Sołtys Starego Jarużyna Józef Bączek pokazuje stan swojej łąki położonej tuż przy Noteci
fot. Remigiusz Konieczka
Noteć, bobry, łąki, woda, Józef Bączek
Bobry nie biorą urlopu
Spiętrzona Noteć płynie wyżej niż ekologiczne łąki, które zgodnie z wymogami muszą być koszone. Ale tam, gdzie rządzą bobry - nie rządzi nikt inny. Na części łąk w dolinie Noteci można zapomnieć o drugich sianokosach. Zamiast trawy rośnie tam trzcina, a łąki zalane są wodą.
Józef Bączek, sołtys sołectwa Stary Jarużyn, w którego skład wchodzi też Wymysłowo i Chobielin również ma łąkę w pobliżu Noteci. Od wiosny jest zalana. Woda nie opada, a zamiast trawy rośnie na łące trzcina. Sołtys przyznał, że pierwsze, wiosenne koszenie łąki jeszcze się udało. Z drugiego koszenia nie będzie nic. W tej sytuacji jest wielu rolników. Podtopionych jest około 300 hektarów łąk pięćdziesięciu rolników.
Zdaniem Józefa Bączka, problem zalanych łąk wiąże się ze śluzą w Chobielinie, którą administruje Gospodarstwo Rybackie w Ślesinie. Woda spiętrzana jest do poziomu odpowiedniego do hodowli karpi. Zbyt wysoki poziom Noteci skutkuje zalanymi łąkami. Rolnicy mają podpisane pakiety rolno-środowiskowe. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wymaga odpowiedniej ilości sianokosów w gospodarstwach ekologicznych, a rolnicy w związku z tym, że stoi woda, nie mogą temu sprostać. W tej chwili sytuacja jest taka, że Noteć jest wyżej niż łąki, które są torfowe i nasiąknięte wodą. Tylko dzięki temu, że rowy melioracyjne zatrzymują część wody, łąki położone dalej od Noteci nie są jeszcze zalane.

W poniedziałek na jednej z łąk podczas sianokosu traktorzysta zakopał się w torfie fot. Remigiusz Konieczka
- Jak są opady deszczu, to nie ma problemu. Jak jest sucho, to spiętrzają wodę na odpowiednią wysokość, żeby stawy nawodnić. Noteć jest nieczyszczona i przez to zalewa. Trzy lata temu był tutaj ówczesny wojewoda Bruski. Na jakiś czas problem został rozwiązany. Noteć wyczyszczono, wody nie było. W tym roku znów od maja woda nie schodzi. Nic nie możemy zrobić - mówi Józef Bączek.
Skontaktowaliśmy się z dyrektorem Gospodarstwa Rybackiego w Ślesinie Karolem Kabacińskim, który powiedział, że Noteć piętrzona jest zgodnie z pozwoleniem wodno-prawnym. Zgodnie z tym dokumentem woda w rzece może być piętrzona do 1,40 metra, a jest na poziomie 1,10 metra. Dyrektor wyjaśnił, że problem jest w innym miejscu. Na odcinku od śluzy w Chobielinie w górę Noteci, w kierunku Turu bobry popsuły naturalne groble i woda z rzeki wypływa na łąki.
- Nie z powodu piętrzenia łąki są zalewane, a przez bobry. Wszyscy inni to zrozumieli, ale nie pan Bączek - stwierdził Karol Kabaciński.
Dyrektor dodał, że poziom Noteci nie może być już niższy niż 1,10 metra, bo zagraża to hodowli ryb. Nigdy nie było 1,40 m, najwyżej 1,20 m. A woda na łąkach i tak stała.
- Gdyby rolnicy i spółka wodna dbała tak o rowy, jak my o doprowadzalniki i odprowadzalniki, to problemu by też nie było. Robimy znacznie więcej niż do nas należy. Więcej niż to wynika z pozwolenia wodno-prawnego. Nikt niczego nie bagatelizuje. Współpracujemy ze starostwem i RZGW i ta współpraca jest ona bardzo dobra - mówi dyrektor gospodarstwa.
Ludmiła Iłowska, p.o. dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej Poznań do spraw zarządu zlewni Noteci powiedziała Pałukom, że problem jest złożony. Pracownicy RZGW dokonali wizji lokalnej w terenie, przepłynęli i przeszli wzdłuż Noteci i odkryli kanały wykopane przez bobry. Jedna tama bobrów była za drugą. Zniszczenia umocnień były tak duże, że pracownicy wpadali po pas. To nie jest tak, że RZGW nic nie robi, by zapobiec zalewom. W ubiegłym roku wykonane zostały prace zabezpieczające brzegi, ale to co rok temu było naprawione, w tym roku bobry zniszczyły. Woda wypływa na łąki kanałami. Ponadto podtopienia są wynikiem tego, że ten rok jest mokry. Na problem zatem nakładają się trzy rzeczy: mokry rok, zniszczone umocnienia i bobry, które żyją w dolinie Noteci.
W Starostwie Powiatowym w Nakle dyrektor wydziału środowiska Alicja Woźna powiedziała, że tematem starostwo zajmowało się jeszcze w poprzedniej kadencji, ale też nie może w tej kwestii za wiele zrobić, bo nie ma ku temu instrumentów. Jeśli rolnicy mają na łąkach szkody, to jedyną instytucją, do której mogą się zwrócić, jest Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Oni wypłacają odszkodowania za szkody wyrządzone przez bobry.
Skierowaliśmy pytanie do RDOŚ dotyczące skali bobrowego problemu na Noteci na odcinku szubińskim, ale ze względu na pobyt odpowiedzialnego za ten temat pracownika na urlopie, przedstawimy stanowisko dyrekcji w jednym z najbliższych numerów.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1124 (35/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze