Rolnicy z Chomętowa i Gąbina mają kłopot z zalewanymi łąkami, na których stoją wielkie kałuże wody. Rowy są zamulone i zarośnięte, woda się z nich wylewa. Spółka wodna nie ma pieniędzy, a Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku wyjaśnia sytuację na ciekach wodnych, za które odpowiada.
Na łąkach Jadwigi Kubiak, która mieszka w gospodarstwie prowadzonym wraz z rodziną, woda stała niemal cały rok. Rów melioracyjny, który ma ją zbierać, wypełniony jest po brzegi. Woda niemal się z niego wylewa. Jadwiga Kubiak załamuje ręce, bo problem nie jest rozwiązany, a bydło nie chce jeść tego, co na tych zalanych łąkach wyrośnie. - Wyrosły żółte kwiatki i zwierzaki nie chcą tego jeść. Rów jest zarośnięty i nie może wody odebrać. Woda nie chce schodzić i stoi na łąkach - twierdzi Jadwiga Kubiak.

- I patrz pan jak to wygląda - mówi Jadwiga Kubiak fot. Remigiusz Konieczka
Mieszkanka Chomętowa mówiła o rowie melioracyjnym z Jabłowa Pałuckiego przez Chomętowo i Gąbin do Jeziora Gąbińskiego. Rów rzeczywiście jest przepełniony i zarośnięty. Przepust przed samym jeziorem w Gąbinie prawie się przelewa. Z kolei rolnicy obecni na zebraniu, oprócz rowu, wskazywali na inną przyczynę tego, że ich pola i łąki są zalewane. - W Wiśle wody nie ma, a nasze łąki są zalane - powiedział rolnik Sławomir Homeja. - Są zalewane ustawicznie.
Problem leży też w przepompowni wody między Jeziorem Sobiejuskim a Gąbińskim. Zdaniem rolników utrzymywany jest wysoki stan wody, a nadmiar wody nie jest spuszczany na specjalnie wykupione od rolników tereny zalewowe. Gąsawka płynie od jeziora Dużego Żnińskiego w kierunku Jeziora Sobiejuskiego i dalej do jezior: Żędowskiego, Wąsowskiego, Skrzynki i Gąbińskiego. Rolnicy twierdzą, że przez piętrzenie wody zalewane są łąki na wyższym poziomie, a nie na niższym. Twierdzą, że woda płynie pod górę, a nie w dół.
Sprawą zajęła się Danuta Boruch, radna Rady Miejskiej w Szubinie, mieszkanka Gąbina, która zainteresowała problemem radną sejmiku Silvanę Oczkowską. Ta z kolei zorganizowała w Chomętowie spotkanie rolników z dyrektorem Kujawsko-Pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku Franciszkiem Złotnikiewiczem. Zjawił się również zastępca dyrektora Marian Wilmanowicz. Rolnicy pytali dyrektora, kto decyduje o spiętrzaniu wody między jeziorami Żędowskim a Sobiejuskim.
- Panowie dyrektorowie niech starą babcię usłuchają. Hodowla mi ginie przez ten rów zarośnięty - apelowała na zebraniu Jadwiga Kubiak.
Dyrektor wytłumaczył, że urządzenia i cieki wodne, które utrzymuje K-PZMiUW we Włocławku, są utrzymywane. Na terenie gminy Szubin są to: czarny Rów, Gąsawka i Biała Struga. Na tych ciekach wodnych prace konserwacyjne i udrażniające były prowadzone. Dyrektor wyjaśnił, że za meliorację odpowiedzialni są właściciele, a jeśli zrzeszają się w spółkach wodnych, to te właśnie spółki winny dbać o to, by rowy były drożne. Franciszek Złotnikiewicz wyjaśnił rolnikom, że może odpowiadać za stan tych cieków wodnych, które podlegają jego firmie. Przytoczył rolnikom kilka cyfr, udowadniając, że wcale niemało środków było skierowanych i na Gąsawkę i na Białą Strugę.
Marian Wilmanowicz przyznał, że przepompownia między jeziorami Żędowskim a Sobiejuskim jest urządzeniem, nad którym pieczę sprawuje K-PZMiUW we Włocławku. Jadnak na pytania zadawane przez rolników, dotyczące odpowiedzialności za regulację wody i jej stan, nie odpowiedział. Poprosił rolników o dane kontaktowe. Zadeklarował, że sprawdzi szczegóły i odpowie w późniejszym terminie. Na 10 grudnia został wyznaczony termin kolejnego spotkania, na którym pracownicy K-PZMiUW mają m.in. wyjaśnić, jak sprawa się ma z ustalaniem poziomu wody między jeziorami.
- Nie chodzi tylko o rowy melioracyjne, ale o uporządkowanie całego systemu melioracyjnego w województwie - wskazywała na spotkaniu radna Silvana Oczkowska. - Sytuacja jest na tyle poważna, że zwróciłam się do przewodniczącej sejmiku o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia w tej sprawie. Drogi wodne i urządzenia melioracyjne to system naczyń połączonych. Wieloletnie zaniedbania sprawiły, że nie jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. Co z tego, że jeden rolnik będzie utrzymywał swój odcinek rowu w idealnym stanie, jak u sąsiada będzie rów niedrożny.
Skontaktowaliśmy się z Markiem Szpechcińskim z Żędowa, który od 1986 roku pracuje w przepompowni między jeziorami Żędowskim a Sobiejuskim. Wyjaśnił, że stan wody na przepompowni nie jest wysoki. Przeciwnie, na Jeziorze Żędowskim przy tzw. pełnej łacie (stan maksymalny) na 190 cm jest 140, a więc 50 cm poniżej poziomu, a na Jeziorze Sobiejuskim na 120 cm maksymalnego poziomu jest 60 cm, a więc 60 cm mniej. Jego zdaniem, zalane łąki to wina rowu melioracyjnego. Pokazał nam pełen przepust w Gąbinie i zarośnięty rów. - Ten rów powinien być odmulony - wyjaśnił.
Na spotkaniu obecny był również szef Gminnej Spółki Wodnej w Szubinie Edward Pawlicki, który powiedział, że spółka zebrała od rolników z Chomętowa na rok 3.000 zł, a za te pieniądze niewiele da się zrobić. Składka wynosi 30 zł od rolnika za hektar. Za to trzeba utrzymać maszyny i urządzenia w gotowości, kupić paliwo i wykonać określone prace konserwacyjne. Za wysoki stan wody na rowie wini kilka czynników. To, że trafia do niego woda z pól i rowów położonych na terenie gmin Łabiszyn i Żnin, a także to, że rolnicy stosują nawozy stymulujące rozwój roślinności na łąkach, które potem porastają też rowy. Spółka wodna wywiązała się z zadania i w tym roku rowy zostały wykoszone. Na prace poważniejsze środków nie ma, a mogły być. Edward Pawlicki dodał, że była możliwość pozyskania dodatkowych środków na udrażnianie rowów ze Starostwa Powiatowego w Nakle, ale rolnicy nie zgodzili się. Niemniej Edward Pawlicki zadeklarował, że do 10 grudnia rów zostanie po raz drugi w tym roku wykoszony.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1084 (47/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze