Żnin, liceum, LO, 70 lat, jubileusz, absolwent
70 lat Liceum w Żninie
W czasie zjazdu absolwentów Liceum im. Braci Śniadeckich w Żninie została wymieniona taka ilość informacji, tyle osób podzieliło się z innymi wydarzeniami ze swego życia, wspomnieniami i poglądami, że - wybaczcie Państwo - wszystko, co my w gazecie napiszemy, będzie w odbiorze każdego z Was tylko mdłym i mglistym przybliżeniem tego, co Wy - uczestnicy zjazdu - opisalibyście zupełnie inaczej. Ci zaś, którzy ze szkołą związani nie są, będą narzekać, że tyle miejsca poświęcono jednemu wydarzeniu.
Kurator Oświaty i Wychowania Januariusz Stodolny wręcza nominację dyrektorską Małgorzacie Kurto. W głębi byli dyrektorzy LO w Żninie: Feliks Malinowski (1980-85) i Andrzej Wybrański (1990-93). Zdzisław Bąk - dyrektor w latach 1974-80 i 1985-90, choć zaproszony, nie uczestniczył w zjeździe.
fot. Dominik Księski
70 świeczek z ogromnego tortu urodzinowego zdmuchuje dwóch spośród najstarszych dzieci LO - ks. Kazimierz Warda (z lewej) i Jan Świtalski (z prawej) - dmuchaczy było więcej, ale nie zmieścili się na zdjęciu.
fot. Dominik Księski
Ale tą imprezą żył przez trzy dni cały Żnin i podczas jej trwania nawet doba miała 25 godzin. I tak, jak festiwal Jazz Jamboree jest nie do opisania - nawet, jeśli poświęcić mu cały numer gazety - tak i 70-lecie szkoły, choć wieloma piórami staramy się oddać to, co według nas warto opisać, będzie takie, jakim pozostało w pamięci każdego z uczestników. A ci, co nie byli... - mogą jedynie żałować. I żałują.
Trudno wyznaczyć najważniejsze momenty. Otwarcie? Pełna podniosłej uroczystości wizyta na cmentarzu? Msza, w czasie której wszyscy obecni czuli się bardzo razem? Spotkania w klasach? Bal? Choć spotkanie trwało trzy dni, nie wszystkim starczyło czasu, by się spotkać, pogadać, zobaczyć i znajomych, i nauczycieli. Nauczyciele liceum zresztą - zarówno obecni, jak i ci, którzy już nie uczą - mieli największe problemy z czasem - oprócz kolegów z klasy były jeszcze kolejne roczniki wychowanków. Naprawdę - za dużo wrażeń, jak na jeden raz.
Po otrzymaniu wydrukowanych w postaci zgrabnej książeczki materiałów do monografii LO pierwszą czynnością, jaką każdy wykonywał, było sprawdzenie, czy jest w spisie absolwentów.
W trakcie spotkania w klasach, gdy już siadło się w ławkach (czasem nawet na swoje stare miejsca), podświadomie czekaliśmy na coś, uświadamiając sobie dopiero po chwili, że nauczyciel nie wejdzie, dziennika nie otworzy...
Zabawne było to, że wszyscy (chodzi o roczniki po reformie szkolnictwa) nagle okazali się być z czwartej klasy - i ci rok starsi, i dwa lata młodsi, których zapamiętało się jako drugoklasistów, i ci dwadzieścia lat młodsi. Nagle wszyscy byli równi - byli absolwentami tej szkoły bez względu na wiek.
W poniedziałek rano we wszystkich pokojach nauczycielskich szkół podstawowych znajdujących się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów przez pierwszych kilka przerw nie mówiło się o niczym innym, jak tylko o obchodach. Że Pawlakowa stara się być piękna i młoda, jak dawniej, że Kurek nie przyszedł, że..., że..., że...
Proszę Państwa! Czy coś możemy do tego dodać?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze