Pół wieku temu
Armia Czerwona na Pałukach
12 stycznia 1945 r. po kilkumiesięcznej przerwie ruszyła spod przyczółka sandomierskiego wielka operacja wiślańsko-odrzańska 1 Frontu Białoruskiego wojsk radzieckich. Z początkiem trzeciej dekady stycznia pierwsze oddziały 2 Armii Pancernej Gwardii generała płk. Siemiona Bogdanowa wkroczyły na Pałuki.
Styczeń - luty 1945 r. Siedziba sztabu w pałacu Tupadły koło Kcyni. Oficer radziecki (w środku) z oficerami polskimi. fot. z archiwum Edmunda Kalki Fakty historyczne
Przez region nasz, położony między Poznaniem a Bydgoszczą, wiodła najkrótsza droga do Piły i dalej, przez Pomorze ku Bałtykowi.
21 stycznia Rosjanie bez większych walk zajęli opuszczone przez Niemców Rogowo i Łabiszyn; 22 stycznia Żnin, Szubin, Kcynię, Gołańcz i Wapno, a dzień później Margonin. Nieco trudniejsza była sytuacja w okolicach Wągrowca, bowiem w mieście utrzymywał się półtysięczny garnizon hitlerowski. 23 stycznia, po walkach ulicznych, Rosjanie opanowali miasto, a także Damasławek i Janowiec. Do 24 stycznia trwały ciężkie walki o Szamocin, którego zdobycie otwierało wojskom radzieckim drogę na Chodzież, Piłę i Czarnków.
Generał płk Siemion Bogdanow (1894-1960), dowódca 2 Armii Pancernej Uderzeniowej 1 Frontu Białoruskiego. Jego oddziały i pododdziały wyzwoliły Pałuki w dniach 21-24 stycznia 1945 r. Jak mówią zapiski kronikarskie oraz relacje naocznych świadków, wkraczające do poszczególnych miejscowości Pałuk wojska radzieckie były owacyjnie i gorąco witane przez ludność. Pałuczanie dość mieli ponad pięciu lat hitlerowskiej okupacji. Rozczarowanie tymi, co wyzwolili z jednych kajdan, by nałożyć drugie, miało przyjść dopiero później.
Przelana krew
W oswobodzeniu Pałuk spod hitlerowskiej okupacji poległo kilkuset żołnierzy radzieckich. I zapewne dla wielu z nich obce były zawiłości wielkiej polityki. Walczyli, bo taki był rozkaz, walczyli przeciwko znienawidzonemu hitleryzmowi, może nie wiedząc, jak okrutny los zgotował wielu narodom rodzimy stalinizm. Walczyli, aby jak najszybciej dotrzeć do Berlina. Spoczywają w pałuckiej ziemi: w Kcyni 86 żołnierzy poległych w walkach o Kcynię, Grocholin, Rozpętek, Sipiory, Mieczkowo i Ludwikowo; w Łabiszynie 46 poległych; w Szubinie 28 poległych w walkach o Szubin, Ciężkowo, Chomętowo, Królikowo, Rynarzewo; w Żernikach 1 mogiła; w Żninie 15 żołnierzy, którzy zakończyli życie w Żninie, Januszkowie, Sarbinowie, Żarczynie, Redczycach i Gąsawie. Mogiły radzieckie są także w Wągrowcu (m.in. płk. Andrzeja Paszkowa) i w Szamocinie.
Pamiętać czy nie pamiętać
Dziś, kiedy od zakończenia II wojny światowej mija 50 lat, w nowych warunkach społeczno-politycznych od czasu do czasu wyrażane są wątpliwości - czy należy czcić rocznicę wyzwolenia Pałuk spod okupacji hitlerowskiej przez żołnierzy radzieckich, czy też nie?
Styczeń 1945 r., czołgi radzieckie Opinie ludzi, którzy przeżyli koszmar okupacji hitlerowskiej, są zdecydowanie jednoznaczne - tym, którzy nas oswobodzili, prostym żołnierzom radzieckim poległym na pałuckiej ziemi, należy oddać hołd, pamięć i szacunek. Ich groby, mogiły, pomniki to dowody historii. Nie należy ich niszczyć i burzyć jeśli chcemy, aby inni szanowali nasze na obcej ziemi.
Ale też w imię historii, nie można zapomnieć o tym, jak wielcy i możni tamtego świata sprzed 50 lat, zarówno ci na Wschodzie, jak i na Zachodzie zadecydowali bez nas o naszym losie, co w konsekwencji przyczyniło się do narzucenia nam obcego systemu totalitarnego, który nie gorzej od hitleryzmu wyniszczył nasz naród.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze