Reklama

5 lat po wichurze. Nawałnica w biskupińskim muzeum uszkodziła 1,5 tys. drzew. Turyści się zjawili i chcieli robić zdjęcia

Pięć lat temu przez chwilę pracownicy Muzeum Archeologicznego w Biskupinie myśleli, że trzeba będzie odwołać zbliżający się wielkimi krokami Festyn Archeologiczny. Na szczęście tylko przez chwilę. Dzięki zaangażowaniu pracowników już następnego dnia muzeum zostało otwarte dla turystów.

Relacjonując w 2017 roku to, co działo się po burzy z 11 sierpnia w gminie Gąsawa, skupiliśmy się na sytuacji w Muzeum Archeologicznym, bo tam było najgorzej. Wicedyrektor tej instytucji Kazimierz Szulc pamięta, że jak się zrobiło ciemno i zaczęło wiać, to z domu zadzwonił na portiernię.

- Dyżur miał Bartek Łuczka. Miał włączony komputer i obserwował jak nadchodzi burza. Stał na drugim końcu portierni, w rogu bo się bał, że drzewa które spadały, przygniotą go - wspomina Kazimierz Szulc.- Trwało to jakąś chwilę i był koniec. Rano o 7.00 wstałem i zaraz chciałem jechać na rezerwat, ale nie mogłem wyjechać z domu. Na szczęście OSP Cerekwica sprawnie zareagowała i po godzinie przejazd do Biskupina - co prawda powolny - ale był jednak możliwy. 

Reklama

Po dotarciu na miejsce już przy przejeździe kolejki wąskotorowej było widać co się stało. Powalone drzewa zatarasowały przejazd kolejki i wjazd do rezerwatu archeologicznego. Na miejscu oprócz Kazimierza Szulca pojawił się ówczesny dyrektor Wiesław Zajączkowski. Została podjęta decyzja, by po raz pierwszy w historii zamknąć w sezonie rezerwat dla turystów. Jednak innego wyjścia z sytuacji nie było, bo zwiedzanie w takich warunkach było po prostu niebezpieczne. 

- Ściągnęliśmy wszystkich, którzy mogli przyjechać - bo przecież ludzie ratowali swoje dobytki - i zaczęliśmy sprzątać - dodał Kazimierz Szulc. - Turyści się oczywiście zjawili i jak zobaczyli jak to wygląda, to koniecznie chcieli wejść, by zrobić zdjęcia. Na szczęście nie wpuściliśmy, bo gałęzie wisiały i zagrażały ludziom. W niedzielę rano udało się przywrócić ruch turystyczny.

Reklama

 

Muzeum Archeologiczne po nawałnicy z 11 sierpnia 2017 roku. Drzewa i gałęzie zatarasowały przejścia. fot. archiwum MAB

 

Ten ruch musiał zostać ograniczony, bo pracownicy muzeum wyznaczyli miejsca, w których można się było poruszać.  Najbardziej ucierpiał las. Muzeum wykonało inwentaryzację po nawałnicy. Okazało się, że zostało zniszczonych i uszkodzonych 1.529 drzew. W przypadku infrastruktury i budynków uszkodzenia nie były duże. Uszkodzeniu uległo w sumie czternaście obiektów, min. ogrodzenie, chata w osadzie neolitycznej, wał w osadzie łużyckiej, strzecha w chacie pałuckiej. Zdaniem Kazimierza Szulca na szczęście straty te nie były wysokie, bo zostały wycenione na łączna kwotę 62.500 zł i zostały pokryte z ubezpieczenia. 

Reklama

MAB wykonało też wycenę kosztorysową wszystkich strat, przede wszystkim drzewostanu i okazało się, że gdyby muzeum zleciło usuwanie strat firmie zewnętrznej, to musiałoby ponieść ok. 1,5 mln zł kosztu takiej usługi.

- Na szczęście my tych kosztów nie ponieśliśmy. Usuwaliśmy to wszystko swoimi siłami. Mamy super brygadę i jeśli chodzi o działanie, to nasi ludzie są wspaniali. Kto mógł, to przychodził i pracował. Nie patrzyliśmy godzina siódma czy trzecia po południu. Trzeba było robić, to robiliśmy i trzeba otwarcie przyznać, że ta załoga zawsze taka była. Ludzie, którzy sprzątali, również po godzinach pracy, otrzymywali to powalone drewno na opał. Powoli udało nam się usunąć skutki nawałnicy, chociaż do dziś są takie miejsca, w których ślady po nawałnicy widać - mówi Kazimierz Szulc.

Reklama

W miejsce ubytków przez pięć ostatnich lat na terenie rezerwatu zostało posadzonych około 4.000 drzew. Tylko w tym roku w lesie zostało posadzonych około 1.000 drzew. 

Remigiusz Konieczka, 9 VIII 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości