Reklama

Będzie go w Żninie brakować

Na cmentarzu parafialnym w Żninie Huberta Kurczewskiego żegnała rodzina, bliscy, przyjaciele, koledzy i koleżanki z klasy, znajomi. Nie brakowało łez, ale i wiary w to, że trafił do lepszego świata. Kiedy żył, próbował lepszym czynić świat wokół siebie. Osoby, które go znały twierdzą, że to mu się udało.

Hubert Kurczewski 1933-2014 fot. Bartosz Woźniak

     O tym, na jakich polach działał Hubert Kurczewski, w dniu jego pogrzebu przypomniał jego syn Krzysztof Kurczewski w mowie pożegnalnej. - Niemal całe swoje życie związałeś ze Żninem. Wrodzoną żywotność, entuzjazm i zdolności organizacyjne oddałeś pracy społecznej w różnych dziedzinach: filatelistyka, turystyka, Towarzystwo Kulturalne, zjazdy koleżeńskie i Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ukochałeś to miasto i jego okolice.
     Hubert Kurczewski, który urodził się 2 marca 1933 roku, nie spędził dzieciństwa w Żninie. Mieszkał wtedy w Izdebnie. Jego ojciec Alojzy był kierownikiem miejscowej szkoły, dlatego Hubert z matką Zofią z Bachorskich, bratem Kornelem i siostrą Zytą mieszkał w szkole. Tak było do 1939 roku. Jego ojciec wyruszył na front i ślad po nim zaginął. Matka z dziećmi wyjechała do Szelejewa. Hubert Kurczewski z rodziną zamieszkał u babci Konstancji Bachorskiej. Wkrótce nastąpiły wydarzenia, które siedmioletni Hubert zapamiętał do końca życia.
     W lutym 1940 roku rodzina została wysiedlona z gospodarstwa w Szelejewie. Najpierw jechali wozami do Janowca, a po dwóch tygodniach nieogrzewanymi pociągami na południe. Rodzina Huberta Kurczewskiego trafiła do Rabki. Tam zaczął edukację w pierwszej klasie polskiej szkoły powszechnej. Wojenne losy rzuciły rodzinę Kurczewskich do różnych miejscowościach. W drugi dzień świąt Wielkiej Nocy 1945 wrócili na Pałuki.
     Hubert Kurczewski miał 12 lat i podjął naukę w prywatnym wówczas gimnazjum i liceum w Żninie. Ówczesny dyrektor Roman Piotrowicz odtwarzał szkołę, którą kierował przed wojną. Hubert Kurczewski trafił do dziwnej klasy. Dziwnej, bo składającej się z uczniów w różnym wieku.
     Klasową koleżanką i późniejszą przyjaciółką była Grażyna Niemczynow-Burchart. - Hubert należał do grupy młodszych uczniów w klasie. Nie było go w grupie, która wodziła prym w klasie, która nadawałaby ton całemu towarzystwu. Owszem był życzliwy, pomocny, serdeczny. Zresztą taki był do końca życia. Dopiero przed maturą, kiedy bardzo się wyciągnął, stał się pewniejszy siebie. Może był nieśmiały, ale był nasz - mówi Grażyna Niemczynow-Burchart. Ich koleżeństwo i przyjaźń rodziły się w trudnych okolicznościach.
     - To wyglądało tak, że ja wtedy Huberta zbiłam - przypomina Grażyna Niemczynow-Burchart. - Nie wiem z jakiego powodu, kiedyś przyszłam do szkoły i przyniosłam z sobą kakao w butelce po mleku. Czy mi coś strzeliło do głowy czy mnie ktoś podpuścił, postanowiłam, żeby to kakao wypił Hubert. On nie chciał. Przystawiłem je mu do buzi. On podbił moją rękę i kakao wylało się na mój nowy sweterek. W związku z takim obrotem sprawy zacisnęłam pięśći i uderzyłam Huberta. Znalazł się w trudnej sytuacji, bo jak miał oddać dziewczynie? Stał, a ja go zlałam. Sprawa trafiła do dyrektora Piotrowicza. My nawzajem się przeprosiliśmy, a ten incydent zaczął budzić naszą wzajemną sympatię. Najpierw w szkole, a później już podczas spotkań klasowych. Nasze relacje były serdeczne i takie zostały do końca.
     Jak mówił Hubert Kurczewski, jego klasa była wyjątkowa. Klasę tę w roku matury dotknęły represje ze strony Urzędu Bezpieczeństwa. Przyszło im zdawać maturę w środku okresu stalinowskiego w Polsce. W klasie maturalnej jego kolega klasowy Stanisław Bała został aresztowany przez UB i przetrzymywany kilka miesięcy w żnińskim areszcie. Jego kolegów inwigilowało UB. Namawiało na składanie donosów. W związku z aresztowaniem pozbawiono stanowiska dyrektora Piotrowicza. Ojca Staszka Bały wsadzono za domniemaną próbę przekupstwa funkcjonariusza UB. W końcu połowę klasy oblano na maturze. Nie z powodu braku wiedzy, ale ze względu na pochodzenie, w nomenklaturze stalinowskiej - córki i synów spekulantów (właścicieli sklepów) i kułaków (rolników indywidualnych) oraz burżujów (urzędników, nauczycieli, lekarzy, prawników etc.).
     Hubert Kurczewski przez lata, a w szczególnie w ostatnich latach, zabiegał o to, by te dwie historie, a mianowicie wysiedlenia Polaków w 1939 i 1940 roku oraz represje stalinowskie w 1949 i 1950 roku, znalazły się na łamach Pałuk. Traktował to niemal jak misję. Prosił, zabiegał, służył pomocą w tym, aby historie te ujrzały światło dzienne. To dzięki niemu w dużej mierze udało się zapoznać opinię publiczną z tymi zapomnianymi wydarzeniami.
     - Po ukończeniu szkoły musiałem pracować, później rozpocząłem służbę wojskową w Choszcznie koło Stargardu Szczecińskiego. Po ukończeniu służby wróciłem do Żnina i kontynuowałem pracę w hurtowni „Samopomocy Chłopskiej” - mówił Hubert Kurczewski na łamach Pałuk w 2008 roku. Tak wspominał początki swojej przyjaźni z innym wybitnym żninianinem Zbigniewem Skorwiderem. - Od dzieciństwa zbierałem znaczki, tę pasję zaszczepił mi mój ojciec. W tym czasie ci wszyscy młodzi ludzie, którzy pracowali w Żninie lub byli po studiach, nie wiedzieli, gdzie się zbierać i co robić. Punktem zbornym dla młodej żnińskiej inteligencji była księgarnia. Wokół osoby Zbyszka Skorwidera zaczęła się spotykać grupa ludzi o podobnych zainteresowaniach. Zaszczepił w nas chęć zwiedzania kraju, zaszczepił w nas turystykę i wokół tego, wokół PTTK zaczęła się nasza działalność.
     Hubert Kurczewski już w liceum należał do koła turystyczno-krajoznawczego, a potem tę pasję kontynuował. Ale grupa Skorwidera, bo tak zaczęto określać osoby skupione wokół niego, to nie tylko turystyka. Po tym, jak w 1962 r. Zbigniew Skorwider został naczelnikiem Miasta i Gminy Żnin, grupa zaczęła przygotowania do obchodów 700-lecia Żnina. W ciągu kilku lat miasto bardzo się zmieniło. Było to dziełem kolegów, przyjaciół i współpracowników ówczesnego naczelnika, a był w tym gronie Hubert Kurczewski.
     W połowie lat siedemdziesiątych Hubert Kurczewski znalazł kolejną pasję swojego życia, którą kontynuował do ostatnich dni. W 1975 roku, dwadzieścia pięć lat po zakończeniu nauki w liceum, zorganizował pierwszy zjazd klasowy. Kolejne odbywały się co pięć lat, w każdą kolejną, okrągłą rocznicę ukończenia szkoły. Hubert Kurczewski celowo mawiał o rocznicach ukończenia szkoły, a nie zdania matury, bo nie wszystkim dane było tę maturę zdać. Jedni mieli poprawki w sierpniu, inni później. Ale na zjazdy zapraszani byli wszyscy. Zjazdy to było oczko w głowie Huberta Kurczewskiego i mówił o nich z pasją. Ostatni zjazd klasy miał miejsce 31 maja 2013 roku przy okazji 90-lecia LO w Żninie.
     - Po śmierci Andrzeja Hoffmana to Hubert był zwornikiem naszej klasy. Bardzo się wszystkimi interesował - mówi Grażyna Niemczynow-Burchart.
     Jeszcze w czasach Zbigniewa Skorwidera Hubert Kurczewski rozpoczął działalność w Żnińskim Towarzystwie Kulturalnym, które ostatnimi czasy przemianowało się na Żnińskie Towarzystwo Kultury. Na cmentarzu w dniu pogrzebu, 30 sierpnia, żegnał go prezes Stefan Czarnecki.
     - Drogi Hubercie. Spotkać ciebie można było wszędzie. Na ulicy, przechodziłeś przez rynek idąc od biblioteki do apteki. Można cię było spotkać na targu. Można cię było spotkać na wielkich imprezach związanych z kulturą Żnina i Pałuk. Byłeś nie tylko podróżnikiem, ale również doskonałym mówcą. Wielokrotnie publicznie kierowałeś wspaniałe słowa do instytucji, do osób prywatnych, w tym do Żnińskiego Towarzystwa Kultury i do mnie osobiście. W ten sposób my wszyscy i ja osobiście spłacamy ci dług. Te twoje słowa dawały otuchę, siły i zdrowie. Dzisiaj my wszyscy dziękujemy ci bardzo za twoje fajne, długie, oddane i szczęśliwe życie. Cieszymy się, że to życie tak bardzo było związane ze Żninem i z Pałukami. Będziemy o tobie pamiętać i kontynuować twoje dzieło związane ze żnińską kulturą - mówił Stefan Czarnecki.
     Hubert Kurczewski wraz z żoną aktywnie działał w żnińskim Klubie Podróżnika założonym w 1997 roku przez dyrektor biblioteki Jadwigę Jelinek. Jeszcze w czasach, gdy siedziba biblioteki mieściła się przy ul. Śniadeckich, Hubert Kurczewski opowiadał o swoim wyjeździe do Egiptu. Później wielokrotnie i chętnie opowiadał o innych podróżach. Obecny był na każdym spotkaniu, bądź w charakterze prelegenta, bądź jako słuchacz. - Był fantastycznym mówcą i gawędziarzem. Zawsze miał coś do powiedzenia. Swoją osobowością wypełniał salę. Teraz będzie pierwsze powakacyjne spotkanie klubu i będzie pusto na sali. Był też chodzącą encyklopedią. Z racji wieku pamiętał rzeczy, o których myśmy nie pamiętali. Każdy postrzega człowieka na swój sposób. Dla mnie Hubert Kurczewski był życzliwy. Z czymkolwiek się do niego zwróciłam, to uzyskałam wsparcie i pomoc - mówi Jadwiga Jelinek.
     Od piętnastu semestrów aktywnie działał w stowarzyszeniu Uniwersytet III Wieku im. Wandy Dobaczewskiej. Pełnił funkcje wiceprezesa i organizował wyjazdy na koncerty do Poznania i Bydgoszczy do filharmonii lub opery. - Bardzo dobrze mi się z nim współpracowało. Można było na nim polegać. Będzie go brakować - zauważa prezes stowarzyszenia Irena Starczewska.
     Ostatnią rzeczą, w którą Hubert Kurczewski się zaangażował, była inicjatywa wmurowania tablicy poświęconej Romanowi i Jadwidze Piotrowiczom. - Bardzo zaangażował się w sprawę Piotrowiczów. Niedługo będziemy ją finalizować. Hubert bardzo mi pomógł, chodził do szkoły i wyciągał materiały, wspierał mnie w tym. Ciężko będzie bez niego - przyznała Grażyna Niemczynow-Burchart.
     Hubert Kurczewski zmarł 27 sierpnia 2014 roku. Cześć Jego pamięci!

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1177 (36/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości