100. urodziny Michaliny Kosickiej
14 kwietnia 2025 roku Pani Michalina Kosicka z Zalesia skończyła 100 lat. Z tej okazji w środę 23 kwietnia do domu jubilatki przybył Burmistrz Szubina Mariusz Piotrkowski wraz z kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Danutą Musiał by przekazać upominek i złożyć życzenia wszelkiej pomyślności i to co najlepsze i najpiękniejsze na dalsze lata życia. Na uroczystość z życzeniami przybyła także przedstawicielka ZUS-u Aleksandra Dymska
Michalina Kosicka z domu Mistrzak urodziła się 14 kwietnia 1925 roku w Górkach Dąbskich. Jako jedno z dziesięciorga dzieci Stanisławy i Michała Mistrzak. Z żyjącego rodzeństwa została tylko 88-letnia - siostra Natalia. Reszta rodzeństwa, już odeszła. Pani Michalina wspomina dzieciństwo jako czas prosty, ale ciepły - pełen pracy i bliskości. Uczyła się w szkole w Górkach Zagajnych. W programie były m.in. rachunki, język polski, geografia, historia i religia, którą wykładał przyjeżdżający z parafii ksiądz. Edukację zakończyła w wieku 14 lat, by zająć się domem i rodziną.
29 listopada 1949 roku, w wieku 24 lat, wyszła za mąż za Waleriana Kosickiego. Do ślubu jechała bryczką zaprzężoną w konie - bo innych środków transportu nie było. Wspólnie wychowali czworo dzieci: syna Gabriela oraz córki - Grażynę, Łucję i Elżbietę. Dziś jubilatka jest dumna z ośmiorga wnucząt i dziesięciorga prawnucząt.
Wspomnienia z czasów młodości to między innymi gdy nie było szminek, młoda Michalina i jej koleżanki barwiły usta cykorią. Cukierków, gum czy lodów nie było - jedyne „słodycze” to murzynki za 5 groszy. Ale radość była prawdziwa. Spotkania z rówieśnikami, zabawy w berka, wspólne śpiewy i potańcówki przy dźwiękach harmonijki czy grzebienia - tak wyglądała młodość.
Czas wojny przyniósł wiele cierpienia. Rodzina musiała uciekać - najpierw do Mogilna, później do Samostrzela. Z całego dobytku zabrali tylko kilka krów. Mąż jubilatki Walerian walczył w partyzantce przez pięć lat. Pani Michalina mając zaledwie 14 lat, została zmuszona do ciężkiej pracy. Wspomina momenty grozy, dramatyczne sceny okupacji i okrucieństwo wojny. A jednak, nawet w tych najtrudniejszych chwilach, nie straciła hartu ducha.
Po wojnie zaangażowała się w działalność społeczną – należała m.in. do harcerstwa i Polskiego Czerwonego Krzyża. Gdy wspomina tamte czasy, podkreśla, że ludzie mieli mniej, ale więcej szacunku dla siebie i dla pracy. Mimo trudów, żyło się godnie, a człowiek był w centrum uwagi.
Święta w domu pani Michaliny miały wyjątkowy urok. Na Boże Narodzenie wstawiana była prawdziwa choinka, świeżo przyniesiona z lasu. Zamiast kupnych ozdób, cała rodzina siadała przy stole i wspólnie tworzyła papierowe łańcuchy, gwiazdki i aniołki. Wieszano też jabłka – czasem pieczone, czasem świeże. Wielkanoc nie wiązała się z zakupami w sklepie - szynkę przygotowywało się z własnoręcznie ubitej świni, jajka były z własnego kurnika. Często dzielili się z sąsiadami – wszystkim, co mieli.
- Mama zawsze była sercem naszego domu - gotowała, sprzątała, zajmowała się nami, ogrodem i całym gospodarstwem. Była gospodynią z prawdziwego zdarzenia, a jej ciepło i troska towarzyszyły nam każdego dnia. Teraz my dzieci troszczymy się i zajmujemy się Naszą mamą - mówi córka Elżbieta o swojej mamie.
Piotr Bembenek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze