Dariusz Wielgórka kilka lat temu kupił kwoty mleczne i limitu nie przekroczy
fot. Remigiusz Konieczka
Rolnicy, kary, kwoty mleczne, producent, mleko
Brakujące kwoty mleczne
Producenci mleka na dwa miesiące przed zniesieniem limitu mają dylemat: dokupić kwoty mleczne, płacić karę za nadprodukcję czy wylać mleko do rowu.
Agencja Rynku Rolnego poinformowała, że od kwietnia do listopada 2014 roku do podmiotów skupujących dostarczono ok. 7,15 mld kg mleka. Stopień wykorzystania kwot indywidualnych przysługujących dostawcom hurtowym po 8 miesiącach roku kwotowego 2014/2015 wyniósł ok. 72,92%. Natomiast szacunkowy stopień wykorzystania kwoty krajowej dostaw ukształtował się na poziomie 72,17%. W związku z powyższym w okresie kwiecień - listopad 2014 ilość skupionego mleka ukształtowała się na poziomie wyższym o 6,57% niż w tym samym okresie roku 2013/2014. W samym tylko listopadzie 2014 r. do podmiotów skupujących dostarczono 811,9 mln kg mleka, czyli o 5,1 % więcej niż przed rokiem.
W sytuacji, gdy dynamika skupu mleka utrzyma się na dotychczasowym poziomie, wysokość przekroczenia przez Polskę kwoty krajowej dostaw może wynieść ponad 8%. Skutkować to będzie koniecznością uiszczenia opłaty wyrównawczej w wysokości znacząco wyższej niż opłata za rok kwotowy 2013/2014.
Każdy producent mleka ma swoją własną kwotę mleczną, która jest niczym innym, jak limitem na produkcję mleka.
Rok kwotowy nie pokrywa się z kalendarzowym i liczony jest od 1 kwietnia do 31 marca każdego roku. Z tym, że na mocy przepisów unijnych w tym roku kwoty mleczne znikają, a rynek mleka zostanie uwolniony. Zatem obowiązujące jeszcze kwoty mleczne znikają 31 marca.
Hodowca bydła mlecznego z Wójcina w gminie Żnin, Marek Kaźmierczak ma stado liczące siedemdziesiąt krów mlecznych. Jego limit wynosi 350 tys. kilogramów mleka. Już dzisiaj wie, że przekroczy limit o 60 tys. kilogramów mleka. Nie wie jednak co zrobić: dokupić kwoty mleczne czy płacić kary. W ubiegłym roku przekroczył limit o 78 tys. kg i musiał zapłacić około 23 tys. zł wyrównania za przekroczenie kwoty mlecznej.
Jego zdaniem Polska jest krajem ze zbyt małym limitem na mleko. Rolnicy, którzy chcą się rozwijać inwestują, zwiększają produkcję, zapominając niejednokrotnie o zwiększeniu kwoty mlecznej i są karani za pracę nad rozwojem gospodarstwa. Rolnik z dylematem pozostawiony jest sam sobie. Nie wie, czy ma kupić kwotę mleczną, czy płacić karę, czy wylać mleko, by uniknąć jednego i drugiego. Poza tym na razie nie wiadomo jeszcze, jak wysokie będą kary za przekroczenie limitu.
- W stu procentach wiem, że przekroczę kwotę mleczną - mówi rolnik z Wójcina. - Każde gospodarstwo chce się rozwijać. Jeśli nie będzie się rozwijać, to stanie w miejscu. Rozwój oznacza zwiększenie produkcji, a zwiększenie produkcji to przekroczenie limitu. Na tę chwilę trudno mi zdecydować, co zrobić.
Dariusz Wielgórka, rolnik z Mamlicza w gminie Barcin, ma stado liczące 85 krów. Jego limit wynosi 800 tys. kg mleka. Powiedział nam, że na szczęście nie będzie miał problemu z nadwyżką w produkcji mleka. Kwota mleczna jaką ma, wystarczy. - Cztery lata temu kwoty mleczne kosztowały dwa grosze za kilogram - informuje rolnik z Mamlicza. - Nikt nie chciał wtedy kupować. Ja kupiłem, bo po likwidacji kwot miały być wypłacane rekompensaty. Rekompensat nie będzie, ale dzięki temu, że wtedy te kwoty kupiłem, dziś nie martwię się o to, że będę musiał płacić karę.
W Internecie, na portalach ogłoszeniowych, kwoty mleczne kosztują od 20 do 60 groszy. Najwięcej jest tych za 50 groszy.
ARR potrąca 5% od ilości sprzedanego mleka na poczet przyszłych rezerw. Dylemat rolników - kupić kwotę czy płacić karę - jest tym większy, że jest to ostatni rok obowiązywania limitu. Czas na podjęcie decyzji producenci mleka mają do końca lutego. Jeśli zdecydują się na kupno dodatkowych kwot mlecznych, to tylko na miesiąc czasu. A co będzie później? Rynek mleczarski zostanie uwolniony.
- Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo mamy zbyt niskie ceny, a koszty produkcji rosną - mówi Dariusz Wielgórka. Do największych zaliczył koszty osobowe, koszt pasz treściwych i pasz objętościowych. - Jeżeli jest gospodarstwo rodzinne, bez siły najemnej, to by się utrzymać po zniesieniu kwot, stado będzie musiało liczyć około 50 sztuk. W dużym gospodarstwie, w którym zatrudniani są pracownicy, będzie musiało być 150 sztuk krów - uważa rolnik z Mamlicza.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1196 (2/2015)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze