Reklama

Chcieli spokoju, jest niepokój

Rynarzewo, blok, odpoczynek, masz, antena
     Chcieli spokoju, jest niepokój
     Mieli dość mieszkania w bloku. Przeprowadzili się do Rynarzewa, by odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku. Po postawieniu domu dowiedzieli się, że 15 metrów od ich płotu stanie maszt z antenami. Walczą, ale pytają samych siebie: co dalej, do kogo się zwrócić, kto pomoże.

W środku teren, na którym stanie stacja bazowa telefonii komórkowej. Powyżej działka, na której stoi dom Stanisława Szulca.
    fot. Remigiusz Konieczka W planach stacja bazowa telefonii komórkowej ma stanąć po drugiej stronie ulicy, 15 metrów od posesji Stanisława Szulca
    fot. Remigiusz Konieczka

     Stanisław i Łucja Szulcowie zajmują mały, przytulny domek przy ul. Mickiewicza w Rynarzewie. Po kilkudziesięciu latach spędzonych w Bydgoszczy postanowili zamieszkać z dala od tramwajów, samochodów, gwaru, wielkomiejskiego zgiełku i budownictwa wielorodzinnego. Wybrali Rynarzewo, bo wychował się tu pan Stanisław. Trzy lata temu nie bez wyrzeczeń wybudowali się, a zaraz potem wprowadzili. Weszli wtedy w sam środek administracyjnej zawieruchy związanej z planowaną budową stacji bazowej telefonii komórkowej. Państwo Szulcowie dowiedzieli się, że stacja ma stanąć naprzeciwko ich domu, w odległości 15 metrów od płotu.
     Firma Polkomtel złożyła w Urzędzie Miejskim w Szubinie wniosek o wydanie decyzji na lokalizację inwestycji celu publicznego 14 sierpnia 2008 roku. Zgoda nie została wydana, ponieważ gmina przystąpiła do sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i procedury zostały zawieszone na rok. Dłużej władze Szubina czekać nie mogły i na nowo wszczęły procedurę wydawania decyzji lokalizacyjnej, ale robiły to dość dokładnie, na tyle dokładnie, że minęły kolejne dwa lata zanim Ignacy Pogodziński decyzję lokalizacyjną wydał.
     Jeszcze przed jej wydaniem stanowczo zaprotestowali mieszkańcy Rynarzewa. Sami państwo Szulcowie dowiedzieli się o planach budowy stacji przez przypadek, podczas jednego z zebrań sołeckich.      W obliczu realnego zagrożenia inwestycją z sąsiadami wystosowali pismo do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, w którym wyrazili sprzeciw wobec przyszłej decyzji burmistrza zezwalającej na lokalizację inwestycji celu publicznego, jakim jest budowa stacji bazowej telefonii komórkowej.
     Burmistrz wydał decyzję 14 marca 2011 roku, a mieszkańcy datowali swój protest na 10 marca 2011 r. Twierdzą, że z SKO nie dostali odpowiedzi. Postanowili zawiadomić Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, ponieważ mieszkańcy mają obawy, że stacja może mieć wpływ nie tylko na środowisko naturalne, ale też na ich zdrowie. Otrzymali odpowiedź, że budowa stacji bazowej jest przedsięwzięciem mogącym znacząco oddziaływać na środowisko, ale WIOŚ wymaga od inwestora powiadomienia o terminie oddania stacji i terminie końca rozruchu. Nadzór nad realizacją zadań z zakresu zdrowia prowadzi Państwowa Inspekcja Sanitarna - pisał WIOŚ.
     Oczywiście mieszkańcy poszli za ciosem i wystosowali pismo do sanepidu. Tutaj dowiedzieli się, że wartość oddziaływania fal elektromagnetycznych nie może być większa niż 0,1 W/m2 , a inwestor zobowiązany jest do wykonania pomiarów po rozpoczęciu użytkowania i każdorazowo przy zmianie warunków pracy. Pomiarów ma dokonać niezależne laboratorium.
     - Na co mi te badania, skoro wieża będzie stać, a ja nie chcę, żeby ją tu stawiali - mówi Stanisław Szulc.

Zbigniew Słomski jest jednym z mieszkańców ul. Mickiewicza w Rynarzewie. Podobnie jak część jego sąsiadów uważa, że stacja bazowa będzie źle wpływać na stan zdrowia i nie chce, aby stała w pobliżu jego domu. Powiedział to wyraźnie podczas konsultacji w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
   fot. Remigiusz Konieczka

     Niecały miesiąc od decyzji wydanej przez burmistrza mieszkańcy Rynarzewa poprosili o wsparcie Radę Miejską w Szubinie, a ta również wystosowała sprzeciw, który został wysłany do marszałka województwa i wojewody.
     - Na te pisma odpowiedzi żadnej nie mamy - precyzuje radna Maria Pianko z Rynarzewa.
     I tutaj następuje kolejne wystąpienie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bydgoszczy. Tym razem odwołanie dotyczyło wydanego 14 marca postanowienia. Mieszkańcy argumentowali, że stacja będzie zbyt blisko szkoły, że w środku osiedla domków jednorodzinnym i w skupisku ludzkim. Pod pismem podpisał się sołtys Paweł Wuka i dołączono listę z protestem, pod którym swój podpis złożyło kilkudziesięciu mieszkańców. Co z tego, skoro SKO stwierdziło niedopuszczalność odwołania. SKO nawet nie rozpatrywało odwołania, bo - jak stwierdziło - pod pismem podpisali się bliżej nieokreśleni mieszkańcy. Ich głos, jako głos osób niebędących stroną, nie został wzięty pod uwagę.
     Problem polegał na tym, że odwoływać się mogą tylko strony postępowania, a tymi są właściciele nieruchomości położonych w promieniu 150 metrów od stacji bazowej. Te 150 metrów to szacowana możliwość oddziaływania stacji. Natomiast pod pismem podpisał się sołtys, który w strefie nie mieszka, a więc z punktu widziana prawa nie był i nie jest stroną w postępowaniu. Mieszkańcy przyznają, że to był błąd, ale też dodają, że nikt ich nawet nie poinstruował, jak prawidłowo takie odwołanie napisać. Zaznaczają, że zostali zostawieni samym sobie.
     Odwołanie mieszkańców zostało oddalone, decyzja burmistrza nabrała mocy prawnej i nic nie stało na przeszkodzie, aby Polkomtel złożył w Starostwie Powiatowym w Nakle wniosek o wydanie zgody na budowę. Starosta nakielski Tadeusz Sobol zgodę wydał 5 stycznia tego roku.
     Nasi rozmówcy mają zamiar odwołać się od decyzji starosty. Ale szanse na cofnięcie zgody na budowę są bardzo nikłe. Tym bardziej, że starostwo twierdzi, że nie mogło zgody nie wydać.
     Jolanta Wróblewska, dyrektor wydziału architektury i budownictwa w Starostwie Powiatowym w Nakle powiedziała, że zadaniem starostwa było sprawdzenie zgodności projektu z decyzją lokalizacyjną burmistrza. Jeśli wszystko było w porządku, to zgoda na budowę musiała być wydana. Wątpliwości winien rozstrzygać burmistrz na etapie wydawania decyzji lokalizacyjnej, a nie starosta wydający zgodę na budowę. - Jeśli burmistrz wydał decyzję ostateczną, to my jesteśmy nią związani - mówi pani dyrektor.
     Mieszkańcy ul. Mickiewicza w Rynarzewie nie godzą się z takim obrotem sprawy. Obok argumentów, dotyczących znacznego oddziaływania masztu na środowisko i zdrowie, podnoszą ten, że po postawieniu stacji ich nieruchomości stracą na wartości. W związku z tym wysłali kolejne pismo, tym razem do inwestora, a ten przekazał je dalej do projektanta. Ten z kolei odpisał, że działki nie stracą, a nawet zyskają, a ich wartość wzrośnie.
     - Zadzwoniłam do pierwszego lepszego pośrednika nieruchomości, który powiedział mi, że nikt nam tego domu nie kupi, jak nam tu maszt postawią - powiedziała Łucja Szulc. - Czujemy się oszukani. Przede wszystkim tym, że nasze władze mogły zatrzymać tę inwestycję, a tego nie zrobiły. Nikt się nami nie zainteresował. Jedynie pani Maria Pianko przychodzi i się interesuje. Właściciel terenu podpisał umowę, będzie kasował pieniądze, a nami się nie przejmuje.
     Mieszkańcy mówią, że nie są przeciwni budowie stacji jako takiej, ale budowie w tym miejscu. Chcą innej lokalizacji.
     Z kolei Zbigniew Behnke, naczelnik wydziału gospodarki przestrzennej w Urzędzie Miejskim w Szubinie powiedział, że gmina nie może zakazać budowy stacji bazowej, bo przepisy są tak skonstruowane. W opracowywanym właśnie miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego takiego zakazu wprowadzić nie można. Nie jest wymagany też raport oddziaływania na środowisko. Wyjaśniając kwestię braku informacji dla mieszkańców powiedział, że indywidualnie o postępowaniu, dotyczącym lokalizacji, zawiadamia się właścicieli i użytkowników wieczystych nieruchomości, na której maszt ma stanąć. Strony natomiast o decyzji burmistrza są powiadane w formie obwieszczenia, a takie wisiało w gablocie w Rynarzewie od 18 marca do 18 kwietnia 2011 r.
     - Na temat lokalizacji było spotkanie. Przyjechał przedstawiciel „Polkomtela” i na tym się skończyło - dodał Zbigniew Behnke.
     Mieszkańcy Rynarzewa nie będą dawać za wygraną, mimo że coraz trudniej przebić im się przez sterty papierów i mur biurokratycznych przepisów i zasad. Nie poddają się również mieszkańcy Żnina, którzy od 2009 roku protestują przeciw pozwoleniu na budowę stacji bazowej przy ul. Klemensa Janickiego w Żninie. W tej sprawie również wypowiedział się wojewoda i oddalił ich skargę. Polkomtel zdążył maszt postawić, ale żninianie nie dawali za wygraną. Odwoływali się do skutku. Nawet od decyzji wojewody, która była ostateczną, ale prawo zostawiło furtkę prawną i mieszkańcy Żnina z tej furtki skorzystali. 13 marca 2009 roku starosta żniński Zbigniew Jaszczuk zatwierdził projekt i wydał zgodę na budowę stacji bazowej telefonii komórkowej w Żninie. Mieszkańcy zaskarżyli decyzje starosty. Wojewoda podtrzymał ją, ale żninianie odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten uchylił decyzję wojewody i decyzję starosty. No to Polkomtel złożył kasację i Naczelny Sąd Administracyjny tę kasację oddalił. Jerzy Mikulski, jeden z dwójki odwołujących się od decyzji starosty i wojewody powiedział, że co prawda w starciu z Polkomtelem zwykli ludzie skazani są na porażkę i że jest to walka z wiatrakami, to jednak radzi walczyć do końca i odwoływać się do skutku.
     - My teraz, mając ten wyrok, będziemy walczyć, żeby nam ten maszt rozebrali, ale mamy świadomość, że jest to trudne do wykonania, żeby nie powiedzieć, że niemożliwe - mówi żninianin.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1040 (3/2012)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości