Zabrakło pieniędzy z egzekucji komorniczej
Budowlaniec w depresji
Leszek Kazubowski w 2002 r. wyremontował ponad 20 domków i budynki gospodarcze w ośrodku wypoczynkowym w Pturku na zlecenie holenderskiego inwestora. Ten wypłacił mu tylko połowę należności za roboty budowlane. W wyniku procesu sąd nakazał zapłacić resztę. Holender nie dostosował się do tego wyroku. Ośrodek został zlicytowany przez komornika, ale pieniędzy na spłacenie przedsiębiorcy zabrakło.
Leszek Kazubowski z Barcina nie otrzymał zasądzonych mu kwot należnych od holenderskiego zleceniodawcy za remont ośrodka wypoczynkowego w Pturku. Komornik musiał najpierw uregulować wierzytelności wymagalne, a pieniędzy dla Leszka Kazubowskiego już nie starczyło. Na początku 2002 r. ówczesny Zarząd Miasta i Gminy Barcin na czele z burmistrz Stanisławą Ciesielską (dzisiaj radna powiatowa) i Michałem Pęziakiem - wtedy zastępcą burmistrza (dzisiaj burmistrz Barcina) sprzedał holenderskiemu inwestorowi ośrodek wypoczynkowy w Pturku. Gmina uzyskała z tego tytułu 330.000 zł. Sprzedane zostało niecałe 5 ha gruntu nad Jeziorem Wolickim.
W latach 80. ośrodek należał do zakładów remontowych Wierzbica, które miały też swoją filię w Wapiennie, jako że specjalizowały się w naprawach pieców i urządzeń w cementowniach starego typu, czyli z produkcją na mokro. W trakcie przemian ustrojowych zakład upadł, a należący do niego ośrodek wypoczynkowy w Pturku przejęła w latach 90. gmina Barcin.
Nabywcą ośrodka od gminy w 2002 r. został Roelof B. z Holandii. Jak mówił w kwietniu 2002 r. w rozmowie na terenie ośrodka, który wtedy kupował, mieszkał wówczas w Wierden niedaleko Enschede. Czy jednak nadal tam mieszka, tego nie może ustalić Leszek Kazubowski, właściciel Zakładu Ogólnobudowlanego w Barcinie.
Otóż Leszek Kazubowski wczesną wiosną 2002 roku podjął się na zlecenie Roelofa B. wyremontowania wszystkich domków campingowych i budynków socjalnych, gospodarczych, gastronomicznych. To zadanie opiewało wówczas na 240.000 zł. Leszek Kazubowski zatrudnił, żeby zdążyć przed sezonem letnim, dodatkowych pracowników na umowy-zlecenia. Poza remontem trzeba było zakupić zbiorniki na szambo, kabiny prysznicowe i armaturę do łazienek dla każdego domku, bo wcześniej domki osobnych łazienek nie miały. Holender chciał to zmienić. Jak zresztą deklarował wtedy, chciał zmienić bardzo wiele. Okazało się, że żadnego ze swoich celów nie zrealizował.
Ośrodek został otwarty, ale brakowało letników. Holender był w Holandii, a w Polsce zarządzała w jego imieniu spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Band R w Poznaniu.
Od 25 lipca 2002 r. Leszek Kazubowski nie otrzymał za swoją pracę ani złotówki od Holendra. Po procesach przed sądami uprawomocnił się wyrok skazujący spółkę zarządzającą ośrodkiem, której właścicielem był Roelof B., na wypłacenie należności firmie Leszka Kazubowskiego z Barcina w wysokości 139.900 zł. Klauzula wypłacalności została nadana i uprawomocniła się 7 czerwca
2004 r. Od 27 lipca 2002 naliczane były i są do dzisiaj każdego dnia ustawowe odsetki.
- Ja tych pieniędzy nie odzyskałem do dzisiaj. I do dzisiaj też przez to moja firma ma problemy, miałem problemy z płynnością wobec zatrudnionych przeze mnie. Ten holenderski mariaż z 2002 r. do dzisiaj odbija mi się czkawką - mówi Leszek Kazubowski.
Nie był on po 2002 r. jedynym wierzycielem Roelofa B. w Polsce. Otóż Holender zalegał z wypłatami dla personelu ośrodka, z podatkami wobec Skarbu Państwa, wobec gminy Barcin, z opłatami dla ZUS, dla dostarczycieli wszystkich mediów. Wszystkie procesy, aż po Sąd Najwyższy, kończyły się dla obywatela kraju tulipanów niepomyślnie. Stąd narzucano mu koszta procesowe, których zebrało się 8.595 zł.
Na początku Holender przyjeżdżał do Pturka raz bądź dwa razy do roku i przeważnie ze swoim kuzynem Robem O. Później przestał się pojawiać.
Tymczasem sąd nakazał egzekucję komorniczą. Ośrodek w Pturku za długi został zlicytowany przez komornika szubińskiego wiosną 2008 r. za milion złotych. Nabywcą została firma z Torunia, a jej zamiarem prawdopodobnie będzie sprzedanie terenu pojedynczym nabywcom. Dodajmy, że w momencie licytacji ośrodek nie przedstawiał tej wartości co latem 2002 r., ponieważ przez prawie 5 lat był pozbawiony stałego dozoru. Wszystkie elementy metalowe w domkach, zwłaszcza armatura, włazy studzienek, kable podziemne, były systematycznie rozkradane przez złomiarzy.
Uzyskane dzięki licytacji komorniczej pieniądze wykorzystane zostały na pokrycie należności Roelofa B. wobec wierzycieli wymagalnych, jak Skarb Państwa, ZUS, gmina, energetyka itp. Zostali spłaceni prawdopodobnie już wszyscy - łącznie z dawnymi pracownikami zatrudnionymi przez mieszkańca Wierden w Holandii. Jedynym, który nie odzyskał swoich pieniędzy, jest Leszek Kazubowski.
- A przecież to ja swoją nieugiętą postawą i wykrwawiając się na prawników ruszyłem całą tę sprawę - żali się Leszek Kazubowski.
Pojechał do konsulatów holenderskich w Poznaniu i w Warszawie. Odpowiedzieli mu, że egzekucja należy do sądu. Barcinianin zaś nawet nie wie, gdzie dokładnie mieszka jego dłużnik z Holandii.
Wreszcie poszedł znów po radę do swego prawnika. Mecenas z Inowrocławia, Cezary Szymański poradził klientowi z Barcina, aby ten zebrał wszystkie dokumenty procesowe w tej sprawie, a wówczas zostanie to skierowane do egzekucji przez komorników holenderskich. To jedyna nadzieja dla Leszka Kazubowskiego, ażeby wyjść z tej depresji.
Karol Gapiński
Pałuki nr 966 (33/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze