To był wyjątkowo ciepły i duszny wieczór. Burza wisiała w powietrzu. Nikt jednak nie spodziewał się, że żywioł uderzy z tak ogromną siłą. Iwona Karbowiak, która jest pracowniczką MOPS w Kcyni, przebywała wtedy na urlopie, ale pamięta ten dzień doskonale: - Widząc co się stało, przerwałam urlop i wróciłam do pracy, ponieważ wiedziałam, że każda osoba będzie potrzebna. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy, że skala zniszczeń jest tak duża.
Nawałnica, która z 10 na 11 sierpnia nawiedziła Pałuki, dała się we znaki również mieszkańcom gminy Kcynia. Bilans strat był znaczny, choć nie tak tragiczny, jak w sąsiednich gminach - Nakło czy Szubin.
W wyniku intensywnej burzy uszkodzonych zostało ponad 260 domów i budynków mieszkalnych. Największe straty ponieśli mieszkańcy Studzienek, Józefkowa, Kcyni i Żarczyna. Wiatr nie oszczędził kilkudziesięciu budynków gospodarczych. Niemal doszczętnie zniszczył chlewnie w Dziewierzewie, magazyn w Elizewie, garaż i stodołę w Górkach Zagajnych, szopę w Sipiorach, stodoły w Malicach, Turzynie, Weronice i Miastowicach. Lista miejscowości, w których odnotowano straty jest znacznie dłuższa. Ucierpiały też budynki użyteczności publicznej, m.in. część dachu w Szkole Podstawowej w Rozstrzębowie, Dziewierzewie, Siporach czy obiekt sali gimnastycznej przy Szkole Podstawowej w Mycielewie. W wielu miejscach zniszczona była również infrastruktura drogowa, wiaty przystankowe, świetlice wiejskie, a także elementy placów zabaw.
Wichura przewracała wszystko to, co stanęło na jej drodze. Nie ominęła lasów gminnych. Najwięcej szkód wyrządziła w rejonie Studzienek. Połamane były też drzewa rosnące przy drogach oraz w parku przy Gminnym Centrum Kultury i Biblioteki w Kcyni. Wiele domostw pozostawało bez prądu. Silny wiatr łamał słupy energetyczne, a powalone drzewa uszkadzały linie wysokiego napięcia.
Intensywnienie i nieprzerwanie pracowali strażacy. Wszystkie jednostki zostały postawione w stan gotowości, a pierwsze zastępy wyjechały krótko po największej sile uderzeniowej, czyli po 22.00, w piątek 11 sierpnia 2017 roku. W pierwszych godzinach druhowie udrażniali drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne zablokowane przez wyrwane drzewa i połamane gałęzie oraz zabezpieczali budynki, gdzie pozrywane zostały dachy. Z wielu z nich wypompowywali wodę. W akcji czynny udział brała też lokalna społeczność, która solidarnie ratowała dorobek sąsiadów.
W Kcyni powołano Gminny Zespół Zarządzania Kryzysowego. Pełnił on dyżury w urzędzie. Mieszkańcy mogli zgłaszać szkody i awarie oraz uzyskać niezbędną pomoc. Zespołowi przewodził burmistrz Marek Szaruga, który m.in. zjeździł wszystkie sołectwa, celem lustracji skutków nawałnicy. Pełne ręce pracy miały też komisje do spraw szacowania strat z inspektorami nadzoru, pracownikami Urzędu Miejskiego oraz Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Łącznie do pomocy finansowej zostało zakwalifikowanych 267 budynków mieszkalnych, z czego 11 z nich zakwalifikowano na pomoc do 20.000 zł oraz 2 budynki do 100.000 zł. Uszkodzonych i zakwalifikowanych do pomocy finansowej budynków gospodarczych do 20.000 zł było 45, natomiast do 100.000 zł - 11. Pierwsze wypłaty świadczeń dla rodzin - pomoc doraźna do 6 .000 zł na remonty - napłynęła bardzo szybko, bo w ciągu tygodnia od wystąpienia nawałnicy.
- Nawałnica, która przeszła przez Kcynię w 2017 roku na długo pozostanie w mojej pamięci. W pierwszym dniu po jej wystąpieniu (a była to niedziela), pani kierownik ośrodka wraz z panem burmistrzem udali się w teren, ponieważ już wpłynęły pierwsze zgłoszenia dotyczące uszkodzeń budynków. W kolejnych dniach w teren wyjechali pracownicy socjalni oraz komisja do szacowania strat powołana przez burmistrza Kcyni. Pamiętam, że jednego dnia w godzinach od 8.00 do 20.00 też byłam w terenie. Zniszczenia, które zobaczyłam, były różne, tzn. w niektórych budynkach spadło z dachu kilka płyt eternitowych lub dachówek albo zostały zalane sufity i ściany, wybite szyby z okien. Jednakże jedno gospodarstwo, w którym byłam, szczególnie zapadło w mojej pamięci. Z chlewni została zerwana cała konstrukcja dachu i zawaliła się ściana, na posesji wszędzie leżały cegły, eternit, deski. Było to straszny widok. Gospodarz nie zdążył wyprowadzić zwierząt, przez co potopiły się prosiaki. W tym wszystkim najgorsza była rozpacz i bezsilność osób, które poświęcały się pracy w gospodarstwie. My jako urzędnicy mieliśmy ogrom pracy do wykonania, aby jak najszybciej pomóc rodzinom poszkodowanym, presja czasu była nie do zniesienia. Jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że po to tu jesteśmy, aby pomagać innym - wspomina zastępczyni kierownika M-GOPS w Kcyni Iwona Karbowiak.
Justyna Kulpińska, 8 VIII 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze