Reklama

Chcą ekshumować niemieckich żołnierzy

Franciszek Grądziel w 1945 grzebał podpułkownika
     Chcą ekshumować niemieckich żołnierzy
     Warszawska Fundacja Pamięć oraz Ludowy Niemiecki Związek Opieki nad Grobami Wojennymi zamierza przystąpić do ekshumacji na terenie cmentarza ewangelickiego w Wyrębie w gminie Łabiszyn. Tam w 1945 r. pochowano co najmniej kilku poległych żołnierzy hitlerowskich.

Stowarzyszenie „Pomost” zamierza skorzystać z pomocy Franciszka Grądziela w umiejscowieniu pochówków hitlerowców. Ten 86-letni mieszkaniec Wyręby, jak sam mówi, potrafi jednak tylko w przybliżeniu określić miejsce spoczynku pochowania przez siebie w 1945 r. żołnierza niemieckiego. fot. Karol Gapiński

     Wyręba to osada położona przy granicy gmin Łabiszyn i Szubin. Znajduje się w sołectwie Jabłowo Pałuckie. Od dawna był tam cmentarz ewangelicki, jako że w dużej mierze przed 1939 r. ten teren zamieszkiwali ludzie wyznania protestanckiego, przeważnie z pochodzenia Niemcy. Cmentarz istniał do 1945 r. Teraz zostały na nim tylko zarośnięte chaszczami resztki grobów. Wśród nich są też pochówki, które czynione były już bez obecności pastora i bez późniejszego stawiania pomników nagrobnych, a dotyczą żołnierzy hitlerowskich, którzy zginęli tutaj zimą 1945 r., gdy wkroczyły do Wyręby wojska radzieckie.
     ODNAJDYWANIE MIEJSC POCHÓWKÓW     
     Od 1990 r. na terenie Polski prowadzone są ekshumacje pochowanych tutaj żołnierzy niemieckich i to niekoniecznie na oficjalnych nekropoliach ewangelickich. Zwłaszcza, że  podczas ofensywy radzieckiej w 1944 r. i zimą 1944/45 Niemcy, uciekając na zachód, często padali ofiarą, czy to walk, czy nawet nieformalnych rozstrzelań przez żołnierz radzieckich w różnych miejscach i są pochowani nie zawsze na cmentarzach.
     Od 1994 r. odnajdywaniem miejsc pochówków i zlecaniem ekshumacji zajmuje się specjalnie powołana polsko-niemiecka Fundacja Pamięć z polską siedzibą w Warszawie. Zimą tego roku fundacja ta zainteresowała się, jako potencjalnym miejscem pochówku żołnierzy niemieckich, starym cmentarzem ewangelickim w Wyrębie. Dane o takich pochówkach fundacja pozyskuje z archiwów niemieckich. Ponadto, jak przedstawiła Iza Gruszka, kierownik biura Fundacji Pamięć w Warszawie, dane, z których korzystają gromadził też Polski Czerwony Krzyż. Wiele informacji pochodzi jednak od mieszkańców. Tych, którzy pamiętają i potrafią wskazać miejsca pochówków. - Poproszę kolegów współpracujących z nami po stronie niemieckiej, gdyż to ona finansuje przedsięwzięcie, które my realizujemy po stronie polskiej, ażeby sprawdzili w archiwach dane dotyczące wsi Wyręba w państwa powiecie. Wówczas zobaczymy, o jakich żołnierzach niemieckich tam pochowanych możemy mówić - powiedziała Iza Gruszka.
     WOJENNA HISTORIA FRANCISZKA GRĄDZIELA
     W Wyrębie mieszka Franciszek Grądziel. Urodził się w tej osadzie w 1925 r. Niedawno spłonął jego dom rodzinny, ale on się stąd nie wyprowadził, zamieszkał na swojej posesji w prowizorycznym baraku. Nie chce słyszeć o przenosinach do Domu Pomocy Społecznej, gdyż jest zżyty ze swoją wsią. Franciszek Grądziel opowiedział nam, j k zimą 1945 r. na miejscowym cmentarzu ewangelickim zakopał zwłoki niemieckiego podpułkownika. (Nie zna okoliczności jego śmierci, ponieważ nie było go we wsi w czasie, gdy oficer niemiecki został zastrzelony).
     Całą wojnę Franciszek Grądziel pracował przymusowo u gospodarza - przedwojennego Niemca z Wyręby, Herberta Guzy. Ten Niemiec w 1939 r. jako obywatel polski został wcielony do armii polskiej i wysłany na front. W trakcie kampanii wrześniowej zrzucił polski mundur i z okolic Warszawy wrócił do Wyręby. Uniknął służby w wermachcie, skutecznie symulował chorobę.  Wkrótce został w Wyrębie funkcjonariuszem administracji niemieckiej. Kimś w rodzaju inkasenta, ale Franciszek Grądziel nie potrafi określić nazwy funkcji, którą pełnił jego niemiecki pan.
     Pod koniec wojny do armii niemieckiej brano już niemal wszystkich mężczyzn zdolnych do walki. Dlatego i Herbert Guza nie uniknął służby wojskowej. Został zaciągnięty do hitlerowskiej armii i zimą 1944/45 znalazł się w Czechach, w okolicach Pragi.
     Styczeń 1945 r. w Jabłowie Pałuckim był mroźny. Jak przypomina sobie Franciszek Grądziel, było nawet 30 stopni mrozu. W połowie stycznia zbliżał się front radziecki. Franciszek Grądziel cały czas służył u Guzów. Gospodarz służył w armii niemieckiej. W gospodarstwie w Wyrębie pozostawała jego rodzina: żona Herberta, której imienia Franciszek Grądziel dzisiaj już nie pamięta (być może miała na imię Lina, ale nie jest pewien) oraz 12-letni syn Horst, młodszy Kurt i roczna córka Ruth. Niemiecka gospodyni, gdy zbliżało się do Jabłowa Pałuckiego i Wyręby wojsko radzieckie, zarządziła ucieczkę. Podjęli ją wraz z innymi miejscowymi Niemcami i zmusili do niej także polskich parobków. Franciszek Grądziel pamięta, że uciekali wtedy jeszcze z dwoma mieszkającymi w szkole w pobliskim Buszkowie młodymi Niemkami, w szkole w Buszkowie w czasie okupacji znajdował się obóz dla dziewcząt aryjskich, które przybyły tu z Norwegii oraz z Hamburga; dziewczęta uczyły się na tym terenie, jak należy gospodarować na roli; obserwowały pracę we wzorcowych gospodarstwach niemieckich na Pałukach).
Franciszek Grądziel dotarł z tą grupą do Piły. Po drodze zmarła od mrozu mała Ruth Guza, a Kurt gdzieś zaginął. Wkrótce żonę Guzy też Franciszek Grądziel stracił z oczu. Klucząc między wojskami obydwu stron, w kilku sytuacjach ocierając się o śmierć, zdołał przedostać się wozem konnym przez Wągrowiec, Żnin i Murczyn do Wyręby. Osada była już wyzwolona przez żołnierzy radzieckich.
     Obecny sołtys Jabłowa Pałuckiego i Wyręby Edmund Słomowicz powiedział nam, że przez lata miał okazje wsłuchiwać się w relacje różnych mieszkańców, którzy obecnie już w większości nie żyją. Wynika z nich, że w Jabłowie zimą 1944/45 był jakiś desant z powietrza grupy żołnierzy niemieckich. Polscy mieszkańcy nie wiedzieli, dlaczego do tego desantu doszło. Obawiali się jednak jakiegoś aktu eksterminacji ze strony Niemców, gdyż zarządzili oni w jednym terminie zbiórkę kilkunastu Polaków. Być może miało dojść do egzekucji. Jednak Rosjanie zbliżali się szybciej niż myśleli Niemcy. Sami musieli uciekać przed ofensywą rosyjską.
     POCHÓWEK NIEMIECKIEGO OFICERA
     W Wyrębie doszło do zastrzelenia przez Rosjan wyższego rangą oficera niemieckiego. Przez kilka dni jego zwłoki leżały na polu w Wyrębie, kilkaset metrów od drogi Chomętowo - Łabiszyn.
     Franciszek Grądziel już teraz nie pamięta, kto nakazał mu pochować zwłoki Niemca. Czy byli to żołnierze radzieccy, czy już wprowadzona przez komunistów nowa administracja polska. W każdym razie zajął się tym pochówkiem, prawdopodobnie z kimś jeszcze, ale nie pamięta już z kim. - Ten Niemiec leżał na śniegu na plecach. Nie widziałem, gdzie miał ranę. W kieszeniach spodni z tyłu miał zdjęcia i dokumenty. Wynikało z nich, że się nazywał Wilhelm Kirchstein i był podpułkownikiem chyba policji, czy żandarmerii wojskowej z Prus Wschodnich - opowiada Franciszek Grądziel.
     Dzisiaj nie pamięta dokładnie miejsca, w którym pogrzebał niemieckiego podpułkownika. Stary cmentarz jest zarośnięty chaszczami. Niemniej jednak do Franciszka Grądziela zdołali dotrzeć wysłannicy ze stowarzyszenia Pomost w Poznaniu. Działa ono z upoważnienia Fundacji Pamięć i w zachodniej części Polski uzyskuje zezwolenia od właścicieli terenu na przeprowadzanie ekshumacji; prowadzi wizje lokalne i sondaże. Pracownicy Pomostu wstępnie wypytywali 86-latka z Wyręby, gdzie pogrzebał niemieckiego oficera. Pomimo że starszy pan nie umiał dokładnie pokazać miejsca, to stowarzyszenie zamierza podjąć prace na cmentarzu ewangelickim w celu odszukania zwłok, czy to podpułkownika Wilhelma Kirchsteina, czy innych żołnierzy niemieckich z czasów wojny.
     Stowarzyszenie Pomost skierowało też pocztą pismo do Urzędu Miejskiego w Łabiszynie, jako do właściciela terenu cmentarza ewangelickiego w Wyrębie, z prośbą o udzielenie zezwolenia na wejście na ten teren, by przeprowadzić prace sondażowo-ekshumacyjne na znajdującym się tam grobie poległych na przełomie stycznia i lutego 1945 r. żołnierzy niemieckich. Zgoda właściciela terenu jest niezbędna, by wojewoda kujawsko-pomorski wydała zezwolenie na przeprowadzenie ekshumacji. Burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek wydał zgodę na dalsze załatwianie procedur, np. w związku z przepisami sanitarnymi. W tej chwili nie znany jest jeszcze termin, w którym pracownicy Pomostu przeprowadzą prace ekshumacyjne.
     NA CMENTARZ POD SZCZECINEM
     W każdym razie szczątki ofiar zakopanych w Wyrębie mają być przewiezione na cmentarz wojenny w Starym Czarnowie pod Szczecinem. Jest to jedna z 13 w Polsce nekropolii, na których Fundacja Pamięć zleca pochówki ekshumowanych z przypadkowych grobów żołnierzy niemieckich z II wojny światowej. Cmentarz składa się z kwater, na których są pochówki z grupami krzyży i ogólna stela dla każdej kwatery z nazwiskami tych niemieckich żołnierzy, których udało się zidentyfikować dzięki posiadanej dokumentacji.
     Iza Gruszka podkreśla, że ekshumacje żołnierzy niemieckich możliwe stały się poprzez wskazówki świadków historii, którzy otworzyli się dopiero w ostatnich latach, gdy zabliźniły się ich rany z przeszłości i nastąpiło pewne zbliżenie polsko-niemieckie.

Karol Gapiński
Pałuki nr 997 (12/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości