Właśnie wróciłem z Opola. Jest niedziela 13 lipca 1997 r., 20.00.
Wczoraj w południe siedząc przed telewizorem, oglądałem relacje z powodzi na południu kraju. W telewizji nie jest to takie groźne, ale poczułem, że trzeba coś zrobić. Nie wolno tak - jak to zrobił rząd pod przewodnictwem Cimoszewicza - udawać, że coś się robi i że nie ma sprawy...
Decyzja jest szybka. Dzwonię do Dominika Księskiego, wiedząc że organizuje zbiórkę dla powodzian i proponuję na niedzielę samochód z Browaru. Propozycja przyjęta, akcja nabiera tempa. W ciągu kilku godzin dzięki ofiarności 17 osób (a szczególnie 2) ze Żnina, zbieramy tonę żywności (wody mineralnej, konserw, chleba, kawy, herbaty), pościeli, koców itp. Listę ofiarodawców opublikujemy.
O 7:00 rano w niedzielę 13 lipca razem z kierowcą Sylwestrem Grabowskim i moim synem Tomkiem wyruszamy do Opola. Pierwsze objawy dużej wody zauważamy koło Kluczborka - widzimy rozlewiska strasznie cuchnące. Zalane domy widzimy tuż obok tablicy z napisem Opole. Dojeżdżamy do punktu kontaktowego Akcji Humanitarnej. Przewodnik doprowadza nas do Urzędu Miejskiego w Opolu, gdzie mieści się sztab akcji i magazyn żywności.
Samochód nasz zostaje błyskawicznie rozładowany. Na korytarzach opolskiego ratusza znajduje się olbrzymi magazyn żywności. Młodzież pakuje przywiezione produkty w paczki przeznaczone dla ofiar powodzi.
Na drugą stronę Opola za Odrą można dostać się helikopterem albo objazdem liczącym 70 km. Przed ratuszem szokują mnie eleganckie osoby popijające kawę w licznych letnich ogródkach. Wrażenie to nabiera szczególnej mocy, gdy za chwilę po załatwieniu formalności, idziemy kilkadziesiąt metrów w stronę Odry. Tam ciągle rozgrywa się tragedia. Woda już opada. Tereny obok amfiteatru, gdzie odbywa się corocznie Festiwal Polskiej Piosenki, zalane są na wysokość około 2 m. Ślady na budynkach mówią, że teren ten był zalany do wysokości ok 3 m - pod rynny domów. Widzimy wystające z wody dachy samochodów. Mieszkańcy domów znajdujących się tuż przy wale przeciwpowodziowym mówią, że wszystko rozegrało się w ciągu kilkunastu minut w nocy ze środy na czwartek. Nie pomogło wzmacnianie wału workami z piaskiem -przyszła fala wyższa o metr od zabezpieczeń. Momentalnie zalało domy do wysokości I piętra. Mieszkańcy tych domów mówią, że ledwo zdążyli uciec do sąsiadów na wyższe piętra lub na strychy. Teraz pływają pontonami do swoich domów i próbują ratować co się da. Na drzewach 2 m nad poziomem wody widzimy taborety, ławki i inne przedmioty. Widzę zwłoki hipopotama leżące tuż przy brzegu Odry. Zalało ogród zoologiczny. Pani mieszkająca w zatopionym po dach domu widząc, że fotografuję, prosi mnie o przysłanie zdjęć na pamiątkę kataklizmu. Za chwilę cieszy się z faktu, że opadająca woda odsłoniła dziurkę od klucza w drzwiach mieszkania sąsiada.
Mieszkańcy zalanych domów są rozgoryczeni. Przeklinają rząd i premiera. Nikt im nie pomaga - nie widać wojska, ani policji, mówią, że złodzieje rabują ich domy, sklepy. Sztab, Urząd Wojewódzki, Urząd Miejski są obok, a oni sami przekopują wały przeciwpowodziowe i spuszczają teraz wodę do Odry. Brak pomp. Są tylko łopaty - tylko co będzie, gdy -nie daj Boże - przyjdzie następna fala...
Mimo wszystko słyszę głosy, że nie jest najgorzej - mówią: mamy do czego wrócić, nasze domy stoją, a nie wszyscy w Opolu mają takie szczęście - właśnie ewakuowano mieszkańców z wieżowców grożących zawaleniem na skutek podmycia fundamentów.
Wracamy na rynek - tam sielanka trwa - eleganckie towarzystwo pije kawę, piwko i prowadzi kulturalne dysputy - brak elementarnych uczuć, czy co? Wyjeżdżając z Opola chcemy zmienić trasę i jechać przez Namysłów. Droga zamknięta, właśnie zalało elektrownię. Dopiero obok elektrowni widzimy jak olbrzymia może być Odra. Woda po horyzont, widać wystające z wody drzewa, jakiś most stojący dziwacznie pośrodku wody pełen ludzi i helikoptery ewakuujące mieszkańców z zalanych wiosek.
To nie film. Tam tak było naprawdę.
MARIAN KAWKA
Pałuki nr 282 (29/1997)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze