We wtorek przed Sądem Rejonowym w Żninie 13 świadków zeznawało w sprawie przeciwko byłemu dyrektorowi Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Janowcu Wielkopolskim - Tomaszowi M. Były szef M-GOK nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów.
Po raz kolejny przypomnijmy, że został on skarżony o podrabianie dokumentów, nadużycie uprawnień zmierzające do osiągnięcia korzyści majątkowej i działania na szkodę interesu publicznego oraz naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych za pośrednictwem wywiadu w lokalnym radio, podczas którego wypowiadał się o stanie zdrowia burmistrza Janowca (art. 231§2 kk w związku z art. 12§1 kk, art. 270§1 kk x 3 oraz art.107§1 z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych). Proces trwa od ubiegłego roku. Prowadzący go sędzia Michał Kuchnicki przesłuchał już kilkudziesięciu świadków. 13 z nich we wtorek, 11 października. Tomasza M. reprezentuje adwokat Dawid Łuczak, pełnomocnikiem burmistrza Janowca Wielkopolskiego Leszka Grzeczki jest Kajetan Dyks, zaś dyrektora Karola Nojgebauera i M-GOK - Michał Bukowiński.
BURMISTRZ NIE MIAŁ ZASTRZEŻEŃ
Pierwszym świadkiem minionej rozprawy był wieloletni burmistrz Janowca Wlkp. Maciej S. - Nie miałem żadnych zastrzeżeń do pracy pana dyrektora Tomasza M. - zaznaczył na początku swoich zeznań. Jednym z poruszonych przez sędziego wątków był audyt prowadzony w ośrodku kultury za czasów jego kadencji. Maciej S. wytłumaczył, że była to procedura wynikająca z przepisów, a nie konieczności. Dodał, że nie pamięta wniosków, które zostały wysnute. Pełnomocnik Leszka Grzeczki Kajetan Dyks dopytywał jednak o to, czy audytor Michał P. zwrócił się do urzędu z informacją sugerującą, że nie może uzyskać od byłego dyrektora ośrodka wymaganej dokumentacji, aby móc zakończyć procedurę. Świadek zeznał, że nie przypomina sobie takiej sytuacji, a pismo mogło zostać skierowane do skarbnika. Pełnomocnik M-GOK Michał Bukowiński dopytywał natomiast o wypowiedzenie, które za czasów jego kadencji złożył oskarżony. Maciej S. nie utrwalił w pamięci okoliczności tej sytuacji. Finalnie poprosił jednak Tomasza M. o to, żeby przemyślał swoją decyzję. Rezygnacja została wycofana.
Liczne pytania zadawał następnie obrońca oskarżonego Dawid Łuczak. Z odpowiedzi byłego burmistrza wynika, że oskarżonemu przyznawano nagrody roczne za prowadzoną działalność. Wymieniał organizowane przez niego w przeszłości imprezy sportowe i wydarzenia kulturalne, stwierdzając, że ośrodek nie był w stanie sam sprostać wszystkim zadaniom, związanym z ich przygotowaniem. Wspierał się podmiotami zewnętrznymi przy większych wydarzeniach. - Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek były problemy z rozliczeniami - mówił. Zauważył też, że koszty imprez rosły z roku na rok, dlatego Tomasz M. wnioskował o zwiększenie budżetu podczas sesji Rady Miasta. Nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, czy prośby były akceptowane przez radę.
Z zeznań odczytanych na koniec przez sędziego wynika natomiast, że Maciej S. nie miał wiedzy na temat tego, czy pomiędzy urzędem i M-GOK była podpisana umowa z przedsiębiorcami, którzy mieliby finansować członków orkiestry, nie wiedział o otrzymywanych przez nich stypendiach, częstotliwości wyjazdów czy węglu branym na tzw. zeszyt.
ZOSTAŁA WPROWADZONA W BŁĄD
Danuta B. jako kasjerka Urzędu Miejskiego miała częsty kontakt z Tomaszem M. Ówczesny dyrektor M-GOK rozliczał się z faktur, podpisywał też czeki. Odpowiadając na pytania sędziego wyjaśniła, że przepływ pieniędzy odbywał się zwłaszcza zaliczkowo. Osoba chcąca ją otrzymać, podawała cel przeznaczenia środków. Następnie rozliczano ją na podstawie dostarczonych faktur. - Zaliczki były bardzo często pobierane przez dyrektora. W pewnym momencie dochodziło do tego, że było kilka takich zaliczek w jednym okresie, więc ciężko było je rozliczyć - opisywała Danuta B. Zasady zostały wówczas zmienione za pośrednictwem skarbnika gminy. Od tamtej pory dopiero po uregulowaniu jednej zaliczki, można było pobrać kolejną. Kasjerka wróciła też pamięcią do czasów, kiedy oskarżony był sekretarzem, a mimo to dążył do spłacania faktur za węgiel, zakupiony przez M-GOK w czasach, kiedy szefował instytucją. Wzbudziło to podejrzenia obecnego szefa ośrodka, Karola Nojgebauera.
- Na jednej z list płac jest adnotacja odnośnie braku podpisu osoby, która miała otrzymać wynagrodzenie. Czy pani sobie taką sytuację przypomina? Chodzi o czerwiec 2018 r. - dopytywał Kajetan Dyks. Danuta B. szczegółowo wyjaśniła tę sytuację, tłumacząc, że z kasy pobrana została wysoka zaliczka na organizację Dni Janowca. Stało się tak za przyzwoleniem burmistrza oraz skarbnika. Tomasz M. otrzymał ją przed weekendem. Po wydarzeniu przedstawił zaś listę wypłatową, oświadczając, że nie zdobył jednego z podpisów, ponieważ dokument wygenerował już po odbyciu się wydarzenia. Pieniądze zostały wypłacone pomimo braku podpisu, początkowo nie wzbudzając podejrzeń. Na liście widniało nazwisko Mikołaja Ch.
Adwokat Dawid Łuczak dociekał następnie, czy w czasie pracy Tomasza M. w domu kultury, jakakolwiek faktura została zakwestionowana. Kasjerka potwierdziła, po czym wyjaśniła, że w 2018 r. skarbnik poinformował ją o zarządzeniu, które zakazywało przyjmowania faktur dotyczących m.in. cateringu i remontów - pieniądze wydatkowane na ten cel nie mogły pochodzić z dotacji tylko ze środków własnych jednostki, a jeżeli wystawcą był oskarżony lub jego żona - wtedy księgowa M-GOK. - Pan dyrektor przyniósł mi taką fakturę, a ja ją wypłaciłam, ponieważ zostałam poinformowana, że mogę wypłacić pieniądze, jeżeli jest to uzgodnione z burmistrzem. Po czasie okazało się, że nie mogłam tego zrobić, a pan Tomasz M. został zobowiązany do zwrotu tych pieniędzy do kasy urzędu, w związku z tym, że wprowadził kasjerkę w błąd. Przez kasę na pewno one z powrotem nie przeszły - mówiła.
![]() |
| Oskarżyciele posiłkowi Leszek Grzeczka i Karol Nojgebauer oraz ich pełnomocnicy (od lewej) Michał Bukowiński oraz Kajetan Dyks fot. Justyna Kulpińska |
ZAPŁACIŁ NOWY DYREKTOR
Jednym z zeznających był także nauczyciel Arkadiusz U., który w styczniu 2019 r. podpisał z byłym dyrektorem umowę na zorganizowanie kilkudniowych ferii dla dzieci szkolnych. - Wykonałem swoje zadania, ale musiałem przez dłuższy okres czasu czekać na wypłatę pieniędzy - opisywał. Otrzymał ją dopiero po kilku miesiącach, kiedy nowym szefem ośrodka został Karol Nojgebauer. - W krótkim czasie dostałem wynagrodzenie - zakończył.
ORKIESTRA GRAŁA W POBLIŻU
W roli świadków występowali także byli i obecni członkowie Janowieckiej Orkiestry Dętej, m.in.: Andrzej O., Piotr M., Aleksandra K. i Jakub R. Z ich zeznań wynika, że orkiestra nie miała dalekich wyjazdów. Najczęściej koncertowała na terenie gminy i powiatu, okazjonalnie w Bydgoszczy czy na corocznym zjeździe orkiestr w Rychwale. - Moim zdaniem nie ma takiej możliwości, żeby w okresie 2017-2019 pokonała ponad 33.000 km - zeznał Jakub R.
Większość przesłuchanych przyznała, że otrzymywała miesięczne wynagrodzenia za próby oraz dodatkowe pieniądze za występy, które wręczał im były dyrektor, zaś wyjazdy na występy odbywały się dużym wynajętym busem lub autobusem, maksymalnie kilkanaście razy w roku.
DUŻE ZALEGŁOŚCI W ZAiKS-ie
Na pytania sądu odpowiadał również Jacek K., inspektor dyrekcji okręgowej ZAiKS w Poznaniu z siedzibą w Bydgoszczy. Przyznał, że Tomasz M. kontaktował się z organizacją, kiedy zachodziła potrzeba rozliczenia z imprez, za które odpowiadał M-GOK. Przypomniał o wydarzeniu, które odbyło się w 2015 r. i nie zostało rozliczone wcale. - To był pierwszy sygnał, że coś dzieje się nie tak - stwierdził Jacek K. Wszystkie roszczenia dotyczące imprez uregulował Karol Nojgebauer, unikając odsetek i podwojonej kwoty płatności, którą mógł wyegzekwować ZAiKS. Chodzi także o okres od marca 2017 r. do marca 2019 r. - Imprezy nie były do nas zgłaszane w ogóle - kontynuował inspektor. Zaległość wyniosła 10.800 zł za wydarzenia estradowe oraz 1.500-2.000 zł za te wynikające z przebiegu innych imprez. Świadek tłumaczył, że kilkukrotnie próbował kontaktować się z Tomaszem M. Bezskutecznie.
Z ŻALEM WSPOMINAJĄ DYREKTORA
Jednym z zeznających był Krzysztof N., który wspólnie z oskarżonym prowadził Janowieckie Stowarzyszenie Oświatowe, współpracujące z M-GOK. Ocenił, że na przestrzeni lat nigdy nie spotkał się z negatywną oceną działalności oskarżonego, nie słyszał też o nieprawidłowościach w obrębie ośrodka. - Współpraca była rewelacyjna. Nawet dzisiaj niektóre osoby z żalem wspominają, że troszeczkę się zmieniło (...). Człowiek z większą radością chodził do pracy - ocenił.
ŚWIETLICE LŚNIŁY CZYSTOŚCIĄ
Przed sądem stanęły ponadto dwie byłe pracownice M-GOK: Gabriela T., animatorka kultury oraz Małgorzata G. zajmująca się głównie sprzątaniem. Panie przyznały, że wypłatę otrzymywały zawsze na czas. Za czasów byłego dyrektora w świetlicach panował natomiast ład i porządek, były regularnie remontowane i opalane w okresie jesienno-zimowym. - Budynki były zadbane, a teraz to jest naprawdę wstyd, jak się wchodzi na świetlicę. To woła o pomstę do nieba po prostu. Tak są brudne, że wstyd nawet zaprosić znajomych na jakąkolwiek imprezę - podsumowała Gabriela T.
BIEGŁY ZBADA FAKTURY
Kolejną rozprawę zaplanowano na 7 listopada. Sędzia zasygnalizował, że konieczna będzie weryfikacja kwot nadużyć, jakich miał dopuścić się były dyrektor, wskazanych w akcie oskarżenia i w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa. W tym celu powołany zostanie biegły z dziedziny rachunkowości, który zweryfikuje ich prawidłowość. Przypomnijmy, że w prywatnych wyliczeniach burmistrz Leszek Grzeczka oszacował szkody poniesione przez M-GOK na ponad 126.000 zł. Wymienia w nich nazwiska czterech lokalnych przedsiębiorców, którzy m.in. mieli dostarczać opał, realizować usługi informatyczne czy transport orkiestry.
Justyna Kulpińska, 12 X 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze