Reklama

Była burmistrz odwołana z zarządu Dębu

Ma 30 dni na odwołanie
    Była burmistrz odwołana z zarządu Dębu
    Na czwartkowym zebraniu zarządu LKS Dąb Barcin podjęto decyzję o odwołaniu z jego składu byłej burmistrz miasta i kandydatki na radną miejską w wyborach uzupełniających.

    Tydzień temu zarząd LKS Dąb Barcin obradując w sześcioosobowym składzie podjął decyzję o odwołaniu siódmego z członków tego gremium, byłej burmistrz Ewy Stankiewicz, która nie była obecna na spotkaniu. Wniosek pod głosowanie złożył wiceprezes klubu Eugeniusz Tylkowski. Głosowanie było jawne. 4 głosujących było za odwołaniem, a prezes Hubert Łukomski oraz sekretarz zarządu Mateusz Kapuściński głosowali za pozostawieniem Ewy Stankiewicz w składzie. - Chcieliśmy dać jej szansę - mówi prezes.
    Argumenty, które zdecydowały o odsunięciu Ewy Stankiewicz od pracy w zarządzie klubu, to fakt, iż była ona zdaniem jego członków nieaktywna w działaniach na rzecz Dębu. Nie przychodziła na turnieje halowe organizowane w Barcinie przez LKS Dąb w przerwie między rundą jesienną a wiosenną. Nie przychodziła nawet na zebrania zarządu. - Wszystko to złośliwość pana Huberta Łukomskiego. Mówiłam mu, żeby nie organizował zebrań zarządu w poniedziałki i w czwartki, bo mam w te dni szkolenia do wieczora. Niestety pan prezes robił tak notorycznie. Ostatnio zapowiadał mi, że zarząd będzie w piątek, ale SMS-em przesłał mi wieczorem informację, że zebranie będzie jednak w czwartek - powiedziała Ewa Stankiewicz.
    SPRAWA KARNETÓW
    Brak zaangażowania Ewy Stankiewicz w działania na rzecz klubu objawił się zdaniem prezesa, choćby niby taką drobną rzeczą, jak sprawa karnetów na mecze jesienne Dębu. Otóż latem członkowie zarządu pobrali różne ilości karnetów, ażeby te wejściówki sprzedać swoim znajomym czy rodzinie. W ten sposób bowiem klub zdobywa również dodatkowe środki na działalność. Ówczesna burmistrz Ewa Stankiewicz wzięła wówczas 10 takich karnetów, twierdząc, że postara się je zaoferować radnym.
     - Niestety radni nie byli zainteresowani. Nie sprzedałam żadnego karnetu - twierdzi Ewa Stankiewicz.
    - Tak się składa, że nie wszystkim członkom zarządu, można powiedzieć nawet, że większości nie udało się sprzedać wszystkich zabranych przez siebie karnetów. Niektórzy sprzedali tylko część. Wszyscy jednak, oprócz pani Ewy Stankiewicz przynieśli niesprzedane karnety i rozliczyli się z nich - mówi Hubert Łukomski.
    W piątek w przerwie sesji, na której wśród publiczności była również była burmistrz, prezes Dębu napomknął jej o odwołaniu ze składu zarządu. Ewa Stankiewicz powiedziała wojowniczo, że skoro Dąb chce z nią wojny, to będzie ją miał. - Ale ja nie chcę żadnej wojny. Nawet chciałem dać szansę dalszej działalności Ewy Stankiewicz w zarządzie klubu, tyle, że większość chciała jej odwołania. Była pani burmistrz zapewnia o swoim zaangażowaniu i przedstawia optymistyczne wizje, ale gdy przychodzi do działania, to nic nie robi - stwierdza Hubert Łukomski.
    ODDAJCIE MI KOSIARKĘ
    - Skoro jest tak, jak pan mówi, że pan Hubert Łukomski głosował za pozostawieniem mnie w składzie zarządu, to jest to po prostu aktor. Zawiodłam się na nim. Myślę w ogóle, że zarząd chciał się mnie pozbyć z innej przyczyny, niż mój rzekomy brak zaangażowania. Otóż chciałam, i powiedziałam to na ostatnim spotkaniu wigilijnym, żeby sprawy finansowe załatwiano na oficjalnych spotkaniach zarządu, a nie poza nimi, gdy nie ma wszystkich członków. Nie może być tak, żeby trenerzy sami sobie podnosili pensje. Co zaś do mojego zaangażowania w działalność klubu, to czemu jeszcze mi nie oddali kosiarki do trawy? Był problem w rundzie jesiennej. Nie było czym wykaszać trawy, więc udostępniłam im własną kosiarkę. Runda już się dawno skończyła, a oni ją jeszcze trzymają - powiedziała była burmistrz.
    Ponadto Ewa Stankiewicz stwierdziła, że zgodnie ze statutem potrzeba 3/4 głosów, aby odwołać członka zarządu.
    Zatem stosunek głosów za jej odwołaniem 4:2 jest według byłej burmistrz niewystarczający.
    KTO DAJE I ZABIERA
    Wiceprezes LKS Dąb Eugeniusz Tylkowski nie zgadza się całkowicie z punktem widzenia, który przedstawiła Ewa Stankiewicz.
    - Decyzje finansowe, w tym o podwyżce dla trenerów podejmujemy na zarządzie. To, że ktoś na ten zarząd nie przychodzi, to już jego sprawa. Po drugie kosiarka. Otóż pani Ewa Stankiewicz będąc jeszcze burmistrzem dała klubowi kosiarkę do trawy i twierdziła, że jest to dla "Dębu" na zawsze. Kiedy przestała być burmistrzem, to zaczęła się tej kosiarki domagać. Proszę bardzo. Kiedy tylko pani Ewa Stankiewicz pojawi się na stadionie, to oddamy jej tę kosiarkę. Po trzecie, co do naszego głosowania. Jestem akurat w trasie samochodem i nie mam przy sobie statutu, ale głosowało nas sześciu członków, a nie siedmiu, bo Ewy Stankiewicz nie było. Jeśli ktoś nie potrafi odejść z honorem, to jest to po prostu żenująca sprawa - wyraził pogląd Eugeniusz Tylkowski, wiceprezes i trener pierwszej drużyny.
    WŁODZIMIERZ OSUCH W KOLEJCE
    - Na prośbę pani Ewy Stankiewicz konieczną informację pisemną o jej odwołaniu wysłałem na adres, który mi podała w Inowrocławiu. Korespondencję już wcześniej kazała sobie kierować pod tamten adres. Ma ona regulaminowe 30 dni na odwołanie się od tej decyzji - powiedział Hubert Łukomski.
    Zapytaliśmy zatem Ewę Stankiewicz, dlaczego kazała słać sobie pisma do Inowrocławia, a nie do Mamlicza, gdzie się zameldowała kilka miesięcy temu. Jest to o tyle istotne, że Ewa Stankiewicz kandyduje w najbliższych wyborach uzupełniających do Rady Miejskiej Barcina. Radny zaś musi być nie tylko zameldowany na papierze w gminie, w której chce sprawować mandat, ale musi w niej mieć ześrodkowane stosunki życiowe, czyli po prostu mieszkać w niej. Nie znaczy to, że Ewa Stankiewicz ma codziennie nocować w Mamliczu, ale powinna przebywać w gminie Barcin regularnie i często. Zaś takie formalności jak poczta, jest rzeczą oczywistą, mają przychodzić na adres jej zameldowania. Zwłaszcza, że poczta ta dotyczy działalności społecznej realizowanej przez adresatkę na terenie tejże gminy.
    - Ależ panie redaktorze -  mówi Ewa Stankiewicz - ja panu Hubertowi Łukomskiego podałam też skrzynkę w Mamliczu. Nawet częściej w nią zaglądam, niż czynię to w Inowrocławiu.
    Była burmistrz i była działaczka Dębu jeszcze nie wie, czy odwoła się od decyzji. Nie wyklucza, że tego nie uczyni, dając szansę Włodzimierzowi Osuchowi.
    W czerwcowych wyborach zarządu LKS Dąb Włodzimierz Osuch uzyskał ósmy wynik i jest pierwszy w kolejności do zastąpienia odwołanego członka swoją osobą.

Karol Gapiński
Tygodnik Barciński Pałuki nr 292 (9/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości