- Najpierw myślałem, że to jest tylko jedno padłe zwierzę, ale okazało się, że jest ich więcej. Jak policja szukała szczątków, to mnie aż cofało, taki to był smród padliny. Brat zdążył wejść do obory jeszcze przed policją i schować dwa padłe cielaki głębiej. Pełno było robactwa, kwasy z żołądków aż wypaliły ciała tych zwierząt - opowiadał brat oskarżonego o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami w Zrazimiu. W gospodarstwie, zdaniem brata oskarżonego, znajdują się kości większej liczby cieląt, które zmarły śmiercią głodową. Oskarżony Sylwiusz C. uważa, że to rodzinna nagonka na niego.
W ostatnią niedzielę stycznia brat oskarżonego znalazł w w gospodarstwie w Zrazimiu kolejne czaszki cieląt fot. nazwisko autora znane redakcji Przed pięcioma miesiącami na terenie gospodarstwa należącego do Sylwiusza C. w Zrazimiu (gm. Janowiec) policja wraz z urzędnikami i przedstawicielami Powiatowego Inspektoratu Weterynarii znalazła cztery martwe cielaki. Jedno cielątko, wyglądające na bardzo wygłodzone, jeszcze żyło. Znajdowało się jednak w stanie prawie agonalnym, więc trzeba było je uśpić. Ponadto na terenie gospodarstwa leżały liczne kości świadczące o wcześniej padłych sztukach.
CMENTARZ ZWIERZĄT EFEKTEM LENISTWA
Ta interwencja miała miejsce 6 września ub.r. Dwa dni wcześniej w gospodarstwie Sylwiusza C. w Zrazimiu pojawił się Dariusz C., jego brat. Był w towarzystwie ojca, Stefana C.
- Tata kilkanaście lat temu przepisał to gospodarstwo na brata i zapisał jedynie sobie i mamie dożywotnie prawo do mieszkania w domu w Zrazimiu. Miał tam osobne mieszkanie. Jednak nie układało się między rodzicami a moim bratem. Z winy Sylwiusza. Ojciec chciał pomóc przy hodowli, ale brat miał swój sposób prowadzenia gospodarstwa. Dochodziło do kłótni. Wreszcie rodzice się wyprowadzili z ojcowizny. Teraz mieszkają pod Gnieznem. Siostra prowadzi tam gospodarstwo i oni u niej mieszkają. Ja pracuję w budowlance. Wcześniej byłem długi czas w pracy w Niemczech. Zresztą na moment załatwiłem też pracę za granicą Sylwiuszowi, ale niestety, on jest z natury leniwy i długo tam miejsca nie zagrzał - opowiada Dariusz C., który tydzień temu pojawił się w Sądzie Rejonowym w Żninie w charakterze świadka w procesie przeciwko swemu bratu, oskarżonemu o znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem.
Właśnie brak zaufania do sumienności, solidności i pracowitości brata, jak podkreśla Dariusz C., spowodował, że postanowił odwiedzić gospodarstwo w Zrazimiu. Wiedział, że Sylwiusz tam na co dzień nie mieszka, lecz w pobliskim Kaczkowie (gm. Żnin). Jednak w Zrazimiu właściciel tego gospodarstwa trzymał w oborze cielaki, których obrotem i hodowlą się trudnił.
- Wcześniej widywaliśmy, bywając tam okazyjnie, jakieś kości w gospodarstwie, ale nie podejrzewaliśmy, że tam jest prawdziwy cmentarz zwierząt - opowiada Dariusz C. Wyjaśniał, że rodzina już od jakiegoś czasu podejrzewała, że w gospodarstwie dzieje się coś niedobrego, jednak ze względu na zachowanie Sylwiusza C. nie mogli doglądać zwierząt. Właściciel po prostu zamykał się, nie wpuszczał nikogo.
RODZINNA NAGONKA
W przerwie czwartkowej rozprawy rozmawialiśmy też z oskarżonym, Sylwiuszem C. Zwrócił on uwagę, że brat ma zwyczaj odwiedzać nie swoje gospodarstwo w Zrazimiu, gdy właściciela nie ma w domu. Sylwiusz C. sugerował, że w związku z tym rzekome dowody znęcania się nad zwierzętami, ich głodzenia, które Dariusz C przedstawiał przed sądem, mogą być przez brata po prostu podrzucone. - Tutaj tłem jest konflikt o gospodarstwo. Ja ich pospłacałem, ale oni uważają, że coś im się należy. Jest na mnie nagonka rodzinna, oni mi utrudniają gospodarowanie. Ja tam planuję założyć nawet monitoring - powiedział w korytarzu sądu Sylwiusz C.
Na sali sądowej jeszcze nie zeznawał. Już po rozprawie Dariusz C. wyjaśniał, że jeśli odwiedza gospodarstwo w Zrazimiu, to robi to wraz z ojcem, który ma tam dożywotnią służebność. Dlatego nie można tego, według brata oskarżonego, nazwać bezprawnym wtargnięciem na jego posesję. Dariusz C. przyznał, że z jego wiedzy wynika, iż ojciec chciałby przejąć z powrotem gospodarstwo, które kilkanaście lat temu przekazał Sylwiuszowi C.
PADŁE CIELAKI I PSY
W sądzie Dariusz C. zeznał, że dwa dni po wrześniowej wizycie w gospodarstwie w Zrazimiu pojawił się tam ponownie, ale tym razem była też Policja i Inspekcja Weterynaryjna. - Najpierw myślałem, że to jest tylko jedno padłe zwierzę, ale okazało się, że jest ich więcej. Jak policja szukała szczątków, to mnie aż cofało, taki to był smród padliny. Brat zdążył wejść do obory jeszcze przed policją i schować dwa padłe cielaki głębiej. Pełno było robactwa, kwasy z żołądków aż wypaliły ciała tych zwierząt. Gdy pan z Inspekcji Weterynaryjnej dopytywał się brata, skąd tyle kości, to ten odpowiedział, że z zakładu masarskiego kupuje dla psów. My to później sprzątaliśmy. Przyjechała firma utylizacyjna i te szczątki zabrała. Pod trampoliną dla dzieci na posesji już niemal na koniec jeszcze znaleziony został łeb z rogami. To już był większy, może roczny cielak, którego resztki ciała zapadły się aż w ziemię, a wystawał tylko ten łeb z rogami. Stan tych ciał wskazywał, że niektóre leżały już tam długo. Policja wyliczała wtedy, że chyba brakuje 17 zwierząt, a my z siostrą też wiele różnych kości tam znaleźliśmy. Najgorsze jest to, że ten człowiek na to wszystko patrzył - opowiadał Dariusz C., kierując wzrok na swego brata siedzącego na ławie oskarżonych.
Świadek zeznał również, że w gospodarstwie w Zrazimiu był także w ostatnią niedzielę przed rozprawą sądową. Opowiedział, że teraz na posesji nie ma już psów.
- On miał przedtem jeszcze dużego psa, ale on też zdechł z głodu. Szczątki tego psa odnaleźliśmy w niedzielę. To nie był cielak, bo ja rozpoznaję ciało cielaka. Tam jest jeszcze o wiele więcej szczątków. Teraz odnalazłem cztery, czy pięć czaszek cielaków. W gospodarstwie były jeszcze dwa mniejsze psy, ale teraz ich już nie ma. Zwłoki jednego były przy drodze, obok posesji, a drugiego jeszcze na posesji. Widziałem je już wcześniej - opowiadał po rozprawie Dariusz C.
Podczas wizyty w Zrazimiu w ostatnią niedzielę stycznia Dariusz C. wykonał kilka zdjęć czaszek, które odnalazł w oborze. - Tam są takie sterty gnoju, starej, zanieczyszczonej kiszonki, w pryzmie jakieś ziarna z wołkami. Widać, że miał dla tych zwierząt jakieś pożywienie, ale im go nie podawał. Psów już tam teraz nie ma, ale są w okolicy lisy i inne zwierzęta, które tam przychodzą i zdołały rozdrapać w tych stertach i w ziemi kolejne kości. Dlatego dopiero teraz odnaleźliśmy te czaszki - opowiadał Dariusz C.
Brat oskarżonego podczas wcześniejszej wizyty w Zrazimu i ostatniej, w niedzielę przed rozprawą, znalazł też i pozbierał z terenu gospodarstwa kolczyki do znakowania bydła, które wcześniej nie zostały wyzbierane.
Prokurator poprosiła zatem o włączenie tego do materiału dowodowego dla sądu. Poprosiła również sędziego Roberta Tuchcińskiego, aby zlecić Policji ustalenie numerów na kolczykach i prześledzenie dzięki nim drogi, którą przebyło bydło nimi zakolczykowane. W zgłoszeniach dotyczących obrotu zwierzętami będzie można stwierdzić, czy rzeczywiście kolczyki te nosiły zwierzęta, które nabył Sylwiusz C.
DWIE PRAWDY BRACI
Świadek zeznał przed sądem, że z jego wiedzy wynika, iż oskarżony utracił już uprawnienia do obrotu zwierzętami hodowlanymi. Stało się to po ujawnieniu kości na terenie jego gospodarstwa. W rozmowie po zakończeniu posiedzenia sądu Dariusz C. powiedział, że w hodowli jego brata powinno być 27 cielaków. Ponieważ 4 zdechłe i jeden, który musiał zostać uśpiony, to bilans interwencji policji i służb weterynaryjnych 6 września ub.r. w gospodarstwie Sylwiusza C., zatem rodzi się pytanie, ile jeszcze padłych zwierząt może być na posesji.
Sylwiusz C. podczas przerwy w rozprawie powiedział, że według niego zeznania brata nie polegają na prawdzie. - Jeśli chodzi o psa, to był bernardyn. On już był stary i wcześniej zdechł. Szczątki, które były w gospodarstwie przecież zostały wyzbierane i zabrane przez firmę utylizacyjną „Hetman“, więc nie wiem, skąd teraz informacje o kolejnych kościach. Niby skąd? Ja mam szereg wątpliwości - powiedział Sylwiusz C.
Oskarżonego zapytaliśmy zatem, co mówi mu jego własne sumienie. Czy poczuwa się do winy w jakikolwiek sposób? - Przyznaję, że popełniłem błędy. Miałem załamanie, a rodzina mi przeszkadzała i dokuczała i straciłem przez moment kontrolę nad tą hodowlą. Te cztery, czy pięć sztuk, które są w akcie oskarżenia, to się poczuwam, ale na pewno nie tyle, ile opowiadał brat - powiedział Sylwiusz C. Zapytaliśmy go, skąd zatem tyle kości było w gospodarstwie. - Kupowałem to dla psów - oznajmił w odpowiedzi.
Dlaczego zdechły z głodu jakiekolwiek cielaki? Czy brakowało pieniędzy na paszę, czy po prostu hodowca im jej nie podawał? - zapytaliśmy również Sylwiusza C. - To były dość jeszcze małe cielaki, po transporcie. Czasami trudno je wykarmić - odpowiedział Sylwiusz C.
Jego brat uważa inaczej. Przed sądem zeznał, że według niego i na podstawie wyglądu kości znalezionych w gospodarstwie, padły już podrośnięte cielaki, które mogą sobie doskonale poradzić same, bez matki, jeśli chodzi o żywienie. - Pod warunkiem oczywiście, że pokarm będzie im podany - powiedział Dariusz C.
BĘDZIE ADWOKAT I NASTĘPNI ŚWIADKOWIE
Oskarżony przed sądem postanowił nie ustosunkowywać się, póki co, do zeznań swego brata. Powiedział, że w związku z zeznaniami brata pojawiło się wiele wątpliwości, że to nie jest tak do końca, jak on zeznaje. Dlatego Sylwiusz C., który na tej rozprawie był obecny bez jakiegokolwiek pełnomocnika prawnego, zapowiedział, że będzie chciał, aby reprezentował go również adwokat.
W tej sytuacji sędzia Robert Tuchciński zrezygnował z przesłuchania dwóch kolejnych świadków, którzy byli wezwani na 2 lutego. Byli nimi lekarze weterynarii. Obydwaj będą przesłuchani podczas kolejnego posiedzenia sądu. Prawdopodobnie zostaną również powołani następni świadkowie. Mogą to być ojciec i siostra oskarżonego. Prokuratura zamierza też zlecić dodatkowe zabezpieczenie ewentualnych, dalszych śladów na terenie gospodarstwa w Zrazimiu.
Do sprawy wrócimy w Pałukach.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1304 (6/2017)
Inne teksty na ten temat:
Oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem
Bydła nie ma, pozostały tylko psy
Po kolczykach do żywotów i śmierci cieląt
Wyjeżdżał na całe dnie, a zwierzęta ryczały i kwiczały
Zagłodził cielaki, odpracuje społecznie
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze