w blokach będą przez nich szczury i myszy. Częstowane smakołykami koty są mniej łowne, i myszy mogą harcować. Pani M. twierdzi, że takie tłumaczenie, to głupota, bo sam zapach kota odstrasza myszy i szczury.
- Z lokatorem na ul. Artylerzystów 2 w Barcinie, który notorycznie dokarmia zwierzynę, rozmawiałem w mijającym miesiącu. Powiedział, że zaprzestanie żywienia kotów. Jednak ostatnio znów zauważyliśmy przed jego blokiem pomidorówkę - powiedział szef spółdzielni. Pomidorówka była wlana w pojemniki po margarynie. Podana została z makaronem. - Zwykle jestem szykanowana - mówi pani M.- Zwłaszcza przez szkolną młodzież. Ta młodzież za mną chodzi po ulicach. Niektórzy z nich tylko szepcą pod nosem, ale inni są bardziej bezczelni i miauczą na mnie na ulicy.
Co więcej, kilka tygodni temu, kiedy obchodziłam imieniny, jeden z tych gimnazjalistów stanął pod moimi drzwiami do mieszkania i zaczął mruczeć, wręcz piszczeć, jak zarzynany kot. Ja go oczywiście znam. Nie chce mi się jednak rozmawiać z jego rodziną. Ten chłopak przecież też musiał powziąć skądś swój sposób odnoszenia się do kobiet - uważa pani M. z ul. Okrężnej w Piechcinie. Ta miłośniczka kotów - jak sama mówi - zrobiła jesienią ub.r. klatkę na zimę dla kotów wałęsających się w Piechcinie. Klatka dla kotów została postawiona na terenie dawnego basenu odkrytego w Piechcinie. Pani K. zapłaciła za wykonanie tej klatki 50 zł. Miesiąc temu klatka została zniszczona.
- Ja bardzo dobrze wiem, kto to jest, ten pan. Zachował się bestialsko, tłumaczył się później, że koty rysowały mu pazurami lakier na samochodzie, bo miał wygrzany silnik i w największym mrozie chciały się przytulić do maski - powiedziała M. z ul. Okrężnej.
Zdaniem prezesa spółdzielni, problem dożywianych kotów nie jest problemem tylko teoretycznym. - Oswojone koty nocują choćby w węzłach ciepłowniczych bloków - opowiada Henryk Popławski. - Taki kot ugryzł mnie, gdy wsadziłem rękę w rurę ciepłowniczą w jednym z bloków w Piechcinie. Może nie bolało aż tak bardzo w pierwszej chwili, bo w końcu kot, nie ma takiej siły jak pies. Zbagatelizowałem to. Następnego dnia zobaczyłem na ręce opuchliznę. Poszedłem do lekarza rodzinnego w Barcinie, ten skierował mnie na serię zastrzyków w szpitalu zakaźnym na św. Floriana w Bydgoszczy - stwierdza Marek Witkowski, pracownik piechcińskiej brygady remontowej spółdzielni Kujawy.
Jeden z naszych rozmówców zwraca też uwagę, że coraz częściej widzi się w Piechcinie lisy, co jest tym dziwniejsze, że w pobliżu nie ma lasów. Mieszkaniec Piechcina martwi się, że zbyt gorliwe karmienie kotów i dostarczanie im pożywienia, którego nie są w stanie zjeść, powoduje, że zostaje łatwy kąsek właśnie dla lisów.
Zastępca burmistrza Barcina Sławomir Różański poinformował: - W drugiej połowie marca UM w Barcinie odebrał informację od mieszkańca, że na terenie parkingu przy ul. Okrężnej w Piechcinie leży, prawdopodobnie potrącony przez samochód, lis. Niezwłocznie został wezwany przedstawiciel Koła Łowieckiego Nadnoteckiego Pakość Nr 65, które swym zasięgiem obejmuje tereny przyległe do miejscowości Piechcin. Na miejscu przedstawiciel koła stwierdził, że zwierzę jest w stanie agonalnym i nie wykazuje objawów zarażenia wścieklizną. Lis został zabrany przez przedstawiciela koła łowieckiego.
Henryk Popławski mówi, że nie jest wrogiem zwierząt, ani osób, które o nie dbają, ale trzeba, jak we wszystkim, zachować tu umiar i rozsądek. Jeśli się już dokarmia zwierzęta, to nie w przesadnych ilościach, dbając przy tym o to, by resztki jedzenia nie zostawały przed blokiem.- Ja też bym nie był zainteresowany łowieniem myszy, gdyby mi podawano na przystawkę mięso i przyrządzano zupki na śmietanie - dodaje.
Karol Gapiński
Pałuki nr 894 (13/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze