Henryk Makaroński, a za nim zlewnia
fot. Remigiusz Konieczka
Kowalewo, zlewnia, mleko, Henryk Makaroński, ziemia, sprzedaż
Chce odzyskać zlewnię
Henryk Makaroński z Kowalewa podjął starania o to, by odzyskać ziemię, którą jego ojciec sprzedał pod budowę zlewni mleka. Uzasadnia to tym, że ojciec został do sprzedaży zmuszony.
Henryk Makaroński złożył pozew o przywrócenie własności. W rozmowie z Pałukami uzasadnia dlaczego. W 1957 roku jego ojciec Franciszek Makaroński sprzedał działkę, należącą do jego gospodarstwa, na rzecz Funduszu Rozwoju Rolnictwa. Działka miała powierzchnię 1.600 metrów kwadratowych i sprzedana została za 1.600 złotych. Ówczesnych, bo wartość działki byłaby zupełnie inna. Łatwo zatem obliczyć, że w 1957 roku Franciszek Makaroński otrzymał przysłowiową złotówkę za metr kwadratowy działki. Jego syn Henryk Makaroński twierdzi jednak, że ojciec nie miał innego wyjścia i został zmuszony do sprzedaży ziemi.
- Gdyby się nie zgodził, to pieniądze przeszłyby na hipotekę - tłumaczy.
Na tej sprzedanej ojcowiźnie została wybudowane zlewnia mleka, która stoi do dziś, ale swojej funkcji już nie spełnia, bo rolnicy mleka tam już nie odstawiają. Właścicielem terenu i zlewni jest Kółko Rolnicze.
Henryk Makaroński postanowił odzyskać ziemię i napisał do sądu, twierdząc, że kółko rolnicze nie istnieje jako podmiot i w związku z tym nie ma z kim w tej sprawie rozmawiać, a sama zlewnia pozostaje tylko z nazwy, gdyż co najmniej od 15 lat nikt z niej nie korzysta i wszystko jest zdewastowane. Również teren wokół tej zabudowy jest niszczony przez różne osoby i wykorzystywany wieczorami jako miejsce libacji alkoholowych i nie tylko. Wszystko znajduje się w stanie opłakanym - pisał Henryk Makaroński w pozwie.
Natomiast w rozmowie z Pałukami dodał, że zlewnia jako taka go nie interesuje, ale grunt, który jego ojciec musiał sprzedać. - Za te pieniądze można było trzy parki prosiąt kupić - wyjaśnia.
Rozprawa sądowa odbyła się 4 lutego w Sądzie Rejonowym w Szubinie. Henryk Makaroński powtórzył przed sądem, że grunt był potrzebny pod planowaną zabudowę, a jego ojciec chciał czy nie chciał, musiał sprzedać. Teraz teren wraz ze zlewnią popada w ruinę. Gdyby przeliczyć tamte pieniądze, jakie otrzymał za działkę, to jego ojciec dostałby dziś 16 groszy. Henryk Makaroński stare 1.600 zł (cena z 1957 r.) przeliczył sobie według denominacji z 1995 roku, którą przeprowadzono w stosunku 10.000:1. Przelicznik mieszkańca Kowalewa nie uwzględnia jednak w ogóle stopy inflacji jaka nastąpiła od 1957 roku. Zapytany jednak przez sąd, ile jego zdaniem warta jest dziś nieruchomość, odpowiedział, że 75.000 zł.
- Dlaczego sąd ma przywrócić własność? - pytał sędzia Grzegorz Zieliński.
- Bo przez dwadzieścia lat nikt nie miał do tego prawa i nikt o to nie dbał - odpowiedział Henryk Makaroński.
- W Księdze Wieczystej jest wskazany właściciel, Kółko Rolnicze - powiedział sędzia.
- Bo rodzice byli właścicielami, był przymusowy wykup i zostali zmuszeni do sprzedaży. Na rzecz kółka - odpowiedział mieszkaniec Kowalewa.
- Przez kogo zostali zmuszeni?
- Przez rząd, komunę. Była planowa zabudowa. Miała być przychodnia, sklep i zlewnia.
- Ale kto ich zmusił? Przecież podpisali akt notarialny?
- Zmusiła ówczesna władza. Nie mieli wyboru, bo te 1.600 zł poszłoby na hipotekę.
- Nie zostali wywłaszczeni. W jaki sposób podpisali?
- Jakby nie podpisali, to i tak poszłoby pod budowę zlewni - tak wyjaśniał Henryk Makaroński przed sądem. Jako spadkobierca swoich rodziców wniósł o unieważnienie umowy sprzedaży i ustalenie, kto jest właścicielem działki.
Na posiedzeniu sądu obecny był prezes zarządu Kółka Rolniczego w Kowalewie Stanisław Przyszlakowski (od redakcji: dane osobowe zapisane są w jawnym KRS). Powiedział, że nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Dawni właściciele akt notarialnych podpisali, pieniądze zostały przekazane. Prezes powiedział, że roszczenia Henryka Makarońskiego są bezpodstawne. - Wtedy za takie pieniądze nieruchomości chodziły. Jak po pięćdziesięciu latach można wnosić o zwrot nieruchomości, która już raz została sprzedana. Gdyby grunt został zabrany, to byłby akt wywłaszczenia, a był zawarty akt notarialny. Kółko było i jest prawowitym właścicielem nieruchomości.
Prezes Kółka Rolniczego wyjaśnił, że kółko istnieje i że zarejestrowało się w KRS ponownie, po śmierci byłego prezesa, aby uporządkować m.in. kwestię zlewni. Prezes powiedział też, że ta zlewnia była już przeznaczona do wywłaszczenia przez Okręgową Spółdzielnię Mleczarską. Spółdzielnia ją użytkowała i chciała przejąć. Jednak zgodnie z dokumentami, to Kółko było właścicielem i dzięki temu zlewnia została uratowana. - Zapobiegłem przejęciu tej zlewni - podkreślił prezes.
W piśmie, które w styczniu Kółko skierowało do sądu napisano, iż Henryk Makaroński był członkiem Kółka, lecz nie zrezygnował. Poza tym sam teren zlewni jest ogrodzony i wygląda lepiej niż niejedna posesja.
W związku z odmiennymi zdaniami stron, sędzia postanowił odroczyć sprawę do 23 marca. Jednocześnie polecił Henrykowi Makarońskiemu, by w ciągu siedmiu dni przedstawił dowody, które mają potwierdzić jego stanowisko.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1200 (6/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze