Roland Pilarski atakował urzędników twierdząc, że przygotowywany plan dotyczy zbyt wielkiego terenu i zablokuje możliwości inwestycyjne mieszkańców oraz spowoduje konieczność płacenia gminie renty planistycznej w monecie dokonywania umów kupna-sprzedaży nieruchomości, w wysokości 30% od wzrostu jej wartości
fot. Karol Gapiński
Żnin, dyskusja, plan miejscowy, Urząd Miejski, ratusz, mieszkańcy, Paweł Hałaburdzin
Chcą mieć pewność, że norki znów nie zagrożą
Mieszkańcy kilku wsi w gminie Żnin z niepokojem przyglądają się pracom nad przygotowywanym planem miejscowym zagospodarowania przestrzennego. Te niepokoje rozwiewał podczas poniedziałkowej debaty publicznej urbanista Paweł Hałaburdzin.
Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest przygotowywany dla Wenecji, Kierzkowa, Chomiąży Księżej, Skarbienic i Wójcina. W poniedziałek w auli Urzędu Miejskiego w Żninie odbyła się dyskusja publiczna nad opracowywanym planem. Mieszkańcy nadal mają możliwość zgłaszania uwag do projektu planu. Po to też m.in. została zwołana poniedziałkowa dyskusja publiczna. Wnioski jednak składać należy nie do urbanistów, którzy wykonują plan miejscowy, a do burmistrza, który to zadanie zleca.
Na zebraniu był obecny urbanista Paweł Hałaburdzin, który pokrótce przedstawił założenia planu. Później mieszkańcy mogli zadawać w tej sprawie pytania. Poruszane były kwestie indywidualne różnych, konkretnych działek.
W chlewie chce mieć świnie, nie turystów
I tak np. Elżbieta Gic z Wenecji stwierdziła, że na jej działce w Wenecji prowadzone jest gospodarstwo rolne. Tymczasem w projekcie planu miejscowego zapisano, że teren będzie przeznaczony pod usługi turystyczne. Elżbieta Gic stwierdziła, że w chlewie nie zamierza prowadzić usług turystycznych, a w Wenecji są już gospodarstwa agroturystyczne, ośrodek wypoczynkowy, a ostatnio także nowy budynek muzeum z pokojami noclegowymi. I to według pani Elżbiety są miejsca dla ruchu turystycznego, a nie jej działka.
Paweł Hałaburdzin wyjaśnił, że jeśli dzisiaj na tym terenie znajduje się zabudowa zagrodowa, to plan miejscowy nie wymusza na właścicielach rezygnowania z prowadzonej działalności rolniczej, a jedynie otwiera furtkę na przyszłość dla ewentualnego realizowania innych przedsięwzięć. Urbanista dodał, że akurat ta działka na terenie Wenecji Górnej jest terenem z najlepszą ekspozycją na okolice i jej walory i nie można wykluczyć, że za ileś lat właściciele będą to chcieli wykorzystać. Dzięki zapisowi w planie zagospodarowania, który proponują autorzy tegoż planu, będzie tutaj możliwość pójścia w kierunku zarówno obsługi turystycznej, jak i obsługi rolnictwa. Znajduje się tam jednak kuźnia, którą Elżbieta Gic ewentualnie chciałaby rozbudować. Paweł Hałaburdzin obiecał sprawdzić, czy tego typu działalność mieści się w pojęciu obsługi rolnictwa, bo taką funkcję dla tej nieruchomości plan miejscowy przewiduje.
Ustrzec się norek, tchórzofretek, lisów i robactwa
Anna Sawala-Smoter związana z komitetem Stop norkom w Wenecji chciała wiedzieć, co zapis w projekcie planu mówi o planowanej hodowli norek amerykańskich. - Na tyle, na ile wiemy, ten teren to jest zabudowa zagrodowa, ale też jest ona ograniczona liniami zabudowy. Plan był opiniowany przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska i inspektora sanitarnego. Dlatego w projekcie mamy zgodnie z ich sugestią zapis o zakazie uprawy roślin i hodowli zwierząt, które po przedostaniu się do naturalnego środowiska mogłyby zagrażać gatunkom rodzimym. A do takich zagrażających hodowli możemy zaliczyć np. norki amerykańskie. Dla tego typu hodowli obowiązuje zakaz - powiedział Paweł Hałaburdzin.
Te wyjaśnienia nie przekonały jednak Ryszarda Jułgi ze Stowarzyszenia Miłośników Wenecji. - W sprawie fermy norek decyzje o warunkach zabudowy i pozwolenie zostały wydane już wcześniej i tego się nie cofnie. Ale my chcemy mieć pewność, że nie będą wydawane kolejne podobne. Tymczasem w zapisie o zakazie uprawy roślin i hodowli norek, tchórzofretek i innego takiego robactwa jest też drugi punkt o możliwości dopuszczenia hodowli uciążliwych. Boimy się, że jest to furtka dla potencjalnych inwestorów w hodowle norek. Dlatego wnosimy wniosek o bezwzględny zakaz takich hodowli - mówił Ryszard Jułga, prezes stowarzyszenia.
Już po zebraniu Sławomir Chrośniak z Urzędu Miejskiego, który dyskusję publiczną w poniedziałek prowadził, oznajmił nam, że na pewno dla hodowli norek czy innych zwierząt futerkowych zagrażających rodzimym gatunkom projekt miejscowego planu zakłada bezwzględne nie. Jednak plan musi też zakładać interesy rolników - hodowców trzody chlewnej, bydła i innych najbardziej popularnych gatunków hodowlanych. Oni muszą mieć dopuszczoną możliwość prowadzenia swej działalności. Plan miejscowy dotyczy przecież terenów rolniczych. Stąd zapis o możliwości dopuszczenia hodowli mogących mieć wpływ na środowisko. To dotyczy przede wszystkim większych hodowli o charakterze przemysłowym.
W podobnym tonie wypowiadał się na poniedziałkowym spotkaniu również Paweł Hałaburdzin. Podkreślał, że plan musi uwzględniać nie tylko interesy mieszkańców miasta, którzy nie są rolnikami, ale coraz chętniej osiedlają się na terenach podmiejskich. - Zapewniam, że projekt miejscowego planu reguluje kwestie norek, ale też z drugiej strony wydanych już decyzji nie cofa. W planie jest też zapis o zakazie nawet budowy przydomowych wiatraków na własne potrzeby. Nie tylko wiatrowych generatorów energii na potrzeby przemysłowe, czyli produkujących energię dla elektrowni. - zapewniał Paweł Hałaburdzin.
Ta z kolei kwestia wzbudziła niepokój Tomasza Chromińskiego, innego mieszkańca Wenecji. - A kto mi ogranicza, że ja sobie na własne potrzeby wybuduję przy domu wiatraczek? - dopytywał się.
- No właśnie w projekcie planu zastrzegamy, że wiatraków, także na własne potrzeby, stawiać nie można. Jednak nie ma przeciwwskazań dla innych przydomowych elektrowni, jak np. fotowoltaicznych. Na potrzeby własne można takie przedsięwzięcia na swoich działkach realizować, ale z zastrzeżeniem, że energia nie będzie sprzedawana do elektrowni - wyjaśniał Paweł Hałaburdzin, co uspokoiło Tomasza Chromińskiego.
Ryszard Jułga naciskał przez kilkadziesiąt sekund na Pawła Hałaburdzina, aby ten przyjął pisemny wniosek o uwzględnieniu bezwzględnego zakazu prowadzenia hodowli mogących mieć negatywny wpływ na środowisko. Paweł Hałaburdzin przekonywał, iż to nie urbanista przyjmuje tego typu uwagi i wnioski pisemne, a burmistrz Żnina. Ponieważ jednak nie było na sali burmistrza, a i Sławomir Chrośniak na chwilę opuścił salę, ostatecznie Paweł Hałaburdzin sygnował swoim nazwiskiem fakt, że Ryszard Jułga złożył taki wniosek. Miał on zostać przekazany burmistrzowi.
Zamienić letnią kanikułę w stan trwałego bytowania
Inne zapytania mieszkańców dotyczyły kwestii zapisów w planie działek pod funkcje mieszkaniowe. Wielu mieszkańców oczekuje, że dotychczasowe działki letniskowe będą mogli przekształcić w działki mieszkaniowe, zwłaszcza że w licznych przypadkach faktycznie wybudowane tam domy i tak już teraz służą jako całoroczne miejsca pobytu, a nie jedynie działki, w których właściciele oddają się rozkoszom wakacyjnego odpoczynku. O tę kwestię pytała m.in. Ewa Konopacka-Chudzińska, a także w imieniu właścicieli działek letniskowych w Kierzkowie radca prawny.
Co do kwestii działek w Kierzkowie, urbanista przyznał, że jest możliwość przekształcenia działek pod zabudowę mieszkaniową, jednak trzeba mieć na uwadze, że część terenów jest w strefie ochronnej cmentarza. W tym jednak przypadku jeden z właścicieli działek w Kierzkowie zapewnił, że już teraz na terenie między cmentarzem a obszarem działek, których przekształcenia chcieliby mieszkańcy, jest strefa buforowa pod postacią działki usługowej. Ten bufor jest również częściowo zalesiony, więc nie powinno to stanowić problemu dla działek letniskowych znajdujących się za nim. Z kolei radca prawny zgodził się, że przekształcenie, o które chodzi jego klientom, nie musi polegać na określeniu wyłącznie funkcji mieszkaniowej dla ich działek. Wystarczy, że będą mieli zapisaną w projekcie planu funkcję mieszkaniowo-usługową. Paweł Hałaburdzin przyznał, że jest to możliwe.
Renta planistyczna dla gminy
Całkiem inną kwestię poruszył Roland Pilarski, były członek komitetu Stop norkom w Wenecji, który następnie sam podjął próbę uzyskania warunków zabudowy dla takiej hodowli na swojej nieruchomości. Podczas poniedziałkowej dyskusji Roland Pilarski zaatakował urzędników ratusza i burmistrza (chociaż go na sali nie było) twierdząc, że przygotowywany plan dotyczy zbyt wielkiego terenu i zablokuje możliwości inwestycyjne mieszkańców oraz spowoduje konieczność płacenia gminie renty planistycznej w monecie dokonywania umów kupna-sprzedaży nieruchomości, w wysokości 30% od wzrostu jej wartości. Przygotowywany plan miejscowy zagospodarowania przestrzennego spowoduje zaś wzrost wartości tych nieruchomości. Ponadto Roland Pilarski wyraził pogląd, że przygotowanie tego planu miejscowego to może być wydatek z pieniędzy gminy tego typu, jakim był koszt projektu basenu, gdzie dokumentu nie wykorzystano, a kosztował on spore pieniądze. Poza tym Roland Pilarski obawia się, że zapisy w planie miejscowym zablokują jakiekolwiek inwestycje. Tutaj odniósł się do lodowiska na rynku w Żninie, które plan miejscowy śródmieścia wyklucza. Roland Pilarski zauważył, że uchwalając, a wcześniej zamawiając taki plan miejscowy, gmina sama sobie zablokowała możliwość działania.
Sławomir Chrośniak oznajmił, że tereny inwestycyjne są wytyczone np. na pograniczu Żnina i Jaroszewa, a tereny południowo-wschodnich rubieży gminy charakteryzują się całkiem innymi uwarunkowaniami gospodarczymi. Gmina zamawia plany miejscowe, to też kosztuje niemałe pieniądze. Koszty niesie również wybudowanie infrastruktury związanej ze zmianą planu zagospodarowania. Jeśli wytyczane są nowe osiedla, to wymagają założenia urządzeń kanalizacyjnych, sieci wodociągowej, wybudowania dróg czy ulic. To wszystko generuje koszty. Renta planistyczna stanowi też rekompensatę wydatków poniesionych przez gminę. Ta ma możliwość zgodnie z prawem ustalić ją w przedziale między powyżej 0% a 30% wzrostu wartości nieruchomości. Sławomir Chrośniaka podkreśla, że dotyczy to tylko transakcji kupna-sprzedaży w ciągu 5 lat od uchwalenia planu miejscowego. Później renty planistycznej już się nie płaci. Podobnie nie płacą jej spadkobiercy nieruchomości, czyli potomkowie dotychczasowych właścicieli.
Paweł Hałaburdzin zakończył tę dyskusję podkreślając, że plany miejscowe są potrzebne, by oznaczać tereny objęte ochroną i obszary inwestycyjne. Cały plan obowiązywać będzie dopiero po uwzględnieniu wszystkich uwag, które wpłyną w założonym terminie, ale dopiero po uchwaleniu go przez Radę Miejską Żnina.
Film w zakładce Filmy.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1190 (48/2014)
Inne teksty na ten temat:
Cios w serce Pałuk
80 tysięcy norek
Pozwolenie na norki będzie cofnięte
Starosta zawraca norki
Błędy w piśmie wysłanym z UM w Żninie
Film pt. Hodowcom norek mówią: Nie!
Burmistrz cofnął decyzję dla norek
Norki w metalu cofnięte, norki w drewnie czekają
Norki w uśpieniu
Nowa lokalizacja fermy norek
Smród wyczuwalny w miodzie
Norpol II zbuduje fermy w Wenecji
Stopował norki, teraz chce je hodować
Natura 2000 wymaga, by zwrócić się o ocenę
Norek w metalu już nie będzie
Roland Pilarski teraz chce hodować norki
Decyzję o norkach zbada wojewoda
Chcą mieć pewność, że norki znów nie zagrożą
Inwestor zaskoczył mieszkańców
Norki nadal w zawieszeniu
Decyzja dla norek unieważniona
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze