Nie trzeba byłoby wiele pisać bibliotece w Żninie poza podaniem godzin wypożyczania, gdyby nie to, że zajmuje ona pomieszczenia nie będące własnością miasta, a ich właściciele wypowiedzieli dzierżawę. Oddział dziecięcy ma opuścić swe lokum do końca marca, cała reszta do końca czerwca.
Zarząd Miasta, który jest odpowiedzialny za placówkę, chciał odkupić od właścicieli posesję, ci jednakże się nie zgodzili. Kto pozbawiałby się dóbr położonych w tak świetnym punkcie? A właściciele mieli już kilka propozycji najmu za dwu—trzykrotnie większe sumy niż te, które płaci Zarząd. Stawki dzierżawy w pobliskich lokalach wynoszą 75-90 tysięcy za metr kwadratowy, podczas gdy biblioteka płaci 25 tysięcy. Nic więc dziwnego, że chcą zarobić więcej, niż może im dać miasto.
Lecz czy miasto nie może im dać więcej? Czy Żnina nie stać na uczciwe zapłacenie dzierżawy i rzecz musi pachnieć eksmisją? I czy nie ma takiej sumy, która by usatysfakcjonowała posesjonatów? Nie żądają chyba 2 milionów za metr kwadratowy? Nie mogą też chcieć tych samych cen za każdy kawałek podłogi, bo spora część pomieszczeń mieści się w głębi kamienicy, a wiadomo, że najdroższy jest front.

Pytanie brzmi więc tak: "Ile trzeba dać, aby cofnięto eksmisję"? Tydzień cały próbowałem uzyskać odpowiedź, zasięgając języka u zastępcy burmistrza, u kierowniczki biblioteki, w końcu u pełnomocnika właścicieli, mieszkającego w Poznaniu i okazało się, że w czasie ostatnich rozmów stron takie pytanie nie zostało w ogóle postawione! Tak, jakby Miastu, przyzwyczajonemu płacić grosze, nie mieściło się w głowie, że można raz zapłacić tyle, ile jest coś warte. A to pytanie (czy jest taka cena) jest bardzo ważne, bo jeśli właściciele sami chcą prowadzić działalność, to żadna dzierżawa ich nie usatysfakcjbnuje i wtedy zwlekanie nic nie da. Jak jednak jest — też nie wiadomo.
Przyzwyczailiśmy się do biblioteki mieszczącej się w tym właśnie punkcie, na Śniadeckich i żal by było, gdyby kolęjne miejsce, które tworzy klimat miasta odeszło w niebyt. Jednak gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Pierwszą propozycją nowej lokalizacji (która jednakowoż teraz zeszła na plan dalszy) była umieszczenie biblioteki w sali widowiskowej Żnińskiego Domu Kultury. Aktualnie rozważa się kupno pomieszczeń likwidowanego Dzianotexu i przeniesienie księgozbioru właśnie tam. Gdyby się udało, sprawa byłaby rozwiązana. Zarząd Miasta nie musiałby się obawiać, że właściciele będą śrubować cenę dzierżawy, a biblioteka, straciwszy dobrą lokalizację, zyskałaby — kto wie, czy nie lepszą. Należy jeszcze przeprowadzić badania stropów, (prawdopodobnie okażą się dość wytrzymałe, mieściły się tam przecież maszyny dziewiarskie), no i przede wszystkim budę kupić. Pozostają koszty adaptacji oraz przeprowadzki, na pewno niemałe, niemniej jasne jest, że zawsze lepiej na na swoim.
Nie wiadomo. Jeśli biblioteka zostałaby na Śniadeckich, właściciele po dogadaniu ceny mieliby zapewnione spokojne zyski. Gdyby Sejm jeszcze uchwalił ustawę o preferencjach podatkowych dla osób wynajmujących lokale instytucjom użyteczności publicznej — taka dzierżawa mogłaby się okazać atrakcyjniejsza od komercyjnej, miasto nie miałoby wtedy kłopotu z przeprowadzką, a czytelnicy przęrwy w korzystaniu z książek. Jeśli udało by się przenieść bibliotekę do Dzianotexu, nie jest z kolei powiedziane, ze sytuacja zmieniłaby się na gorsze. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, co tu dla kogo będzie korzyścią.
Lokalizacja — to jedno, sprawy organizacyjne — drugie. Czy biblioteka ma nadal pełnić funkcję biblioteki rejonowej, która swą działalnością obejmuje dawny powiat, czy zawęzić jej działanie do obszaru miasta i gminy, po czym połączyć w jeden organizm z Domem Kultury (byłby nawet dyrektor z odzysku)? Jak w ogóle ma wyglądać w Żninie patronat Rady Miejskiej nad kulturą, aby na murach nie ukazywały się stwierdzenia, że to miasto umiera?
Wiadomo, że Rada zleciła kompetentnej osobie sporządzenie raportu o stanie kultury. Jak każdy raport, zaowocuje zapewne zmianami. Jest już gotowy, zostanie przedstawiony na najbliższym posiedzeniu komisji kultury i wtedy będziemy wiedzieć coś więcej.
DOMINIK KSIĘSKI
Pałuki, nr 2/1991
To jeden z pierwszych moich tekstów w Pałukach. Pierwszą redakcję miał okazję przeczytać mój Stryj Janusz (który bardzo kibicował gazecie) i powiedział: - To w poprzednim ustroju właściciele nie mogli korzystać ze swojej własności zgodnie z własną wolą. Więc zdecyduj się, czy jesteś za zmianami ustrojowymi i wolnym rynkiem, czy za tym aby było po staremu? Żeby miasto płaciło właścicielowi budynku, ile chce miasto, a nie właściciel? Aby miasto zmuszało właściciela do tego, jaka działalność jest w jego posesji prowadzona?
Przyczyny mego konserwatywnego punktu widzenia wyjaśnia zdanie: "Przyzwyczailiśmy się do biblioteki mieszczącej się w tym właśnie punkcie, na Śniadeckich i żal by było, gdyby kolejne miejsce, które tworzy klimat miasta odeszło w niebyt." Jak to wspominam w artykule "Moja prywatna historia Żnina" (Pałuki 37-43/2025), były to czasy, gdy jak w kalejdoskopie zmieniały się funkcje parterów centrum miasta. Gdzie był sklep fotograficzny – powstawał warzywniak. Gdzie fryzjer – sukienki. Gdzie sukienki – kupowało się piwo w białych puszkach 0,25 litra i spirytus Royal. Gdzie kupowaliśmy magnetofony – chodziło się po obuwie. Gdzie był meblowy – wjeżdżał sprzęt elektroniczny, a dziś jest market spożywczy.
Stryj powiedział: zdecyduj się, więc zdecydowałem się i ostatecznie wydrukowana wersja już prawie pozbawiona jest tęsknoty za starymi czasami. Artykuł miał taki skutek (możliwe zresztą, że i bez niego by się to stało), że miasto dogadało się z pełnomocnikiem właścicieli kamienicy Derechów (przy Śniadeckich - w dziale dziecięcym była później apteka św. Kosmy i Damiana, a dziś kupujemy tam dżinsy) i do następnego kryzysu był spokój. Rok czy dwa później miasto zdecydowało się na szereg roszad instytucjonalnych dokonanych w jednym momencie i wtedy to skarbnica wiedzy drukowanej uzyskała najlepsze lokum, jakie można było sobie wymarzyć – dawny komitet Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (już wtedy nieistniejącej), gdzie mieści się do dziś.
Na kupno pomieszczeń likwidowanego Dzianotexu burmistrz Leszek Jakubowski nie zdecydował się, stojący przy wschodniej pierzei Placu Wolności budynek kupił Roman Kowalczyk i przez długie lata chodziliśmy tam do sklepu z zabawkami i różnymi innymi różnościami - dziś już jest w innych rękach.
Rzeczywiście po Żninie chodziły wtedy plotki, by połączyć Bibliotekę w jeden organizm z Domem Kultury. Piszę w tekście o "dyrektorze z odzysku", gdyż szefem tej wzmocnionej instytucji mógłby był Andrzej Rosiak, będący 10 lat wcześniej dyrektorem Domu Kultury, później Wojewódzkiego Domu Kultury w Bydgoszczy, który wówczas był bez pracy. Mówiło się o tym, tych informacji jednak nikt oficjalnie mi nie chciał potwierdzić, dlatego je tylko w tekście zasygnalizowałem w nie dla wszystkich zrozumiały sposób.
Czemu przywołałem opinię "to miasto umiera"? Kilka takich napisów widniało w tym czasie na murach.
Co wyszło ze zlecenia przez Radę Miejską raportu o stanie kultury? Ujrzał światło dzienne i pisaliśmy o nim parę miesięcy później. Jednak – gdy dyskutowano nad nim – nie chciano ujawnić autora, a więc w Pałukach nie mogliśmy napisać, kto go sporządził. Po latach dowiedziałem się, że napisał go wtedy Andrzej Rosiak. Korzystając więc z okazji, uzupełniam tę informację.
Dominik Księski, 14 XI 2025
HL-DK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze