Lokatorzy jednego z bloków przy ulicy Pakoskiej od wielu miesięcy obawiali się o swoje bezpieczeństwo. Miarka przebrała się 3 kwietnia, kiedy z mieszkania na parterze zaczął wydobywać się dym. - Gdyby to wydarzyło się w nocy, doszłoby do prawdziwej tragedii - mówiła Pałukom mieszkanka osiedla.
Z informacji przekazanych nam przez rzecznika prasowego KP PSP w Żninie kpt. Łukasza Adamowskiego wynika, że zdarzenie zostało zgłoszone na numer alarmowy w miniony poniedziałek, kilkanaście minut po 13.00. Na miejsce zadysponowano OSP Barcin, OSP Piechcin oraz dwa zastępy JRG Żnin (wóz gaśniczy i samochód operacyjny). Strażacy zastali lekkie zadymienie na klatce schodowej oraz wydobywający się dym z mieszkania na parterze. - W pierwszej fazie nasze działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia oraz otwarciu mieszkania za pomocą wyważarki do drzwi. Po wejściu zastępu do pomieszczenia, ugaszono palący się fotel. W tym samym czasie, podczas przeszukania, strażacy natrafili na śpiącego na łóżku mężczyznę, którego ewakuowano na zewnątrz i przekazano pod opiekę ratowników - relacjonował kpt. Adamowski. Pomieszczenia były przepełnione zatrważającą ilością różnego rodzaju śmieci.
Ratownicy, do czasu przybycia Zespołu Ratownictwa Medycznego, udzielili mężczyźnie wsparcia psychicznego i podali mu tlen. Mieszkanie wraz z klatką schodową zostały natomiast przewietrzone za pomocą agregatu oddymiającego. Rzecznik prasowy poinformował także, że na miejsce przybyła policja, przedstawiciel spółdzielni mieszkaniowej oraz opieka społeczna. Po ugaszeniu pożaru strażacy sprawdzili pogorzelisko kamerą termowizyjną, w celu wyeliminowania zarzewi ognia. Zagrożenia nie wykryli.
Lokatora przebadało natomiast pogotowie ratunkowe - medycy nie stwierdzili u niego żadnych obrażeń, dlatego też mężczyzna pozostał na miejscu. W jaki sposób doszło do zaprószenia ognia? Strażacy nie zajmowali się ustaleniem tego faktu. Sąsiedzi podejrzewają, że przyczyną był tlący się papieros.
Klatkę schodową, w bloku, w którym doszło do ugaszonego w porę pożaru, współdzieli jeszcze 9 rodzin (znajduje się tam łącznie 10 mieszkań). Osoba, która 3 kwietnia zadzwoniła po pomoc została poinstruowana przez operatora numeru 112, aby do czasu przybycia straży pożarnej, wszyscy zagrożeni mieszkańcy jak najszybciej ewakuowali się na zewnątrz.
Nasza rozmówczyni twierdzi, że problemy ze współlokatorem zaczęły pojawiać się stosunkowo niedawno i towarzyszy im m.in. spożywanie alkoholu. Mężczyzna od wielu lat zamieszkuje osiedle, a lokal jest jego własnością. Kontakt z nim jest jednak bardzo utrudniony. - Żyjemy w strachu.Nikomu nie otwiera. Wydobywa się stamtąd odór. Nawet, jak mieliśmy w grudniu ubiegłego roku awarię - wyciek gazu, nie wpuścił nikogo, żeby sprawdzić szczelność. Ma odcięty gaz. Spółdzielnia twierdzi, że nie może nic zrobić - nie zalega z czynszem - usłyszeliśmy. Mieszkańcy liczą na to, że na klatce schodowej zostanie zamontowany czujnik dymu, który pozwoli zareagować szybciej, jeśli w przyszłości sytuacja się powtórzy.
Wnętrze mieszkania pełne śmieci fot. nadesłane
Po interwencji służb sąsiedzi zauważyli zmianę - mężczyzna sprząta i opróżnia mieszkanie. Dyrektorka Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Barcinie nie chciała wdawać się w szczegóły w rozmowie z prasą. Udało nam się jedynie dowiedzieć, że mieszkaniec bloku przy ul. Pakoskiej jest w zainteresowaniu instytucji, która po poniedziałkowym zdarzeniu podjęła wszystkie niezbędne działania. Będzie też kontrolować stan czystości pomieszczeń.
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie Jarosław Kucharski nie ukrywał zaskoczenia zaistniałym faktem i tym, co zobaczył w środku. - Zobligowaliśmy pana do posprzątania tego bałaganu i zawiadomiliśmy MGOPS - mówił. Dodał też, że do tej pory spółdzielnia nie otrzymywała żadnych niepokojących sygnałów pod adresem tej osoby. - Kontakt z tym panem był bardzo, bardzo utrudniony. Praktycznie żaden. Wysyłaliśmy wiele monitów. Pozostawały bez odpowiedzi - kontynuował prezes. W nawiązaniu do zgromadzonych w mieszkaniu śmieci przekazał, że mężczyzna miał stały dostęp do wiaty, w której ulokowane są pojemniki na odpady, gdzie mógł je na bieżąco wyrzucać.
Przesłane do naszej redakcji zdjęcia, na których widnieją pomieszczenia przepełnione śmieciami, mogą świadczyć o syllogomanii - patologicznym zbieractwie. Polega to na trudnościach w pozbywaniu się niepotrzebnych przedmiotów. Osoba taka w sposób obsesyjny i kompulsywny gromadzi duże ilości bezwartościowych rzeczy. Często są to właśnie śmieci, które stopniowo zalegają w całym jego najbliższym otoczeniu, uniemożliwiając prawidłowe funkcjonowanie.
Do zaprószenia ognia doszło osiedlu przy ul. Pakoskiej fot. nadesłane