Sprawdził się scenariusz wydarzeń, który przedstawiamy w dzisiejszym wydaniu papierowych Pałuk. Sesja nadzwyczajna w sprawie odwołania i powołania nowego prezydium Rady Miejskiej w Żninie odbyła się, ale trwała jakieś 10 minut. Żadnego głosowania nie było.
30 września o 9.00 w auli Urzędu Miejskiego rozpoczęła się nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Żninie. W porządku obrad były punkty dotyczące głosowań w sprawie odwołania przewodniczącego i dwóch wiceprzewodniczących Rady oraz wyboru ich zastępców. Sesja została zwołana na wniosek 11 radnych popierających burmistrza Roberta Luchowskiego, a wchodzących w skład klubu Dla Gminy Żnin oraz klubu Prawa i Sprawiedliwości (bez Roberta Szafrańskiego, który wchodzi w skład klubu, ale jest w opozycji do obecnego włodarza gminy). Wiosną uformowała się w Radzie dwunastka, która zdołała przeprowadzić przewrót. Udało się to im, gdyż ówczesny przewodniczący Grzegorz Koziełek nie wykorzystał ustawy covidowej i zwołał sesję stacjonarną, na której w głosowaniu tajnym dwunastka odwołała go z funkcji i wybrała na jego miejsce Dariusza Kaźmierczaka.
W kolejnych tygodniach grupa skupiona wokół nowego przewodniczącego nie utrzymała jedności. Odeszli z niej najpierw jeden z najgłośniejszych dotychczas krytyków burmistrza, czyli radny Piotr Ostrowski. Ostatnio uczyniła to również znana dotychczas z bardziej koncyliacyjnej postawy Halina Krygier, więc w jej przypadku wolta nie była już tak wielkim szokiem dla pozostałych radnych skupionych wokół Dariusza Kaźmierczaka. W ten sposób zamiast większości 12:9, Dariusz Kaźmierczak musi mierzyć się z sytuacją, gdy stoi za nim tylko 10 radnych (włącznie z nim samym), a 11 pragnie jego usunięcia z funkcji szefa Rady.
Gdy obecny przewodniczący miał się zmierzyć ze spodziewaną utratą fotela, postanowił wykorzystać to, czego nie uczynił wcześniej Grzegorz Koziełek. Otóż Dariusz Kaźmierczak zwołał na 30 września sesję zgodnie z porządkiem obrad zgłoszonym przez wnioskodawców, ale powołując się na przepisy ustawy covidowej, ogłosił, że sesja będzie zdalna. Taka jej formuła wykluczała przeprowadzenie głosowań tajnych do urny. Co prawda w auli pojawiło się kilkoro radnych spośród większościowej jedenastki, ale Dariusz Kaźmierczak nawet ich nie dopuścił do głosu, tylko przedstawił podstawy prawne, które stoją za tym, że punktów porządku obrad zrealizować nie można i zamknął obrady - mimo, że frekwencja wyniosła 100% radnych, bo pozostali połączyli się zdalnie.
Karol Gapiński, 30 IX 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze