Reklama

Zwłoki Misi i Ponga musieli zawieźć sami

Adam i Maria Marciniakowie zebrali pięciodniowe zwłoki psów w częściowym rozkładzie i włożyli je do worka. Zawieźli je do specjalistycznego laboratorium w Bydgoszczy, gdzie ma być zbadana przyczyna zgonu czworonogów.

      fot. Karol Gapiński

Zalesie Barcińskie, zwłoki, psy, policja
     Zwłoki Misi i Ponga musieli zawieźć sami
    Właściciele psów, które padły nagle w tym samym czasie, chcieli sprawdzić, co było przyczyną zgonów. Potrzebne było przeprowadzenie sekcji psich zwłok w Zakładzie Higieny Weterynaryjnej w Bydgoszczy. Policja jednak ze względu na przepisy sanitarne nie może przewozić padliny w radiowozie. Właściciele padłych psów musieli je przewieźć w bagażniku swojego auta.

     Jesienią minie 6 lat od czasu tragedii, która miała miejsce w Zalesiu Barcińskim. Ofiarą śmiertelnego rozboju padł wówczas 77-letni, samotnie mieszkający na uboczu wsi Józef P. Jego zwłoki odkryła wówczas pani Maria Marciniak, która odwiedzała starszego sąsiada (mieszkał jednak w odległości kilkuset metrów od niej) i przynosiła mu sprawunki oraz z dobrego serca pomagała w domu.
     Tamte traumatyczne przeżycia do dzisiaj tkwią w pani Marii. 6 lat temu, na kilkanaście dni przed tym nim doszło do mordu na Józefie P., mężczyzna za pośrednictwem Marii Marciniak zdecydował się przyjąć małego kundelka z okolic Rojewa. Taki pies swoim szczekaniem miał go ostrzegać przed niepożądanymi gośćmi w gospodarstwie. Zanim jednak ów kundelek trafił do Józefa P., ten został brutalnie zamordowany. W rezultacie psem, który miał trafić do staruszka, zajęła się pani Maria. Pies okazał się suczką i został nazwany Misią. Był jednym z 6 psów na posesji pani Marii i Adama Marciniaków. Jak przyznaje gospodyni, pieski te traktuje ona jako obrońców przed niepożądanymi gośćmi. Z pieskami, które nie gryzą, ale ostrzegają szczekaniem przed intruzami, pani Maria czuje się bezpieczniej.
     Jednym z szóstki kundelków na posesji państwa Marciniaków w Zalesiu Barcińskim, obok m.in. Misi, był dziesięcioletni Pongo. Córka Marii i Adama Marciniaków, nastoletnia Ewelina, doskonale nauczyła się rozpoznawać swoje psy po samym szczekaniu. W nocy z poprzedniej środy na czwartek, około 1:00 słyszała głos Misi, który z upływem minut oddalał się, a później zanikł. Już wówczas z suczką musiało się coś złego dziać - tak przynajmniej wnoszą na tej podstawie Maria i Adam Marciniak oraz ich córki.
     W czwartek przed południem Maria Marciniak odnalazła zwłoki Misi niedaleko obejścia. Pongo z kolei gdzieś w ogóle zniknął, a ponieważ nie miał w zwyczaju oddalać się z posesji, to pani Maria niepokoiła się o niego. Liczyła jednak, że wróci. - Zdechł pies i uznałam, że to możliwe z przyczyn naturalnych, choć mimo wszystko powątpiewałam, bo Misia nie chorowała. Cała rodzina odczuwała żal, a ja najwięcej łez wylałam za tym pieskiem. Zakopałam jednak ciało uznając sprawę za zakończoną. Niestety w sobotę przed wieczorem w innym miejscu znalazłam już częściowo rozkładające się w wysokiej temperaturze powietrza ciało Ponga. Było widać, że mógł zdechnąć w tym samym czasie co Misia, bo rozkład był już posunięty. Śmierdziało. Wezwałam policję. Chciałam, żeby zbadali, czy ktoś się nie przyczynił do śmierci naszych czworonogów. Policjanci spisali zeznania. Później przyjechał technik policyjny i zrobił dokumentację fotograficzną. Mieli zorientować się, kto będzie mógł zawieźć zwłoki do Zakładu Higieny Weterynaryjnej w Bydgoszczy. My chcieliśmy bowiem zbadać, co było przyczyną zgonu psów. Lekarz weterynarii z Pakości, którego w międzyczasie odwiedziliśmy, powiedział, że on nie ma możliwości zbadania przyczyn i polecił nam Zakład Higieny Weterynaryjnej w Bydgoszczy. W poniedziałek otrzymaliśmy telefon z policji, że oni nie przewiozą tych psów. Dlatego musimy je teraz zawieźć do Bydgoszczy sami w prywatnym samochodzie. Zapakujemy zwłoki psów do worków i wsadzimy do bagażnika. Jednak uważamy, że skoro ludzie płacą podatki, to takie rzeczy powinny realizować instytucje państwowe, takie jak policja albo gminne, jak straż miejska, a nie my, prywatnym samochodem. Dobrze, że chociaż policjanci skontaktowali się z tym zakładem w Bydgoszczy, żeby nas tam z tymi psami wpuścili, bo jest już poniedziałek późne popołudnie, więc możliwe, że stróż by nas tam nie wpuścił. A nie możemy czekać do jutra, bo jest upał i te ciała rozkładają się i śmierdzą coraz bardziej - powiedziała nam Maria Marciniak.
     Starszy aspirant Paweł Mydlikowski z Komendy Powiatowej Policji w Żninie potwierdził, że zgłoszenie o tajemniczych zgonach psów w Zalesiu Barcińskim wpłynęło w sobotę do komisariatu w Barcinie. Nie wiadomo, co było przyczyną zgonów psów. - Czynności idą w kierunku artykułu 35 ustawy o ochronie zwierząt. Przeprowadzone zostały oględziny, na miejscu był m.in. pan zastępca komendanta komisariatu w Barcinie. Jeśli sekcja psich zwłok wykaże, że do ich śmierci ktoś się celowo przyczynił, to podejmiemy dalsze czynności w celu ustalenia odpowiedzialnego. Póki co czekamy z dalszymi krokami na wyniki sekcji. Jeśli chodzi o kwestię przewozu zwłok psów w celu przeprowadzenia ich sekcji, to nie możemy tego robić w radiowozach, bo nie spełniają one warunków sanitarnych po temu i byłoby to wbrew przepisom. To samo dotyczy samochodów straży gminnych. Mogliśmy to zadanie zlecić wyspecjalizowanej firmie na koszt właścicieli psów. Oni jednak stwierdzili w trakcie ustaleń z policjantami, że zrobią to sami - wyjaśnił Paweł Mydlikowski.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1117 (28/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości