Reklama

Historia życia i twórczości Jerzego Marosza - malarza z Rogowa. Pasja malarstwa, nauka w szkole, przyjaźń z Tadeuszem Małachowskim, studia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu i liczne wystawy. Malarstwo jako namiastka życia.

3 czerwca 2022 roku w wieku 71 lat odszedł Jerzy Marosz - rogowski artysta malarz. 7 czerwca spoczął na rogowskim cmentarzu. Z naszą redakcją spotkał się w 2020 roku. Pozostawił po sobie wiele obrazów. Sztuka i rodzina były sensem jego życia. Przypominamy archiwalny tekst o artyście opublikowany w 2020 roku w tygodniku Pałuki.

Zarówno dom, jak i mieszcząca się w budynku nieopodal pracownia Jerzego Marosza, natychmiast przenoszą osoby, którym dane jest przekroczyć ich próg, do świata malarstwa i sztuki przez duże S. Jerzy Marosz od urodzenia, z kilkoma ważnymi w jego życiu i twórczości przerwami, mieszkał w Rogowie przy ulicy Kolejowej i to właśnie tam zrodziła się historia artysty, którego może pozazdrościć Pałukom świat.

Początki, jak to często w życiu bywa, nie należały do usłanych różami. Talent 5-letniego Jurka dostrzegł jego ojciec, który wiele razy powtarzał, żeby nie zmarnował wrodzonych predyspozycji. - Rysowałem zawsze. Jako 5-latek na naszej ulicy. W latach 50. były tu konie oraz zaprzęgi i to właśnie one znalazły się w centrum moich zainteresowań. Rysunki powstawały nawet na chodniku. Wszędzie rysowałem konie - opowiadał w 2020 roku Jerzy Marosz, który dzieciństwo pamięta z najdrobniejszymi detalami. Nie zapomniał też czasów nauki w podstawówce, kiedy jeden bolesny epizod na kilkanaście lat sprawił, że początkujący malarz schował kredki, farby i arkusze papieru głęboko do szuflady. Swoją pasję uwidocznił na tablicy szkolnej, za co został srogo skarcony przez nauczycielkę i za karę spędził zamknięty w klasie całą długą przerwę. - Wtedy rysowanie przeszło mi kompletnie. Wróciłem do tego mniej więcej w wieku lat dwudziestu.

Reklama

Wtedy też poznał wybitnego żnińskiego malarza Tadeusza Małachowskiego, który odegrał, zarówno w jego życiu artystycznym, jak i prywatnym, bardzo znaczącą rolę. To była prawdziwa przyjaźń, która trwała 17 lat - do śmieci Małachowskiego. Oprócz niezatartych wspomnień, w domu Jerzego Marosza pozostały obrazy i książki opatrzone krzepiącymi dedykacjami. Tadeusz Małachowski pomógł początkującemu artyście wybrać właściwą drogę edukacji, sugerując, że jego rysunki są na tyle dobre, aby z sukcesem dostać się na Akademię Sztuk Pięknych. Zanim jednak rogowianin stał się studentem, był uczniem Technikum Przemysłu Spożywczego w Toruniu, ale bardzo szybko doszedł do wniosku, że nie jest to ścieżka, którą z satysfakcją podążałby przez resztę życia. Nie świadczyło to jednak o tym, że jego dłonie, prócz perfekcyjnego posługiwania się pędzlem, nie są w stanie udźwignąć praktycznej strony życia. Po ukończeniu Liceum dla Dorosłych w Gnieźnie prowadził pub, sprzedawał koncentraty paszowe, pracował w skupie żywca a nawet hodował świnie.

Studia na wydziale Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, na które dostał się w tempie ekspresowym, były mu jednak pisane. - O dziwo dostałem się za pierwszym razem w wieku 23 lat. Najpierw należało złożyć tzw. teczkę z rysunkami i na tej podstawie dopuszczano do egzaminu z rysunku i malarstwa, następnie z historii sztuki oraz języka obcego. Spośród 180 osób wybrano 36 - w tym mnie.

Reklama

Dyplom otrzymał w 1977 roku. Rogowski artysta stworzył setki dzieł, które pojawiały się na licznych wystawach krajowych i zagranicznych, część z nich do tej pory zdobi, m.in. wnętrze jego domu. Są to obrazy, na których w charakterystyczny dla swojego stylu sposób uwiecznił postacie kobiet czy portrety (w tym żony i córki, o których opowiada z błyskiem w oku). Wiele ze swoich dzieł sprzedał, tworzył też portrety na zamówienie, jednak jak podkreślał - z malarstwa nie da się żyć, zwłaszcza w obecnych czasach. - Sztuka opłacalna jest tylko w pewnym momencie. Najwięcej obrazów sprzedałem w latach 90. w Australii, Holandii i Niemczech. Za jeden kupiłem sobie samochód, co prawda używany, ale samochód.

Ważnym przedsięwzięciem, którego podjął się w 1988 roku, była pomoc w odnowie spalonego modrzewiowego kościoła z XVII wieku w Modliszewku. Zachowane belki posłużyły mu jako obiekty rzeźbiarskie. Podobne znajdują się w pracowni artysty, do której wiedzie ścieżka przez ogródek. Przekroczenie jej progu przenosi do świata, w którym czas się zatrzymał, znanego z książek i filmów o wielkich malarzach - jest pełna farb, sztalug, narzędzi malarskich, ale przede wszystkim obrazów o różnych wielkościach, strukturach, barwach i przekazie.

Reklama

Justyna Kulpińska
Pałuki nr 1582 (21/2020)

 

52UFLADA

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/08/2024 16:06
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości