Reklama

Cerplon a ekologia

Cerekwica, Żnin, Kaczkówko, Cerplon, wysypisko, odpady, gnojowica

    Cerplon a ekologia

     Komisja Rady Miejskiej w Żninie odkrywa na dzikim wysypisku w Cerekwicy odpady poubojowe, burmistrz wszczyna postępowanie administracyjne w tej sprawie. Mieszkańcy Kaczkówka widzą, że w ciągu ostatnich kilku lat pogorszyła się znacznie czystość jeziora i podejrzewają, że zanieczyszczane jest gnojowicą. Mieszkańcy ulicy 1 Stycznia w Żninie twierdzą, że są takie dni, gdy w ich łazienkach okropnie śmierdzi z kanalizacji. W każdym z przypadków podejrzenie o uchybienie przepisom o ochronie środowiska pada na przedsiębiorstwo Cerplon z Cerekwicy. 

     Gnojowica na polach 

     W tym roku gnojowica, której Cerplon używa do nawożenia, została już wywieziona na pola. - Gnojowica ustawowo uznana została w 2000 roku za nawóz. Są normy, które regulują, ile jej można użyć do nawożenia na hektar. My nawet tyle tego nie stosujemy, bo tyle nie mamy. Mamy 10 tysięcy świń na 2,5 tysiąca hektarów użytków rolnych, czyli na 1 hektar przypadają 4 sztuki. Inni mają tych świń na przykład 20 na hektar i nie dysponują taką technologią jak my, ale ich nie sprawdzacie - mówi Jan Szulc. - Przecież sami byśmy nie niszczyli ziemi, bo z niej żyjemy. Mamy urządzenia i wszystko robimy zgodnie ze sztuką rolniczą. Wiceprezes wyjaśnia, że gnojowica jest tłoczona przez pompę rurami do spryskiwaczy na pole.  

Reklama

     Gnojowica w jeziorze 

     Czy gnojowica mogła zostać wypłukana z pól i dostać się do wód wpływających do Jeziora Kaczkowskiego? Wyniki badań laboratoryjnych próbek wody pobranych w zeszłym tygodniu przez inspektora żnińskiego Sanepidu Jana Bąkowskiego wskazują, że tak mogło się stać. - Badania wykazały podwyższony poziom amoniaku. Sądzimy, że nie nastąpiło to na skutek działań celowych, lecz z powodu utrzymującego się wysokiego poziomu wód gruntowych podskórnych nawóz mógł się dostać do pobliskiego zbiornika wodnego. Gleba jest jeszcze bardzo wilgotna - informuje kierownik Sanepidu Tadeusz Kosiora i dodaje, że teren ten będzie w przyszłym tygodniu jeszcze raz kontrolowany.

Reklama

     Trzeba chwycić za rękę  

     - Przy 1 Stycznia jest wypływ kolektora tłocznego z Cerekwicy, dalej ścieki płyną grawitacyjnie zgodnie z projektem - informuje nas prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji Eugeniusz Dobaczewski. Prezes mówi, że sprawa nieprzyjemnych zapachów wydobywających się okresowo z kanalizacji w mieszkaniach na ulicy 1 Stycznia jest mu znana: - Byli tacy, co to zgłaszali, podejrzewali, że "Cerplon" wpuszcza ścieki do studzienki kanalizacyjnej. Ale nie ma dowodów, że oni to robią, trzeba by ich chwycić za rękę, a to jest bardzo trudne.  

Reklama

     Problem rzekomego wlewania ścieków poubojowych do kanalizacji znany jest też w Urzędzie Miejskim. Wiceburmistrz Czesław Kośmicki mówi: - Były głosy anonimowe, że "Cerplon", czy też jakiś gospodarz, wlewa ścieki do kanalizacji. Zastępca burmistrza mówi, że informacje tego typu są sprawdzane, ale jak dotąd nic nie udało się nikomu udowodnić. 

     Wiceprezes Cerplonu sprawę komentuje krótko: - Komuś się spłuczka zepsuła i śmierdzi, a on twierdzi, że to "Cerplon" jest winny.

     Dlaczego śmierdzi

Reklama

     Wiceprezes WiK Janusz Biegański wyjaśnia, że nieprzyjemne zapachy odczuwane są przy bezwietrznej pogodzie w różnych częściach miasta, więc nie można tego zjawiska łączyć z działalnością Cerplonu. Wiceprezes tłumaczy, że winny jest tu niedoskonały system odprowadzania ścieków. Gdy nie ma ciągłego obiegu ścieków i dłużej pozostają one w zbiornikach, to ulegają podgniciu i jeśli w takim stanie dostaną się do kanalizacji, nieprzyjemny zapach może być odczuwany. Janusz Biegański nie wykluczył też możliwości, że ktoś rzeczywiście czasem wylewa stare ścieki do kanalizacji: - Jeśli ktoś chce podrzucić ścieki, to szuka odpowiedniej pory, żeby nie zostać przyłapanym. Wpuści ścieki do studzienki, pompa je przepompuje, a w mieszkaniach objawi się to przykrym zapachem.  

     Pod kontrolą weterynarza

Reklama

     Cerplon, podobnie jak inne ubojnie, podlega Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej. Lekarz weterynarii Bożena Wojciechowska, która zajmuje się kontrolą ubojni, mówi, że Cerplon ma podpisane umowy z firmami odbierającymi odpady poubojowe, a w części brudnej zakładu znajduje się zbiornik na te odpady.  

     Odpady pozwierzęce wywozi firma Hetman z Florianowa koło Kutna oraz Zakład Utylizacji z Antoniewa będący wyodrębnioną filią Hetmana. Wiceprezes Cerplonu zapewnia, że wszystkie odpady są wywożone regularnie, zgodnie z zawartymi umowami. Ponadto umowa z firmą Hetman reguluje, że nawet pojedyncza sztuka, która padnie, musi być odebrana w ciągu 24 godzin.  

Reklama

     Dzikie wysypisko

     Na terenie użytkowanym przez Cerplon znajduje się dzikie wysypisko. Prezes Roman Rezulak mówi, że od lat boryka się z tym problemem, gdyż wysypisko to powstało jeszcze w latach siedemdziesiątych w leju, z którego wcześniej wywożony był żwir. Śmieci podrzucane są też na pole leżące tuż przy leju, tak, że nie może być ono uprawiane. - Myśmy to miejsce ogrodzili drutem kolczastym, tak, żeby nikt tam nie wchodził. Na drogę wiodącą do wysypiska wysypaliśmy kamienie, by utrudnić wjazd, ale mimo to śmieci są podrzucane - mówi prezes Cerplonu i dodaje, że śmieci z tego wysypiska już niegdyś wywoził na swój koszt. Ponadto sprawę wysypiska przedstawiał już kiedyś na komisji ochrony środowiska Rady Miejskiej, licząc na pomoc w rozwiązaniu tego problemu, ale takiej pomocy nie uzyskał.

Reklama

     Pismo od burmistrza

     W zeszłym tygodniu Roman Rezulak otrzymał pismo podpisane przez burmistrza Leszka Jakubowskiego, zawiadamiające o wszczęciu postępowania administracyjnego w sprawie znajdującego się na terenie użytkowanym przez Cerplon dzikiego wysypiska śmieci.

     - Zawsze ta sprawa była ugodowo załatwiana z burmistrzem, a teraz wszczął on postępowanie - mówi Roman Rezulak. Prezesa najbardziej boli fakt, że jego przedsiębiorstwo oskarżone zostało, że to ono korzysta z dzikiego wysypiska, wywożąc tam odpady.    

Reklama

     Kto korzysta z wysypiska?

     - Otrzymaliśmy informację o tym wysypisku i wysłaliśmy tam komisję, która odkryła, że są tam, między innymi, odpady z uboju - wyjaśnia zastępca burmistrza. - Zresztą przepisy mówią, że właściciel terenu odpowiada za to, co się na jego terenie dzieje.

     Wiceprezes Cerplonu Jan Szulc twierdzi, że odpady pozwierzęce znalezione na dzikim wysypisku nie pochodzą z Cerplonu, lecz ktoś musiał je podrzucić. 

     W odpowiedzi na zawiadomienie o wszczęciu postępowania administracyjnego Cerplon wysłał pismo, w którym zaprzecza jakoby nielegalne wysypisko było przez przedsiębiorstwo użytkowane.

Reklama

     Małgorzata Drzewiecka z Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego, która bezpośrednio zajmuje się tą sprawą, mówi, że pismo prezesa Cerplonu nie wyjaśnia tej sprawy i nie zdejmuje z niego obowiązku sprzątnięcia terenu.

     - Chcemy to załatwić polubownie, wystąpimy z propozycją uprzątnięcia terenu przez "Cerplon" - mówi wiceburmistrz.

     Właściciel musi pilnować sam

     Roman Rezulak uważa, że w sprawie likwidacji dzikiego wysypiska w Cerekwicy pomóc mu powinny Straż Miejska i policja, dlatego też wystosował tam odpowiednie pisma. - W Gorzycach też było takie dzikie wysypisko, gmina postawiła tam policję municypalną, oni wlepili kilka mandatów, i później już nikt tam śmieci nie wywoził - mówi prezes Cerplonu

Reklama

     - My nie będziemy pilnować terenu, który nie należy do gminy - odpowiada wiceburmistrz.

     Czesław Kośmicki zapewnia też, że gospodarka komunalna na terenie Cerekwicy i okolic będzie systematycznie sprawdzana, ale Straż Miejska jest zbyt mała, żeby mogła wszystko skontrolować.

     W gminie nas nie lubią

     - Boli mnie to, że wiarygodność firmy jest kopana. Podatki wszystkie płacimy w gminie w terminie i chcemy być traktowani podmiotowo i równo jak każdy inny podatnik - mówi Jan Szulc. Prezesi Cerplonu uważają, że władze gminy nie powinny niszczyć wiarygodności Cerplonu, gdyż przedsiębiorstwo zatrudnia dużo pracowników - niemalże 150 i w ten sposób zmniejsza bezrobocie w gminie.

     Przyjadą komisje

     Sprawy związane z rzekomym niedopełnieniem przez firmę Cerplon wymogów dyktowanych przepisami o ochronie środowiska dotarły już do Komisji Ochrony Środowiska Rady Miejskiej i Rady Powiatu. Przewodniczący tych komisji Halina Wałecka i Józef Jurkiewicz powiedzieli, że komisje niebawem wybiorą się do Cerekwicy w celu zorientowania się w sytuacji. 

     - Trzeba tam pojechać, zobaczyć i próbować to wyjaśnić - mówi Halina Wałecka. Przewodnicząca powiedziała też, że na razie nie można ustalić, czy zgłaszane przez różnych informatorów sygnały mają podłoże personalne czy też chodzi o poważny problem ekologiczny.  

Marta Złotnicka

Pałuki nr 530 (16/2002)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości