20 października 1994 r.
100 lat Wiktora Lubienieckiego
Niewielu pozostało przy życiu tych, którzy tworzyli od podstaw zręby Rzeczypospolitej po przeszło wiekowej niewoli narodu i państwa polskiego. Jednym z nich jest Wiktor Lewandowski z Kowalewka (gm. Kcynia), który za kilka dni (20 października) obchodzić będzie 100-lecie swoich urodzin. W obliczu tak ważnego wydarzenia przybliżymy czytelnikom naszego regionu drogę życiową tak zasłużonego człowieka.
Urodził się 20 października 1894 roku w Piszczatyńce powiat Borszczów, woj. tarnopolskie, jako poddany cesarza Franciszka Józefa. Patriotyczna atmosfera domu rodzinnego wpłynęła na decyzję o wstąpieniu do tworzących się Drużyn Bartoszowych, organizacji o charakterze wojskowo-niepodległościowym. Wybuch I wojny światowej spowodował opuszczenie domu rodzinnego i wstąpienie, w 1916 roku kilkunastoletniego chłopca, do II Brygady Legionów Polskich. Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 r., jako poddany austriacki, wcielono pana Wiktora do C.K. armii i wysłano na front włoski, gdzie zastaje go koniec wojny i rozpad monarchii. Wraz z grupą Polaków wraca do kraju wstępując natychmiast do tworzącego się Wojska Polskiego. Służbę wojskową pełnił nieprzerwanie do roku 1921 biorąc udział w wojnie 1920 r. W wojnie tej był ranny w rękę. Po demobilizacji wrócił w rodzinne strony do wsi Królikowa woj. tarnopolskie, założył rodzinę i prowadził gospodarstwo rolne.
Mundur żołnierza polskiego przywdział na nowo w 1939 r. zmobilizowany do Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza stacjonującego w Borszczowie, kilkanaście kilometrów od granicy ze Związkiem Sowieckim.
Ranek 17 września 1939 r., pan Wiktor wspomina: "Obudził nas potężny szum motorów, myśleliśmy, że to samoloty, po wybiegnięciu na dziedziniec, stwierdziliśmy jednak, że od rzeki Zbrurz zbliżają się do nas sowieckie czołgi. Dowódca batalionu, kpt. Kozłowski, natychmiast zarządził alarm i rozpoczęliśmy wycofywanie się. Opór stawiliśmy dopiero w okolicach Czortkowa, nie posiadaliśmy jednak ciężkiej broni i wobec tego dowódca nakazał rozproszenie oddziału. W cywilnym przebraniu w nocy wróciłem do domu".
Dla pana Lubienieckiego i jego rodziny rozpoczęła się długa noc okupacyjna. Jeszcze w 1939 r. syn Jan został aresztowany przez NKWD i z wyrokiem 25 lat więzienia trafił do republiki Komi nad rzeką Uchtą, gdzie pracował w nieludzkich warunkach.
Po wkroczeniu Niemców w 1941 r. pan Wiktor został zakwalifikowany jako robotnik do Niemiec. W czasie transportu, wiosną 1942 r. udało mu się zbiec i powróciwszy do domu przez blisko rok ukrywał się. Był to czas nasilonego terroru, zarówno ze strony Niemców jak i skrajnie nacjonalistycznych Ukraińców, którzy dokonywali masowych mordów na Polakach.
Po wyparciu Niemców przez Armię Czerwoną pan Wiktor kolejny już raz przywdziewa mundur, stając się żołnierzem tworzącego się Ludowego Wojska Polskiego, z którym przemierza cały szlak bojowy. Zdemobilizowany w 1945 roku osiedla się w Kowalewku (gmina Kcynia) dokąd sprowadza rodzinę z terenów zajętych przez ZSRR i zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa rolnego.
W Kowalewku próbuje założyć ogniwo Mikołajczykowskiego PSL-u, udaje mu się to. Zawiązało się koło liczące około 154 członków, jednak po ucieczce Mikołajczyka partia ta została poddana represjom. Nie ominęły również one pana Wiktora. Eugeniusz (wówczas kilkunastoletni chłopiec) mówi: "Którejś nocy obudziło nas głośne pukanie do drzwi i okien. Pamiętam, że ojciec wstał i ubrał się w mundur (w tym czasie nosił jeszcze mundur), następnie otworzył drzwi, przez które wtargnęło kilku mężczyzn. Natychmiast zaczęło się popychanie i żądanie wydania listy członków PSL. Wobec niewydania jej przez ojca nastąpiło jego aresztowanie. Wkrótce go wypuszczono, jednak jeszcze wielokrotnie wzywany był do UB w Szubinie". W następnych latach prowadził gospodarstwo rolne, na którym obecnie gospodaruje syn Eugeniusz.
Pan Wiktor Lubieniecki odznaczony jest Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem udziału w wojnie 1918-1921.
W uznaniu zasług prezydent Rzeczpospolitej Polskiej awansował go 12 lutego 1991 roku do stopnia podporucznika Wojska Polskiego. Wypada wspomnieć jeszcze o synu Janie, który po uwolnieniu z sowieckiego Łagru trafił do Armii gen. Andersa i wraz z nią przebył cały szlak bojowy, walcząc m.in. pod Monte Cassino. Po zakończeniu wojny pozostał na Zachodzie. Dziś mieszka w Mansfield w Anglii.
Panu Wiktorowi Lubienieckiemu w setną rocznicę urodzin życzymy dużo zdrowia i 200 lat życia.
Na podstawie ustnej relacji spisał
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze